Mytek Brooklyn Bridge – recenzja

Mytek Brooklyn Bridge

Mytek Brooklyn Bridge to przetwornik cyfrowo-analogowy ze zintegrowanym odtwarzaczem sieciowym, przedwzmacniaczem i wzmacniaczem słuchawkowym. Jednocześnie jest to jedno z tych urządzeń, o których można powiedzieć, że wyznaczają pewne drogi rozwoju w branży audio. Oczywiście takie stwierdzenie mogłoby się wydać nieco na wyrost, jednakże proszę zwrócić uwagę na pewien dość istotny fakt. Otóż to właśnie Brooklyn Bridge dostał – bądź, co bądź – prestiżową nagrodę EISA w kategorii „Streaming DAC” za okres 2019-2020. A organizację taką, jak Expert Imaging and Sound Association, działającą od 1982 roku i skupiającą na tę chwilę 55 czasopism (wliczając w to magazyny internetowe), trudno jednak posądzić o przyznawanie nagród lekką ręką. Przy czym warto na całą sprawę spojrzeć też z jeszcze innej, nieco szerszej perspektywy. Przyjrzyjmy się chronologii przetworników firmy Mytek – dla uproszczenia pomijając czasy przed wprowadzeniem w 2011 roku urządzenia o nazwie Stereo 192 DSD DAC. To własnie ten ostatni przetwornik był pierwszym urządzeniem stworzonym z myślą o rynku hi-fi (czy też, jak kto woli, hi-end). I jednocześnie w Stereo 192 DSD DAC postanowiono zintegrować cały wachlarz funkcjonalności. Funkcjonalności, która została w tych urządzeniach aż do dzisiaj. Po wprowadzeniu Stereo 192 DSD DAC inżynierowie z firmy HEM Electronics – bo tam powstają urządzenia firmy Mytek – zaprezentowali światu droższy i już zdecydowanie bardziej hi-endowy (chociażby patrząc poprzez pryzmat jakże charakterystycznej obudowy) Manhattan DAC. Te dwa produkty tworzyły na początku trzon oferty kierowanej na rynek. ogólnie rzec ujmując, audiofilski. W 2015 roku wprowadzono Brooklyn DAC, a w 2017 roku jego nowszą wersję DAC+. W międzyczasie, bo w 2016 roku, powstał Manhattan II. Mniej więcej w tym samym okresie powstał także najmniejszy Mytek Liberty DAC. A po nich, pod koniec 2018 roku firma, będąca polsko-amerykańską kooperacją, zaprezentowała urządzenie, którego pełna nazwa brzmi: Mytek Brooklyn Bridge. I to właśnie to urządzenie postrzegałbym, jako – na tę chwilę – najważniejsze w całej gamie pdoruktów firmy Mytek od czasów wprowadzenia przetwornika Stereo 192 DSD. Jest ku temu wiele powodów. Przyjrzyjmy się zatem każdemu z nich z osobna.

Mytek Brooklyn Bridge

Mytek Brooklyn Brigde – funkcjonalność w szerszym kontekście

Teoretycznie można by powiedzieć, że Brooklyn Bridge to w zasadzie DAC+ z dodanym modułem streamingu. Można by też wyliczać tak po kolei, co mamy w Bridge na pokładzie, ale to już zostało zrobione na wstępie niniejszej recenzji. Jest jednak w tym wszystkim coś dużo bardziej istotnego. Otóż chodzi o to, że właśnie poprzez dodanie modułu streamera, na dodatek obsługującego WiFi, Mytek sprawił, iż z rozwinięcia przetwornika znanego, jako DAC+ powstało urządzenie, które jeszcze bardziej wpisuje się w koncepcję nowoczesnego centrum całego systemu audio. I jest przez to doskonałym wręcz przykładem na znaczącą ewolucję źródeł, które już trudno tak jednoznacznie sklasyfikować w szufladkę “cyfrowe”, czy też “analogowe”.

Bo z jednej strony możemy do Brooklyn Bridge podpiąć gramofon (także z wkładką MC), a z drugiej zaś – to samo urządzenie, mówiąc kolokwialnie, dogada się z Tidalem, Spotify, czy Roonem. Dodajmy do tego jeszcze przedwzmacniacz liniowy z regulacją głośności oraz wzmacniacz słuchawkowy będący w stanie obsłużyć słuchawki w konfiguracji zbalansowanej. Jeżeli przy tym okaże się też, że to wszystko po prostu działa – to mamy odpowiedź, dlaczego to akurat urządzenie dostało nagrodę EISA. Tak samo, jak swego czasu Stereo 192 DSD łączył świat sprzętu profesjonalnego i audiofilskiego, tak samo dzisiaj Bridge łączy świat cyfrowy i analogowy. A to wszystko dzięki szerokim spektrum funkcjonalności zawartym w jednym urządzeniu.

