O Audio Icon 12 – recenzja

W tym miejscu pozwolę sobie na pewne dość istotne wytłumaczenie. Otóż wiele przetworników wysokotonowych posiada komory, które mają za zadanie wytłumić falę emitowaną przez membranę do tyłu. I o ile faktycznie zawsze lepsza jest jakakolwiek komora od jej braku, to faktem jest także, że często komory te są albo za małe, albo źle zaprojektowane. Albo też zostały zaprojektowane tak, aby wszystko dobrze wyglądało na papierze. W przypadku takiego przetwornika, jak ten zastosowany w O Audio jest to nad wyraz istotne, aby odpowiednio wytłumić energię emitowaną przez przetwornik średnio-wysokotonowy do tyłu, bo tutaj wszystkie odbicia byłyby po prostu słyszalne. Reasumując, O Audio Icon 12 to przykład podejścia może nieczęsto spotykanego i też w pewnym sensie nieszablonowego. Ale zarazem podejścia przemyślanego oraz mającego swoje głębsze uzasadnienie. O pozostałych kwestia pozwolę sobie jeszcze wspomnieć w następnej części tejże recenzji. Bo teraz pora na to, co w sumie najważniejsze.

O Audio Icon 12 – brzmienie

O Audio Icon 12 mogą być dla wielu bardziej osłuchanych entuzjastów lepszego sprzętu audio całkiem niezłym zaskoczeniem. Popatrzmy na to od takiej nieco bardziej fizycznej i namacalnej zarazem strony. To przecież całkiem pokaźnych rozmiarów kolumny, bo nie dość, że jedna waży ponad 50 kilogramów, to na dodatek posiadają one sporych rozmiarów tuby. Szczerze powiedziawszy, już widzę, jak w wielu przypadkach radośnie zadziałają tutaj stereotypy i ktoś może ocenić te kolumny na zasadzie, że „przecież to tuba, to będą grać tubowo”. Nie dość, że w sumie nic bardziej mylnego, to na dodatek Icony w pewnym sensie nie tylko burzą ten stereotyp, co na dodatek stawiają go także dość odważnie na głowie.

I tak, zaczynając już od konkretów, to norweskie kolumny grają dużo mniej ofensywnie, aniżeli wiele, nawet dość mocno hi-endowych zestawów. Albo właśnie ze wskazaniem na te ostatnie, zwłaszcza wieloprzetwornikowe konstrukcje. A już w szczególności takie, które posiadają twarde, metalowe albo ceramiczne membrany i brzmią w daleko idącej teorii kompetentnie pod względem technicznym, posiadają szybkość, rozdzielczość. Ale nie posiadają przy tym jednego, co Icony potrafią zaoferować niemalże inherentnie, bez wysiłku, co mają zaprogramowane w swoim DNA. Otóż, jak już wspomniałem wcześniej, norweskie kolumny są de facto nie dość, że konstrukcjami dwudrożnymi, to jeszcze posiadają zwrotnice pierwszego rzędu. Dlatego też, oprócz braku natarczywości, kolejną cechą, jaka w nich może mocno zaskoczyć, będzie spójność brzmienia.

O Audio Icon 12

I to spójność rozumiana w szerszym sensie, nie tylko poprzez ogólne oddanie impulsu, co przekłada się na płynność i tak zwany PRaT, ale i o spójność pod względem naturalności i głębokości oddania sceny. Tutaj kolejna dość istotna w sumie uwaga. Icony 12 posiadają dość spore tuby, które zapewniają mocno kontrolowane charakterystyki kierunkowe i będą nieco mniej wrażliwe na ich umieszczenie względem ścian pomieszczenia, zwłaszcza tych bocznych, które zazwyczaj są źródłem sporych problemów dla większości dynamicznych konstrukcji. Z drugiej zaś strony, już takiej bardziej mającej swoje bezpośrednie, namacalne odzwierciedlenie w odsłuchowej praktyce: Icony budują przeogromnych rozmiarów scenę. Na dodatek generowana przez nie przestrzeń ma jeszcze jedną, naprawdę bardzo rzadko spotykaną cechę. Jest nie tylko niezwykle naturalna, ale i czytelna zarazem.

Przy czym to właśnie ta czytelność jest niesamowita, bo nie oznacza ona tutaj tego, że uzyskano to poprzez jakieś sztuczne wyostrzane krawędzi, czy też przez jakieś dziwne zabiegi typu wyeksponowanie pewnych części pasma, co przecież wcale nie tak rzadko ma miejsce nawet w przypadku bardzo drogich kolumn. A mówiąc już bardziej kolokwialnie, to kolumny od Vikingów to też takie głośniki, na których słychać wszystko, ale też nic nie jest przy tym podane na twarz, bo to nie jest tak naprawdę granie mające już pierwszych sekundach epatować słuchacza dwoma milionami detali. A bardziej brzmienie, które ukazuje muzykę, jako całość, które najpierw dociera do tej bardziej emocjonalnej części naszej percepcji tak, aby dopiero po chwili pokazać, że także w tych stricte technicznych kwestiach ma nam naprawdę wiele do powiedzenia.

