Mytek Stereo 192 DSD – Łącząc dwa światy

 

IMG_0399

Tytułem wprowadzenia, warto na początku tej recenzji przytoczyć pewną refleksję: kilka lat temu, głównym źródłem, oprócz oczywiście płyty gramofonowej, była płyta CD, czyli – inaczej rzecz nazywając
– format Red Book, znany także jako CDDA (Compact Disc Digital Audio). I wtedy nikomu by do głowy nie przyszło, że płyta gramofonowa zostanie, a srebrny krążek podzieli los kasety magnetofonowej. Czyli po prostu zacznie systematycznie znikać z rynku. O ile można zrozumieć większą wygodę korzystania ze źródeł w postacji odtwarzaczy programowych czy też różnych urządzeń, które umożliwiają strumieniowe odtwarzanie, to nie jest to jedyny powód takiego obrotu spraw.
Dużą zasługę mają tutaj nowe formaty, o wysokiej rozdzielczości, oferujące zachęcającą alternatywę do 16 bitów i 44.1 KHz próbkowania, bo tylko tyle może nam standard CDDA zaoferować (oczywiście jest jeszcze HDCD ale – bądźmy szczerzy – jest to nisza). Coraz więcej materiału w wysokiej rozdzielczości wraz z coraz szerszym wachlarzem urządzeń, które ten materiał będą w stanie odtworzyć – oznacza postęp, oznacza, że przychodzi nowe a stare – prędzej, czy później odejdzie. Jednym z takich formatów jest coraz bardziej doceniany i jednocześnie budzący pewne kontrowersje – format DSD. Rezenzowane tutaj urządzenie ma wyraźne logo DSD na froncie, jest w stanie natywnie, czyli bez konwersji do PCM odtworzyć także ten format. Ale po kolei.

Mytek Stereo 192 DSD to przedstawiciel kolejnej już, najnowszej w zasadzie, generacji przetworników cyfrowo-analogowych. Przetworników, które mają szerokie możliwości, jeżeli chodzi o funkcjonalność, oraz współpracę z różnymi źródłami i dalszymi elementami toru. Ale także przetworników, które
w pewien sposób definiują na nowo to, czego można oczekiwać od cyfrowego audio na danym pułapie cenowym.

W tym momencie warto zaznaczyć, już na samym wstępie, iż Mytek to firma wywodząca się z sektora pro-audio. Oznacza to, że ich przetworniki, przede wszystkim ADC (analogowo-cyfrowe), są spotykane w wielu studiach na świecie, gdzie zdążyły sobie wyrobić renomę. Jednocześnie wypada zaznaczyć w tym miejscu, że w środowisku audiofilskim czasami nieco dziwnie patrzy się na urządzenia wywodzące się
z branży profesjonalnej. Ma to swoją przyczynę po części w stereotypach, po części faktycznie sprzęt studyjny zazwyczaj faktycznie gra inaczej, idzie brzmieniowo w inną stronę, aniżeli zdecydowana większość systemów – mówiąc ogólnie – audiofilkich. Chociaż i tutaj nie ma reguły a urządzenie może dość sprytnie wymknać się jednoznacznej klasyfikacji. Myślę, że po przeczytaniu tej recenzji, będzie się można łatwo zorientować, cóż „autor miał na myśli”.

 

Budowa.

Nie trzeba się wysilać, aby na pierwszy rzut oka zauważyć studyjny rodowód urządzenia – obudowa jest może nie tyle skromna, co w dość specyficzny sposób – bezpretensjonalna. Warto tutaj nadmienić, że DAC Myteka występuje w dwóch wersjach : czarnej, studyjnej, ze wskaźnikami poziomu sygnału na LED-ach, oraz srebrnej, bardziej – można powiedzieć – audiofilskiej, która tych wskaźników pozbawiona (swoją drogą, w wersji czarnej można je wyłączyć za pomocą menu).
Na przedniej ściance, począwszy od lewej strony – znajduje się pokrętło, które po wciśnięciu w trakcie odtwarzania przełącza regulację głośności między wyjściem liniowym a słuchawkowym (zakładając, iż regulacja głośności na wyjściach liniowych nie jest przełączona w tryb „Bypass”), trzy przyciski: ‘MENU’, ‘FN1’, ‘FN2’ oraz wyjście słuchawkowe (standardowy Jack 6.3 mm) i główny wyłącznik zasilania. Pierwszy z przycisków, jak nazwa wskazuje, służy do wejścia do menu, po ktorym poruszamy się za pomocą gałki domyślnie służącej do regulacji głośności (za pomocą wciśnięcia wchodzimy na poziom głebiej, za pomocą przycisku ‘MENU’ wracamy z powrotem), dwa pozostałe przyciski można według własnych preferencji asygnować np. do wyboru źródeł albo też filtra cyfrowego.
Ogólnie, obsługa jest logiczna, co prawda pozbawiona fajerwerków, lecz jednocześnie prosta, czytelna
i nieprzekombinowana. Należy wspomnieć, że dość dobrze rozwiązano kwestię regulacji głośności oraz przełączania tejże regulacji (wyjście liniowe/słuchawki) za pomocą wciśnięcia gałki.