Jednakże rozchodzi się tutaj o coś jeszcze zgoła innego. Bo rzecz nie w tym, aby – mówiąc kolokwialnie – wpakować w dane urządzenie kilkanaście różnych funkcji, tylko o to, żeby każda z nich działała na odpowiednim poziomie. Także, a może zwłaszcza – patrząc na brzmieniową stronę rzeczy.

Abstrahując już od bardziej ogólnych – acz istotnych – rozważań i jednocześnie aby kwestiom formalnym stało się zadość, to wspomnijmy jeszcze bardziej konktetnie funkcjonalności tego urządzenia. W ramach przetwornika mamy obsługę formatów gęstych do 32 bitów i 384 KHz wzwyż. Do tego DSD wraz z Quad-DSD, czyli DSD256, no i oczywiście (bo Mytek był jedną z pierwszych firm, która to wprowadziła) pełny sprzętowy dekoder MQA. Przedwzmacniacz liniowy ma wejście na gniazdach RCA, które dzieli z preampem gramofonowym. Ten ostatni obsługuje z kolei wkładki MM i MC. Oprócz gniazd wyjściowych RCA są oczywiście zbalansowane XLRy. W przypadku korzystania z przetwornika bądź streamera mamy też do wyboru cyfrową bądź analogową regulację głośności. W przypadku przedwzmacniaczy – oczywiście tylko tę analogową (co nie dziwi, bo cyfrowa wymagałaby osobnej konwersji AD-DA , co w tym konkretnym przypadku kompletnie nie ma sensu).  Mamy ponadto kilka użytecznych funkcji, jak chociażby Volume Trim, czy obsługę pilota Apple, który jest swoją drogą w zestawie. Za komunikację zaś ze światem odpowiada port Ethernet oraz WiFi w standardzie 2.4 GHz. Antena jest przykręcana, gdyby ktoś wpadł na pomysł, aby umieścić ją w innym miejscu.

Mytek Brooklyn Bridge

Patrząc od strony stricte technicznej, za konwersję odpowiada układ ESS9028 Pro, zasilanie to specjalnie skonstruowany do audio zasilacz impulsowy z możliwością podpięcia zewnętrznego źródła. Zastosowano wiele własnych, autorskich rozwiązań, jak chociażby pracujące w klasie A szerokopasmowe wzmacniacze operacyjne, które zresztą zostały wyselekcjonowane na podstawie nie tylko parametrów, ale także i sesji odsłuchowych.

Brzmienie Brooklyn Bridge – ewolucja, czy rewolucja?

Faktem jest, że o ile można zauważyć pewne cechy wspólne, wyciągnąć pewien mianownik z brzmienia urządzeń, które produkowane były na przełomie lat w podwarszawskiej już firmie HEM Electronics, to prawdą będzie też, iż brzmienie Myteka całkiem ciekawie ewoluowało na przestrzeni lat. Przy czym powiedziałbym tutaj, że o ile do Stereo 192 DSD bliższy jest Brooklyn DAC (bez “plusa”) i pierwsza wersja Mahattana, to brzmieniowo w „nowej generacji” urządzeń będą zawierać się odpowiednio: DAC+, Mahtattan II, Liberty no i oczywiście Brooklyn Bridge.

Ten ostatni jest przy tym urządzeniem najnowszym i jednocześnie – patrząc przez pryzmat ceny – drugim od góry w ofercie firmy Mytek Digital, zaraz po Manhattanie II. Jednocześnie tak się też złożyło, że najdroższy przetwornik Myteka w swojej najnowszej odsłonie także znalazł się pod ręką, w dodatku w wersji z kartą sieciową. Dlatego też tym razem przyjrzyjmy się brzmieniu BB w nieco szerszej perspektywie. Bo różnice pomiędzy Brooklyn DAC a DAC+ (a Bridge jest właśnie niejako rozwinięciem Brooklyn DAC+) zostały już opisane we wcześniejszej recenzji porównawczej.

