Recenzja Mytek Liberty DAC

Mytek Liberty DAC

Mytek Liberty DAC to najnowsza propozycja firmy z Brooklynu, jaka jest skierowana (między innymi) na rynek audiofilski. Jest jednocześnie propozycją najtańszą i najmniejszą gabarytowo. Odchodzi przy tym także od koncepcji urządzenia posiadającego zintegrowany przedwzmacniacz. Koncepcja ta, wprowadzona swego czasu w przetworniku analogowo-cyfrowym Stereo 192 DSD DAC oraz równolegle we flagowym na tamte czasy Manhattan DAC była potem kontynuowana w kolejnych urządzeniach. Bo taką samą funkcjonalność przedwzmacniacza zachowały zarówno Brooklyn DAC (oraz jego nowsza wersja, czyli DAC+) a także Manhattan DAC II.

W przypadku najnowszego przetwornika firmy Mytek dostajemy w pakiecie wzmacniacz słuchawkowy oraz sprzętowe dekodowanie MQA. Nie mamy tu ani przedwzmacniacza liniowego (a tym bardziej gramofonowego), ani też zdalnego sterowania. Nasuwa się tutaj jedna myśl, a w zasadzie pytanie. Otóż urządzenie jest pozycjonowane na rynku, patrząc poprzez pryzmat ceny, nieco niżej, aniżeli swego czasu kosztował 192 Stereo DSD DAC. Jest przy tym mniej więcej dwa razy tańsze od Brooklyn DAC+. Mimo wszystko wciąż kosztuje 995 Euro (lub w przybliżeniu ok 4 tyś. PLN). A konkurencja na rynku w tym akurat segmencie jest – nie ukrywajmy – przeogromna. I prawda jest też taka, że dostajemy za tą kwotę przetwornik z wbudowaną regulacją głośności oraz dekodowaniem MQA. O ile ta druga funkcjonalność nie jest aż tak powszechna, acz w sumie pożądana, to regulowane wyjście powoli staje się standardem. Wracając do właściwego pytania: biorąc pod uwagę to, że tym razem dostajemy tak naprawdę tylko sam DAC, bez dodatkowych funkcji (chociażby przedwzmacniacza), to jedyne, czym może się on w sumie naprawdę obronić, to brzmienie. I jest to pytanie zasadnicze. A odpowiedź na nie – znajdą Państwo poniżej. Ale po kolei…

Czy małe potrafi być piękne?

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy, to odejście w Liberty DAC od formatu obudowy, do jakiej Mytek zdążył nas przyzwyczaić. Zarówno pierwszy Stereo 192 DSD DAC, jak i późniejsze (recenzowane tutaj) obie wersje Brooklyna miały taką samą obudowę o wymiarach 216x216x44mm. Mytek Liberty DAC ma tymczasem wymiary 140x216x44mm. Zachowując tą samą głębokość i wysokość jest znacznie węższy. Przy czym, w dzisiejszych czasach, gdzie przestrzeń bywa na wagę złota, należy traktować to bardziej, jako zaletę, aniżeli wadę. Jednocześnie ofiarą zmniejszenia szerokości obudowy stały się wyjścia zbalansowane XLR. Bo Mytek Liberty DAC wciąż je posiada, są one jednak zrealizowane nie na powszechnych w domowym audio gniazdach XLR, lecz na złączach TRS, znanych powszechniej, jako „duży jack”. Oczywiście Mytek ma takie kable w ofercie, więc nie powinno być to problemem. Trzeba jednak brać pod uwagę to, że jeżeli mamy już jakieś „klasyczne” interkonekty XLR, to ich z Liberty po prostu nie użyjemy.

Diody – ciekawy i zaskakująco dobry pomysł

Drugą dość specyficzną cechą konstrukcyjną jest sposób informowania o poziomie wyjściowym. Bo o ile Mytek Liberty DAC nie posiada wbudowanego przedwzmacniacza w sensie wejścia liniowego, to pełną regulację głośności – już tak. Można go podłączyć bez obaw do końcówki, czy też końcówek mocy, omijając zewnętrzny przedwzmacniacz. W Stereo 192 DSD o poziomie głośności informował wyświetlacz alfanumeryczny. W Brooklyn DAC został on zastąpiony przez świetny wyświetlacz OLED. Tutaj mamy jeszcze inne rozwiązanie. Prostsze, ale też bardzo można by rzec – intuicyjne. Otóż tutaj o poziomie głośności informuje szereg diód LED, które nie dość, że zapalają się kolejno, to jeszcze każda z nich zmienia kolor, zanim zapali się kolejna. Jest to rozwiązanie bardzo przemyślane i na dodatek takie, do którego można się szybko przyzwyczaić. Ergo: niewiele czasu zajmuje, aby nabyć na tyle dużej wprawy, że patrząc na diody od razu wiemy, jak mamy ustawioną głośność w Liberty.


