O Audio Icon 12 to nowa, druga już wersja kolumn norweskiego producenta, który o ile u nas dopiero co wchodzi na rynek, to na ogólnie pojętym zachodzie jest całkiem nieźle – właśnie za sprawą pierwszej wersji Icon – rozpoznawalny. Jednocześnie już w tym miejscu, na samym wstępie to tejże akurat recenzji warto chociaż pokrótce napisać, czym Icony de facto są. No bo jeżeli popatrzymy na cenę, to od razu będzie wiadomo, że tanie nie są. Jednakże to oczywiście nie wszystko, co sama cena o fakcie przynależności do jakiegokolwiek ogólnie pojętego hi-endu, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, wcale nie świadczy.
Zostawiając już jednak tego rodzaju rozważania na później, to warto zwrócić uwagę na to, że O Audio Icon to kolumny nie dość, że spore to można też powiedzieć, że także w pewnym sensie unikatowe. Nawet w tak złożonym świecie kolumn głośnikowych, gdzie mamy do czynienia z masą naprawdę przeróżnych konstrukcji. Czy to dynamicznych, czy też rozmaitych wersji planarnych (zarówno elektrostatycznych, jak i magnetostatycznych). Czy wreszcie różnych wersji hybrydowych oraz konstrukcji szerokopasmowych czy tubowych. A jeżeli już przy tych ostatnich jesteśmy, to Icony 12 mają właśnie tubę. Pokrywa ona dużą część środka pasma oraz cały zakres wysokich tonów. Jest to przy tym tuba całkiem sporych rozmiarów, bo jej szerokość wynosi mniej więcej tyle, ile średnica użytego w Iconach przetwornika nisko-średniotonowego. Czyli mniej więcej – jak sama nazwa wskazuje – dwanaście cali, co przekłada się tutaj na trzydzieści centymetrów. Wspominam o tym dlatego, żeby zwrócić Państwa uwagę na to, że to już całkiem pokaźnych rozmiarów tuba, której nie powinno się w żaden sposób mylić ze spotykanymi przed niektórymi przetwornikami wysokotonowymi falowodami. I także dlatego, że w tym konkretnym przypadku rozmiar ma znacznie, chociażby dlatego, że przekłada się na możliwość zastosowania niskiej częstotliwości podziału pomiędzy przetwornikami. I o ile do tego jeszcze dojdziemy, to jeszcze we wstępie przyjrzyjmy się trochę samemu producentowi.
Otóż O Audio to firma norweska, która istnieje od ponad dekady i zaistniała na rynku właśnie dzięki pierwszej wersji modelu Icon. Co przy tym naprawdę ciekawe, to fakt, że producent ten ma aktualnie w swojej ofercie de facto trzy modele kolumn. Najmniejsze i też de facto najtańsze to Frigg 02, które są dynamiczną konstrukcją trójdrożną. Niejako w środku oferty są właśnie recenzowane tutaj Icony 12. Najwyższym zaś aktualnie oferowanym modelem jest Verdande będący koncepcyjnie podobny do Iconów, ale już używający zarówno większej tuby, jak również większego, bo mającego średnicę aż 15 cali (40 cm) przetwornika nisko-średniotonowego. Jak zatem Państwo w tym przypadku widzą, O Audio to producent, który nie idzie w oferowanie nam kilkunastu różnych modeli, które jeszcze podzieliłby w jakiś sposób na łączące serie.
Bo de facto mamy trzy konstrukcje, które poniekąd można podzielić na dwie grupy, gdzie model Frigg 02 będzie w jednej (czyli trójdrożna konstrukcja dynamiczna ze wszystkimi przetwornikami promieniującymi bezpośrednio) oraz modele Icon 12 i Verdande będącymi w grupie drugiej. Czyli konstrukcji de facto dwudrożnych i na dodatek częściowo tubowych. Można tutaj wyczuć nawet nie tylko pewnego rodzaju specjalizację, co także dość jasny zamysł marki odnośnie tego, jaką drogą chce podążać. No bo jeżeli popatrzymy na to tak bardziej od strony konstrukcyjno-inżynieryjnej, to „podstawowy” (aczkolwiek trudno go tak naprawdę w ten sposób określić) model można uznać za propozycję dla tych, którzy tuby mieć nie chcą. To dalej spora, trójdrożna konstrukcja, oparta co prawda na przetwornikach z papierowymi membranami, ale już takich nowoczesnych, bo uwagę zwraca chociażby zastosowanie tytanowych karkasów. I o ile tutaj nie ma już tuby, to sam przetwornik wysokotonowy ma już autorskie rozwiązanie marki Seas, czyli falowód DXT (stosuje go kilku producentów mocniej ogarniętych, jeżeli chodzi o bardziej zaawansowane technicznie kolumny, jak chociażby Kii, czy Grimm Audio). Innymi słowy, podsumowując ofertę firmy, to widać tutaj dużą spójność i pewną jasną koncepcję na to, jak O Audio chce robić kolumny.
Wracając zaś do bohatera niniejszej recenzji, czyli modelu Icon 12, to – zanim przejdziemy dalej – trzeba wspomnieć o cenie. Otóż 92 tysiące złotych to już dużo. Na tyle dużo, że w stosunku do takich kolumn można (a w zasadzie nawet trzeba) mieć pewne bardzo konkretne oczekiwania. I to nawet nie tylko, jeżeli chodzi wydzielone i zobiektywizowane poszczególne aspekty brzmienia. Bardziej zaś jeżeli chodzi o to brzmienie w rozumieniu całościowych. Bo bądźmy szczerzy: „paczki” kosztujące tyle, co Icony powinny już porywać. I powinny też odtworzyć znakomicie naprawdę każdy repertuar. I to w znaczeniu stricte technicznym (co potrafi zresztą dużo kolumn, także tych tańszych) i także właśnie bardziej subiektywnie-muzycznym. Do tej ostatniej, jakże interesującej kwestii (zwłaszcza w kontekście urządzeń mających typowo hi-endowy „sticker price”) pozwolę sobie wrócić w podsumowaniu. Bo teraz – pora na krótki tym razem opis techniczny. Ale jeszcze wcześniej pewna uwaga: tym razem ta recenzja ma nieco inną formę, bo także mamy do czynienia z kolumnami, które trudno uznać za jakkolwiek „typowe”, dlatego też dużo kwestii technicznych pozwoliłem sobie zawrzeć w części traktującej o brzmieniu.
O Audio Icon 12 – kilka słów o (niewidocznej, acz istotnej) technice
Celowo nie użyłem powyżej zwrotu „budowa”, bo w pewnym sensie wygląd tych akurat kolumn, a w szczególności pokrycie ich naturalnym fornirem może być, zwłaszcza jeżeli założymy maskownice, dość mylący. Ale żeby formalnościom stało się za dość, to wspomnę tylko o tym, że kolumny te są dość ciężkie, bo każda z nich waży przeszło pięćdziesiąt kilogramów. Jednocześnie ich bryły są też o tyle interesujące, że jeżeli ktoś popatrzy poprzez pryzmat wymiarów w specyfikacji, a później postawi je w swoim pomieszczeniu, to może dojść do pewnego ciekawego wniosku. A konkretnie takiego, że w rzeczywistości Icony sprawiają wrażenie mniejszych, aniżeli wymiary na przysłowiowym papierze mogłyby wskazywać.