Mytek Brooklyn Bridge

Pierwszą rzeczą, na jaką należy zwrócić uwagę, jest to, że Brooklyn Bridge w trybie odtwarzacza sieciowego brzmi równie dobrze, o ile nie lepiej, jak pracując w trybie USB DAC. Może się to wydać nieco zaskakujące, ale trudno jest tutaj oprzeć się wrażeniu, że przy poprawnie skonfigurowanej sieci – Bridge najlepiej brzmi właśnie (biorąc pod uwagę jego cyfrową część) po WiFi. Ujmijmy to może jeszcze inaczej: na pewno nie mamy tutaj do czynienia z sytuacją, że strumieniując dane do urządzenia jakość dźwięku będzie gorsza, aniżeli po USB.

Jednocześnie porównując BB nie tylko do Mytek Liberty DAC, ale chociażby do tańszych przetworników innych firm, to warto zwrócić uwagę na kilka podstawowych aspektów. Przede wszystkim będą to – co ciekawe – barwa, kontrola i całościowy charakter brzmienia. Im dłużej się z najnowszym przetwornikiem firmy Mytek obcuje, tym większe ma się wrażenie, że inżynierowie tworzący to konkretne urządzenie mają także dobry słuch. Bo trudno znaleźć tutaj ślady sterylności, czy natarczywości w brzmieniu. Co równie ważne, układ ESS Sabre nie ma tutaj jednej z cech charakterystycznych dla taniej, czy też mało optymalnej aplikacji tych układów. Otóż brzmienie jest przede wszystkim dalekie od ostrego, rachitycznego i sterylnego. Ma substancję, nasycenie, powiedziałbym, że w pewnych połączeniach, w pewnych torach – może być nawet nieco kremowe, acz w pozytywnych sensie tego słowa. Jest przy tym tak „ustawione”, że sprawdzi się również z szerokim wachlarzem urządzeń współpracujących.

Idąc już bardziej w szczegóły – to na płycie „Diva” Annie Lennox bas zachowywał rytm i miał barwę, jakiej oczekiwalibyśmy od urządzenia tej klasy. Dopiero bezpośrednia konfrontacja z Manhattanem II pokazała, że Bridge gra tutaj minimalnie po stronie cieplejszej, ciemniejszej. W takim porównaniu słychać też, że bas bardziej wpasowuje się w całościową, nieco ciemniejszą koncepcję brzmienia. M2 z kolei dysponuje w tym zakresie wybuchową dynamiką, lepszym tempem i niemalże nieskończonymi pokładami energii. Jednocześnie porównując niskie tony do tego, co oferują tańsze urządzenia – to Bridge ma już barwę basu i rozciągnięcie najniższych składowych, która jest z kolei poza zasięgiem chociażby Stereo 192 DSD i wielu tańszych przetworników.

Mytek Brooklyn Bridge

Najbardziej jednak istotne dla wielu może okazać się brzmienie BB na środku i górze pasma. Przy czym traktowałbym te dwa podzakresy, jako jedną całość. Bo tu właśnie wychodzi przewaga tej akurat aplikacji układu ESS9028 Pro nad innymi. W Brooklyn Bridge mamy ciągłość sceny, jest ona budowana i wszerz i w głąb. I o ile Manhattan II jest tutaj bardziej ekspansywny i różnicujący, bardziej wszystko naświetla, to warto też wspomnieć o jednej rzeczy. Otóż taki, a nie inny charakter brzmienia bardzo dobrze współgra z dobrymi realizacjami, także w bardziej nowoczesnym – że tak pozwolę sobie to ująć – repertuarze. Oczywiście, słychać w prezentacji pewnego rodzaju studyjny sznyt, ale bardziej w sensie tego, że wszystko jest na swoim miejscu, że nie ma tutaj żadnych obiektywnych niedociągnięć. Bo tak naprawdę nie można mówić tutaj ani o wypchnięciu środka pasma, ani też o jakiejkolwiek jaskrawości na przełomie środka i góry. Inaczej jeszcze rzecz ujmując – postawiono bardziej  na brak przybrudzenia w brzmieniu, aniżeli na taką całkowitą, bezkompromisową przeźroczystość i dzielenie dźwięków skalpelem. Tą pełną transparentność mamy w Manhattanie II i droższych urządzeniach. I dopiero przy bezpośrednim porównaniu – na odpowiednim torze – jest to słyszalne.