Mytek Liberty DAC – kilka kwestii technicznych

Tym razem będzie zwięźle i krótko: DAC to ESS Sabre 9018K2M, wejście jest oparte na układzie XMOS z customowym oprogramowaniem. Co istotne, urządzenie w pełni wspiera sprzętowe dekodowanie formatu MQA – przy takim sygnale zapala się odpowiednia niebieska dioda z przodu urządzenia. Zasilacz to konstrukcja bliźniaczo podobna do użytego w Brooklyn DAC+. Podobnie analogowe stopnie wyjściowe są nowym opracowaniem firmy Mytek, które jest wzorowane na rozwiązaniach stosowanych w droższych przetwornikach tej firmy.

Wbudowany wzmacniacz słuchawkowy ma moc 3W oraz 300mA maksymalnego prądu i 0.1ohm impedancji wyjściowej. Nie powinno być problemu z napędzeniem trudniejszych słuchawek, z planarnymi włącznie.

W zakresie obsługiwanych formatów sygnału to wachlarz jest szeroki: PCM aż do 32bit/384Khz i DSD do DSD256 (Quad-DSD). Ale do tego Mytek zdążył już nas przyzwyczaić.

Jeżeli zaś chodzi o wejścia cyfrowe, to jest wszystko, czego można by sobie w przypadku takiego urządzenia życzyć. Oprócz wejścia USB (USB Audio Class 2, czyli ogólnie wspieranego), na tylnej ściance znajdziemy także: 2x S/PDIF, TosLink, 2x TosLink/ADAT oraz AES/EBU.

Analogowe wyjścia to niezbalansowane RCA, oraz wyjścia zbalansowane. Te ostatnie zrealizowane – z powodów opisanych powyżej – na gniazdach TRS.


Małe to, ale czy gra?

Przede wszystkim, warto tutaj jeszcze raz zwrócić uwagę, na kontekst, w jakim należy spojrzeć na Mytek Liberty DAC. Patrząc poprzez pryzmat innych urządzeń, jakie w ofercie ma i miał producent z Brooklynu – Liberty jest dwukrotnie tańszy od (sic!) Brooklyn DAC+. I jego cena jest jednocześnie niższa od kwoty, jaką trzeba było zapłacić za Stereo 192 DSD DAC. Jeżeli odstawimy na bok dywagacje o funkcjonalności (bo dość oczywistym jest, że w tym zakresie to właśnie Brooklyn DAC jest następcą Stereo 192 DSD DAC), to sprawy nabierają zupełnie innego obrotu. Staram się unikać porównywania urządzeń na zasadzie liczb, natomiast tutaj takie porównanie po prostu nasuwa się samo. Pierwszą notatką z odsłuchów było to, że „Brzmienie Liberty to 70% brzmienia Brooklyn DAC+”.

Stereo 192 vs. Liberty

Co więcej, przy równoległych odsłuchach Liberty i Stereo 192 DSD DAC bardzo szybko można dojść do wniosku, że dźwiękowo są to dwa różne urządzenia. Warto na to jednocześnie spojrzeć szerzej – otóż nowe przetworniki Myteka grają przede wszystkim z inną, lepszą, bardziej nasyconą barwą. Paradoksalnie, a może właśnie nie, to jest akurat ta cecha brzmienia, która potrafi zaskoczyć najbardziej. Bo pewnych obiektywnych cech takich, jak precyzja, bas, pewien poziom neutralności i tak dalej od urządzeń tej firmy można wymagać niejako z automatu.

Przy czym – warto wspomnieć, że Stereo 192 DSD DAC jest bliższy brzmieniowo do pierwszej wersjii Brooklyn DAC a Liberty z kolei do Brooklyn DAC+.

Porównując zaś Stereo 192 do Liberty – przede wszystkim ten pierwszy ma spłyconą scenę, brakuje głębi a wysokie tony okazują się być jednak wyostrzone i jednak nieco przytępione. Stereo 192 zdaje się, mówiąc po audiofilsku, sypać detalami, lecz jednocześnie – jest to dość złudne. Tak samo w momentach spiętrzenia wydarzeń na scenie Liberty zachowuje jednak większy spokój, porządek, czytelność. I jeszcze jedna rzecz, skoro już jesteśmy przy takim porównaniu – bas w Stereo 192 jest bardziej utwardzony. Daje to wrażenie większej kontroli. Ale bliżej prawdy jest zdecydowanie prezentacja Liberty w tym zakresie.