Myteka można także stereować za pomocą pilota – jest czujnik podczerwieni i w przypadku tego testu Stereo 192 DSD był sterowany za pomocą Apple Remote, co jest rozwiązaniem tanim (sam pilot kosztuje poniżej 90 zł brutto), skutecznym i jednocześnie eleganckim. Można także użyć innych pilotów, widać, że ktoś tutaj pomyślał, żeby użytkownikowi ułatwić życie.

Tylna ścianka znowu przywodzi na myśl urządzenia studyne – jest gęsto upakowana. Na tle innych przetworników, Stereo 192 DSD wyróźnia się obecnoscią złącza FireWire oraz gniazd Word Clock (In/Out). Jedno i drugie można traktować albo jako pochodną profesjonalnego pochodzenia sprzętu, albo też jako poważne podejście do sprawy – wielu uważa, że IEEE1394 jest dużo lepszym interfejsem, jeżeli mowa o przesyłaniu sygnału audio, aniżeli USB (o tym poniżej).
Jest też wejście analogowe, niezbalansowane na gniazdach RCA – o tym poniżej.

Sercem układu od strony samego przetwornika jest układ ESS Sabre 9016, czyli wesja Ultra (a nie 9018, czyli Reference), chociaż różnice pomiędzy tymi układami to raczej liczby na papierze. Układ wyjściowy zrealizowany jest na wzmacniaczach operacyjnych, mających pozacierane symbole, podobnie jak scalone układy odpowiadające za regulację głośności. Z tego co wiadomo, tor analogowy za przetwornikiem jest skonstruowany tak, aby był jak najprostszy, natomiast wzmacniacze operacyjne pracują w Klasie A.
Zasilanie jest dość konkretnych rozmiarów, z dużym – jak na takie urządzenie – transformatorem toroidalnym. Jeżeli miałbym dwoma słowami określić, to, co widać w środku, to nasuwają się: rozsądek i racjonalizm. Interfejs FireWire jest zrealizowany na doskonałej platformie firmy TC Electronics, warto zaznaczyć, iż nikt tutaj nie poszedł na skróty.

 

Funkcjonalność.

Mytek Stereo 192 DSD to zasadniczo trzy urządzenia w jednym: DAC, wzmacniacz słuchawkowy oraz preamp.
Oprócz dość oczywistej funkcji, jakim jest przetwornik cyfrowo-analogowy (ale nie tylko, o tym później) na pokładzie znalazł się także wzmacniacz słuchawkowy, na tylnej ściance jest wejście analogowe na gniazdach RCA, co za tym idzie Stereo 192 DSD może pracować także jako preamp. Przy wyborze źródeł jest opcja „analog”, wtedy na wyjściu, zarówno liniowym, jak i słuchawkowym będzie sygnał z wejścia analogowego. Może to być przydatne dla ludzi, którzy mają inne, analogowe źródło, np. gramofon albo tuner – wtedy dla nich Mytek może stać się centrum systemu. Jest to o tyle interesująca funkcja, że mocno upraszcza sprawę w przypadku korzystania z podłączenia DACa bezpośrednio do końcówki mocy (zwłaszcza w niektórych przypadkach połączenia zbalansowane mogą tutaj mieć dodatkową wartość, w przypadku korzystania ze zbalansowanych w całości końcówek).

