Ergo: mamy tutaj wszystkie zalety tego, a przy tym nie ma nigdy wrażenia, że brakuje nam rozdzielczości. Że coś się zaciera, albo że kolumny te coś nam serwują na swój sposób. Ale najlepsze jest w tym wszystkim i tak coś zupełnie innego, otóż serwując Iconom co raz to nowsze i w teorii trudniejsze utwory złapałem się na czymś. A konkretnie na tym, że z jednej strony cały czas słuchałem muzyki, którą po prostu Icony od razu, momentalnie potrafiły zauroczyć. Z drugiej zaś strony było jeszcze coś. Otóż tak naprawdę trudno mi było jednoznacznie uchwycić inherentną barwę kolumn O Audio. Jasne, w skali absolutnej przychodzi właśnie na myśl przymiotnik „kremowa”. Tylko, że to też nie będzie tak do końca najtrafniejsze określenie. Bo przykładowo przy zmianie kabli głośnikowych okazało się, że ten de facto element toru zdawał się wpływać na chromatyczność rzeczonych kolumn znacznie bardziej, aniżeli one same. Pozwolę sobie ująć to może jeszcze inaczej: to jest trochę tak, jak z najlepszymi wzmacniaczami lampowymi w topologii Single-Ended, tymi zrealizowanymi na dużych triodach typu DHT takich, jak 211, 845 i większych. Otóż słychać zazwyczaj, że one coś od siebie dodają, tylko w sumie jak można tak naprawdę skomentować to, że tym, co tutaj naprawdę dostajemy niejako w gratisie jest po prostu „więcej muzyki”? I naprawdę nie będzie przy tym istotne, czy leci Madonna „Vogue”, Norah Jones „Don’t Know Why” czy coś jeszcze innego, bo cały czas słuchamy muzyki. A nie kolumn. I nawet słuchając ich wnikliwie, to moment, w którym zaczynamy olewać te wszystkie audiofilskie dywagacje przychodzi tak naprawdę zupełnie niepostrzeżenie. I o to w tym wszystkim przecież chodzi.
O Audio Icon 12 – podsumowanie
W zasadzie ostatnie kilka zdań, jakie napisałem powyżej mogłyby być doskonałym podsumowaniem brzmienia tychże kolumn. Chciałbym jednak ująć sprawy nieco szerzej. I przy okazji recenzji tych akurat kolumn poruszyć pewną, dość istotną w sumie, zwłaszcza w kontekście niemałej przecież ceny norweskiej propozycji. Otóż sporo się mówi o tym, że im droższy sprzęt, tym niekoniecznie przyrost jakości brzmienia jest proporcjonalny. Oczywiście, idąc tą drogą ktoś mógłby powiedzieć, że nie tylko kolumny, ale i tańsza elektronika będą zapewne oferować lepszy stosunek jakości do ceny. Ale czy na pewno? Bo w przypadku norweskich kolumn mam takie nieodparte wrażenie, że są one akurat pewnego rodzaju osobliwością na wykresie, który za wielką wodą jest ogólnie określany jako „diminishing returns”. Faktycznie, te 92 tysiące złotych za parę to, delikatnie rzecz ujmując, niemało. Jednakże tutaj dostajemy, proszę Państwa, konkret. Pozwolę sobie w tym miejscu po raz ostatni zacytować Jonathana Cooka z O Audio, który zapytany o to, co ekipą z O Audio kierowało przy projektowaniu Iconów napisał tak:
„Po prostu zdecydowaliśmy się zrobić doskonałe głośniki. Coś, co będzie w stanie komunikować muzykę w sposób, który będzie naturalny, wciągający, niewysilony i po prostu interesujący przy słuchaniu niezależnie od muzyki i od poziomu, na jakim będziemy słuchać. To głośniki skonstruowane tak, aby były całkiem proste w umieszczeniu w normalnych pomieszczeniach ze względu na ich kontrolowaną kierunkowość, umiejscowienie portów bass-reflex oraz odpowiedzi poza osią”.
Pozostaje mi tylko podpisać się pod tym. I przyznać Nagrodę Redakcji. Właśnie za tą umiejętność komunikacji. Bo O Audio Icon 12 mają spójność rasowego monitora, którą łączą z cechami w monitorach zazwyczaj niespotykanymi. To brzmienie na lata, które już odstawia na bok obiektywne dywagacje i w zupełnie naturalny, niewymuszony sposób przenosi nas w świat muzyki.
Adam Kiryszewski
Dystrybutor: Szymański Audio https://www.szymanskiaudio.pl/
Cena: 92 tyś. PLN / para