Jednym ze składników sonicznej całości, który w dużej mierze składa się na tak daleko idącą ewolucję charakteru sonicznego od czasów Stereo 192 DSD są wysokie tony. Tutaj mamy do czynienia z różnicą dość zasadniczą. Przykładowo pierwsze takty znanego „Take A Look Around” Limp Bizkit perkusja na BB brzmi dużo bardziej wiarygodnie, posiada więcej szczegółów. Jest to o tyle ciekawe, że samo brzmienie może być właśnie w przypadku BB uznane za bardziej zrelaksowane, mniej uderzające w twarz. A jednak jest bardziej czytelne i ta czytelność wynika też z lepszego obrazowania perspektywy. Z tego, że urządzenie na górze jest już w znacznym stopniu (jak za tę cenę oczywiście) znacznie pozbawione granulacji.

Przedwzmacniacz gramofonowy i wzmacniacz słuchawkowy

Jeżeli chodzi o te wszystkie dodatki, jakie Brooklyn Bridge ma w zanadrzu, to zaskoczyć może przede wszystkim przedwzmacniacz gramofonowy. Nie tylko tym, że obsługuje on wkładki typu MC, ale też tym, że jego ogólnie rozdzielczy charakter brzmienia ładnie komponuje się z koncepcją całości. Pozwolę sobie ująć to jeszcze inaczej. Jeżeli dysponujemy naprawdę wysokiej klasy gramofonem z wkładką za kilka tysięcy złotych, to możemy rozważyć dodatkowy, zewnętrzny, specjalizowany przedwzmacniacz. W każdym innym przypadku ten wbudowany w BB powinien stanąć na wysokości zadania. No, chyba, że chcemy iść w stronę lamp. Tutaj z kolei spora przejrzystość przedwzmacniacza liniowego będzie jak znalazł, bo zostawi nam szerokie pole do modelowania brzmienia poprzez dobór lamp.

Mytek Brooklyn Bridge

Jeżeli zaś chodzi o współpracę ze słuchawkami – Bridge dużo zyskuje przy połączeniu słuchawek w trybie zbalansowanym. Wzmacniacz słuchawkowy jest niezły, aczkolwiek mam wrażenie, że zwolennicy słuchawek kosztujących tyle, co recenzowane tutaj urządzenie będą akurat chcieli sięgnąć po coś specjalistycznego. Proszę mnie źle nie zrozumieć – tutaj także jest spory postęp – zwłaszcza w kontekście możliwości dynamicznych.

Mytek Brooklyn Bridge z jeszcze innej strony, czyli podsumowanie

Faktem jest, że urządzeń o takim poziomie integracji jest już na rynku całkiem sporo. Inną zaś kwestią będzie też to, że jest kilka rzeczy, które można by w BB może i zrobić lepiej. Oczywiście nie ma urządzeń idealnych. Niemniej jednak, gdyby się już do czegoś przyczepić – to brakuje zbalansowanego wyjścia słuchawkowego 4-pin. Oczywiście producent dodaje dokładny schemat podłączenia przewodów, korzystając z dwóch wtyczek typu duży jack – ale to wciąż będzie kombinowanie. Inną zaś sprawą jest jeszcze kwestia oprogramowania do streamingu. Otóż Mytek korzysta z aplikacji mconnect. Aplikacja ta nie jest nie jest zła sama w sobie i obsługuje wszystkie plaformy strumieniujące ze Spotify i Tidalej włącznie.

Jednakże chciałbym tutaj potencjalnym nabywcom zaproponować pewną sugestię. Otóż od pewnego czasu Roon oferuje możliwość wykupienia miesięcznej subskrypcji, dzięki czemu nie musimy płacić za korzystanie z tej platformy za cały rok z góry. A naprawdę warto, chociażby dlatego, że Brooklyn Bridge umożliwia kontrolowanie głośności z poziomu Roona. I to właśnie w takiej konfiguracji uzyskamy nie tylko najlepsze możliwe brzmienie, ale i doskonałą funkcjonalność. Oczywiście potrzebny będzie w takim układzie dodatkowy Roon Core, ale proszę mi wierzyć – warto.

Aczkolwiek nawet bez Roona Mytek Brooklyn Bridge zasługuje na pełną rekomendację. Tutaj nagroda EISA nie była dziełem przypadku.

Cena: 2995 Euro
Dystrybutor: HEM Electronics http://www.hem-e.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*