Jeżeli chodzi o wejścia cyfrowe – tutaj jest pełny komplet, do wyboru, do koloru plus dwa, rzadko spotykane, nawet – a może zwłaszcza – na tym poziomie cenowym gratisy. Należy poświęcić im trochę uwagi, bo wnoszą nieco więcej, aniżeli by się na pierwszy rzut oka wydawało. Otóż, oprócz klasycznych wejść cyfrowych S/PDIF, Toslink, AES-EBU, i w sumie oklepanych już USB: 1.1 i 2.0, jest gniazdo FireWire.
Co to daje? Otóż biorąc pod uwagę, że połączenie USB 2.0 jest w tym przypadku połączeniem asynchronicznym, dodanie gniazda FireWire umożliwia podłączenie dwóch źródeł wysokiej rozdzielczości. Będzie to niezwykle przydatne dla ludzi mających , przykładowo, komputer produkcyjny (np. do komponowania muzyki) oraz drugi, będący po prostu źródłem, dajmy na to, typu HTPC.

Co więcej, zamieszczenie złącze IEEE1394 kryje za sobą inną, dość unikalną i niespotykaną funkcję, która nazywa się „Firewire recording”. W przypadku korzystania z tego akurat połączenia, i podpięcia pod jedno z klasycznych wejść cyfrowych w Myteku przetwonika ADC, Stero 192 DSD może działać jako interfejs „w drugą stronę” – czyli może być interfejsem, za pomocą którego można nagrywać, zazwyczaj za pomocą programu typu DAW (Digital Audio Workstatnion, np. Cubase, Samplitude, Sonar itd.), sygnał cyfrowy wchodzący do Stereo 192 z przetwornika ADC.

 

 

Brzmienie.

W ten oto sposób dochodzimy do kluczowej części tego testu, bo jak już wiemy – zarówno do budowy, jak i funkcjonalności DACa firmy Mytek nie można się przyczepić.

Jak brzmi Stereo 192 DSD? No cóż, zdecydowanie łatwiej jest powiedzieć, jak ten DAC nie brzmi: otóż nie jest to brzmienie w żaden sposób zaokrąglone, ocieplone, spowolnione. I jednocześnie nie jest to także brzmienie studyjne w pejoratywnym znaczeniu tego słowa, nie jest przesadnie analityczne, nie wyostrza, pomimo znakomitej transparentoności.

Ale po kolei – można tutaj znaleźć pewne cechy dźwiękowe układów ESS Sabre ale też czuć w dźwięku, że jest to dźwięk dopracowany. Chodzi mi o to, że czasami po prostu słychać, jeżeli dane źródło było także odsłuchiwane i może nawet w pewien sposób „korygowane” pod systemy bardzej hi-endowe, czy – mówiać jeszcze inaczej – bardziej audiofilskie. Nie jest to granie tylko pierwszym planem, bez głębi
i nie ma tutaj wyciągnięcia szczegółów poprzez wysunięcie przełomu środka i góry.

Jest to jednocześnie jedno z tych urządzeń, i chyba jednocześnie też jedno z najtańszych na rynku, które każe nam się zastanowić, czy aby na pewno tok rozumowania pod tytułem „dźwięk studyjny” czy też „dźwięk audiofilski” jest dobrą ścieżką. Bo jest też tak, że dobre elementy, które po prostu grają, które mają całość aspektów brzmieniowych na takim poziomie, że przełącza nam się taka zapadka w głowie na pozycje „to gra świetnie”, bronią się same, nawet jeżeli możemy znaleźć pewne elementy, do jakich można się przyczepić.

I, jednocześnie, widać jak technika cyfrowa poszła do przodku, kiedyś, pewna brytyjska gazeta określiła ten sposób prezentacji basu, jako „majestic”, odnosząc się do testu, doskonałego skądinąd odtwarzacza firmy Mark Levinson. Kiedyś za tak rozciągnięty, kontrolowany i dynamiczny bas trzeba było zapłacić naprawdę duże pieniądze. I nie jest to jednocześnie bas tekturowy, znany z tanich źródeł na kiepsko zaimplementowanych przetwornikach typu Delta-Sigma. Jest to bas z pełną (jak na tą cenę) fakturą, który się nie gubi, nawet w trudnych aranżacjach. Albo jeszcze inaczej: podłączając Myteka do elementów dwa razy droższych jest większa szansa, że to kolumny się po prostu nie wyrobią albo nie będą odpowiednio zasilone, niż że reprodukcje niskich tonów będzie ograniczało same źródło.