Kilka ciepłych słów na temat (ciepłej) barwy

Wracając zaś do barwy, jest ona dużo bliższa do Brooklyn DAC+, aniżeli chociażby do Stereo 192 DSD DAC. Jest bardziej analogowa, cieplejsza. Ale też warto zwrócić uwagę, że odbiór barwy w tym przypadku to jedno, natomiast w Liberty brzmienie jest także płynne. Tutaj jest kwestia także tego, że wysokie tony są – i to może być dość zaskakujące – dosyć miękkie i dobrze zintegrowane z resztą pasma.

Na świetniej skądinąd ścieżce dźwiękowej z filmu Rush wszystko miało po prostu dużo większy sens na Liberty, aniżeli na Stereo 192. Z kolei w Beyonce „Mine” realizm jest budowany nie poprzez „studyjne” wysunięcie średnicy na pierwszy plan, nie poprzez jej „dopalenie” a bardziej poprzez oddanie barwy, przestrzeni i detali. A detale są z kolei czytelne nie przez wyeksponowanie a bardziej poprzez ogólny porządek i separację.

Mytek Liberty DAC ma taką specyficzną, można by rzec manierę, która także jest obecna w Brooklyn DAC+ a polega ona na podaniu dźwięku nie „na twarz” a z pewnym – znowu się posłużę kolokwializmem – odejściem. I nie chodzi tutaj o odsunięcie sceny samej w sobie. A bardziej o to, że w brzmieniu – przy zachowaniu wszystkich obiektywnych cech takich, jak dynamika, precyzja i tak dalej – panuje taki bardzo specyficzny spokój. Żeby to bardziej uzmysłowić: urządzenie gra po prostu pewnie, słychać, jakie ma ograniczenia, natomiast im dłużej się go słucha, to jest się pewnym jednej rzeczy. Mianowicie tego, że nie wyłoży się ono na następnej płycie, nie zrobi nam psikusa na trudniejszej aranżacji. Poruszając się w pewnym spektrum jakościowym – robi to bardzo pewne.


Wzmacniacz słuchawkowy

Jeżeli chodzi o możliwości napędzenia słuchawek – to chyba tylko jakieś bardzo egzotyczne planarne słuchawki mogą być dla wbudowanego w Mytek Liberty DAC wzmacniacza wyzwaniem. I o ile z Sennheiserami HD-600 było po prostu dobrze, bez przykrych niespodzianek, to prawdziwym strzałem w jedenastkę był mariaż z Fostexami TH-610, przede wszystkim ze względu na doskonałe, zaskakujące wręcz nasycenie barwą. Wbudowany wzmacniacz jest dość neutralny, przy czym na pewno nie brakuje mu podstawy basowej i mocy. I można go traktować jako pełnoprawny, dopracowany element, a nie coś, co wciśnięto w Liberty na siłę, „żeby było”.

Mytek Liberty DAC – wolność wyboru

Można tutaj zadać pytanie, czy urządzenie to, w tej kwocie ma jakieś słabe strony? I nad tym należy się pochylić nieco uważniej. Brzmienie Liberty jest w pewnym sensie nieco poluzowane. Porównując je do urządzeń droższych, można by wymagać większej precyzji. Bas to pół kroku w stronę wypełnienia i nasycenia. Jednak droższe przetworniki, w tym Brooklyn DAC+, czy Auralic Vega potrafią zaoferować jednocześnie i lepszą fakturę i lepszą kontrolę. Przy czym proszę zwrócić uwagę na słowo „jednocześnie”. Barwa, w tej cenie jest bardzo dobra, ale znowu droższe przetworniki oferują tutaj więcej.

Natomiast można by tutaj bez końca porównywać Mytek Liberty DAC z wieloma innymi urządzeniami. Powstrzymuje przed tym jednak pewien wniosek, który pojawia się już po kilku minutach odsłuchu i z godziny na godzinę się potęguje. Brzmienie Liberty nie jest dziełem przypadku. Szczerze powiedziawszy, wyciągając ten mały DAC z pudełka pomyślałem sobie: „no, nie ma pilota, nie ma tych wszystkich rzeczy, jakie są w Stereo i Brooklynie, więc jak nie będzie grać bardzo dobrze, to będzie kiepsko”. Myślę, że w tej cenie nie tylko jest dobrze, ale wręcz zaskakująco dobrze. Tak naprawdę jedyne, do czego można się tak jednoznacznie przyczepić, to nie brzmienie ani nie ograniczona (względem innych urządzeń Myteka) funkcjonalność. Chodzi o te nieszczęsne gniazda TRS, chociaż tak realnie to jest to mniejszy problem, niż się wydaje. Natomiast – podsumowując – takie urządzenia, jak Mytek Liberty DAC są w audio po prostu potrzebne. Bo pokazują, że wcale nie trzeba setek tysięcy ustawień filtrów cyfrowych i nie-wiadomo-czego. Dobre brzmienie po prostu broni się samo i jako takie zasługuje na rekomendację.

Producent: Mytek Digital

Cena: 995 Euro

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*