Pozwolę sobie tutaj na pewnego rodzaju dygresję, która jednak w tym konkretnym przypadku da szerszy obraz całej sytuacji. Otóż bardzo często, nawet w dość znanych, polecanych i niekoniecznie tanich kolumnach głośnikowych bywa tak, że dane przetworniki posiadają stosunkowo wysokie zniekształcenia harmoniczne (i nie tylko takie, o czym już za chwilę). Słuchając takich kolumn wszystko wydaje się być niby w porządku, natomiast na dłuższą metę będą one nas albo męczyć, albo też w jakiś inny sposób będziemy czuć, że wprowadzony został jakiś dodatkowy mechanizm zniekształceń. Co ciekawe, Icony 12 mogą się na początku wydać kolumnami grającymi wręcz w sposób może nawet nieco zbyt powściągliwy, ale nie wynika to z tego, że zakładają jakikolwiek koc na brzmienie, a właśnie z tego, że ich przetworniki posiadają bardzo, ale to bardzo niskie zniekształcenia. A także pewne zestawy parametrów, które bezpośrednio decydują o tym, iż dane przetworniki (poprawnie zaaplikowane) potrafią zaoferować brzmienie transparentne i bardzo naturalne jednocześnie, bez popadania w nadmierne cyzelowanie dźwięków.

O Audio Icon 12

A żeby nie być tutaj gołosłownym, to tylko przypomnę to, że parametr „Le” Thielle-Smalla, czyli (mówiąc prościej) indukcyjność cewki dla tego dwunastocalowego przetwornika nisko-średniotonowego wynosi zaledwie 0.30 mH. Innymi słowy, mamy tutaj mocno wyśrubowane parametry techniczne, ale nie te, którymi epatuje się zazwyczaj mało świadomych potencjalnych klientów, ale de facto takie, które mają naprawdę dla dobrego (i ogólnie rzecz ujmując transparentnego) brzmienia bardzo duże, tak naprawdę kluczowe znaczenie. I zazwyczaj są doprawdy skrzętnie poukrywane w materiałach marketingowych tak, żeby przypadkiem nie wyjść na światło dzienne, bo mogłoby się nagle okazać, że mamy w niektórych konstrukcjach przykładowo przetworniki średnio-tonowe, których pewne istotne i w sumie decydujące parametry są po prostu słabe.

Wracając jednak już do samego brzmienia Iconów, to podsumowując na tę chwilę mamy: brak natarczywości, spójność oraz bardzo naturalną, świetną scenę. I, proszę mi wierzyć, to tak naprawdę dopiero początek zestawu pewnych cech, które złączą się nam później w jedną niezwykle spójną całość. Bo kolejne dwie bardzo ciekawe kwestie, to – ależ oczywiście – bas i dynamika. Tutaj Icony także nieco uciekają od stereotypów. Bo w ich wykonaniu zarówno bas, jak i dynamika nie działają same dla siebie, nie są odrębnymi bytami, tylko są podporządkowane muzyce. Są właśnie elementami większej całości. Nie ukrywajmy, kolumny te mają w tym aspekcie ogromne możliwości, lecz jednocześnie nie chodzi tu tylko o to, że potrafią zagrać głośno. A rzecz bardziej w tym, że niezależnie od poziomu głośności Icony 12 grają zarówno bardzo czytelnie, jak i też zachowują cały czas nie tylko takie same proporcje, ale też tę samą całościową barwę dźwięku. „Watchful Guardian” ze ścieżki dźwiękowej z filmu „The Dark Knight” zabrzmiał w zasadzie tak samo przy niskich, jak i przy wysokich poziomach głośności.

Bardzo istotne było przy tym to, że „odkręcając gałkę” dostawaliśmy po prostu więcej muzyki, która była bliższa, jednakże wszystkie proporcje, barwa, te były cały czas takie same. A jeżeli już przy muzyce filmowej jesteśmy, to na tej z filmu „Spy Game” na Iconach wyraźnie dało się wyczuć, że ogromna rozpiętość dynamiki oznacza tutaj także pełne opanowanie. Piszę to także w kontekście jeszcze innej kwestii. Otóż ktoś mógłby powiedzieć, że głośno, czy też z dużą dynamiką potrafią zagrać także inne, często tańsze kolumny. Jasne, zgoda, tylko tutaj mamy jeszcze jedną, istotną kwestię. Właśnie zachowanie proporcji oraz całościowego charakteru. Oraz, co nie mniej ważne, a może i w sumie nawet w tym wszystkim najważniejsze, czyli zachowanie ogólnie wyczuwalnej, zazwyczaj bardzo subiektywnie – spójności.