Bas basem, lecz najbardziej charakterystycznym elementem brzmienia Stereo 192 DSD jest środek pasma. I to własnie tutaj mogą powstać największe skojarzenia w kierunku sprzętu studyjnego.
Jeżeli ktoś szuka brzmienia lampowego, brzmienia ocieplonego, spowolnionego, z dużą ilością parzystych harmonicznych dodanych do sygnału – to nie tutaj. Jednocześnie, warto podkreślić to, o czym pisałem wcześniej – brzmienie nie jest też w żaden sposób wyostrzone, nie ma tutaj żadnej kombinatoryki, znanej z tańszych urządzen (lecz nie tylko, takie zabiegi są takze stosowane, z różnym skutkiem,
w sprzętach stricte hi-endowych) polegajacej np. na wyciągnięciu do przodu przełomu środka i góry, żeby uzyskać subiektwnie lepsze eksponowanie szczegółów. Tutaj jest tak, że jeżeli dany element został uwzględniony w realizacji nagrania, to go po prostu będzie słychać. Tak samo, jak bardzo wyraźnie słychać różnie pomiędzy różnymi formatami. 16/44 gra inaczej, niż 24/96. No i oczywiście DSD. Jeżeli chodzi o ten ostatni format, to co tu dużo mówić – abstrahując już od tego, czy się on przyjmie, czy też nie – to jednak jest to przeskok. Posłużę się tutaj anegdotą – ostatnio, zupełnie przypadkiem, miałem okazję zaprezentować osobie zupełnie nie obeznanej z DSD płytę Jacksona „Thriller” na słuchawkach elektorstatycznych Stax SR-507. Komentarz, jaki wtedy usłyszałem składał się z dwóch słów i brzmiał: „Opad szczeny”. Tutaj akurat było tak, że charakter Staxa świetnie zgrał się i uzupełnił z charakterem Myteka, natomiast świadczy to też, że na pewnym poziomie jakość i format materiału ma znaczenie. Duże znaczenie.

Tutaj też wypda wnieść drobną uwagę – ze względu na dość bezpośredni charakter średnich tonów należy uważać na elementy w torze, które mogą coś wyostrzyć, które mają tendencję do popadania
w stronę brzmienia szklistego, czy przesadnie rozjaśnionego. I to nie dlatego, że Mytek jest jasny, tutaj nie ma – wbrew pozorom – mowy o rozjaśnieniu (chociażby ze względu na dobrze wyważony fundament basowy), bardziej dlatego, że nie ma też żadnego ocieplenia, zaokrąglenia. Jeżeli coś ma zabrzmieć ostro, to tak zabrzmi. Dodam do tego też kolejną ciekawą uwagę – otóż, po roku obcowania z tym przetwornikiem pozwolę sobie stwierdzić, że gdybym miał określić, czy brzmienie jest przesunięte
w stronę brzmienia bardziej ciepłego, czy w stronę analityczności, to jednak skłaniałbym się… w tą pierwszą stronę. I myślę, że to jest bardzo ważna uwaga, bo też dowodzi tego, że można zachować wszyskie obiektywne cechy brzmienia, nazwijmy to – studyjnego – i jednocześnie nie przekroczyć tej granicy, za którą sprzęt staje się po prostu bezduszny. Oczywiście, słychać tutaj sygnaturę brzmieniową układów ESS Sabre, tak samo, jak w dac’ach na PCM1704 słychać sygnaturę brzmieniową układów R2R, chociaż – i to będzie kolejna uwaga – myślę, że własnie bliżej tutaj do dobrych układów Multi-Bit, aniżeli do tych zbudowanych na układach z modulatorami typu Delta-Sigma.

Prezentacja przestrzenii jest dość charakterystycznym elementem brzmienia DACa firmy Mytek.
Otóż mamy bardzo dobrze zarysowany pierwszy plan, z tendencją do mocniejszego zaznaczania wydarzeń na środku sceny. Nie oznacza to jednocześnie, że scena jest w jakiś sposów zawężona. Nie jest też spłycona, jak napisałem powyżej – nie jest to granie pierwszym planem, wydarzenia bardziej z tyłu są dobrze zarysowane, zaznacza się tutaj świetna przejrzystość urządzenia, nic się nie zlewa. Tak, jak zaznaczyłem w przypadku basu – dużo wcześniej tutaj ograniczeniem będzie reszta toru, oraz w przypadku odsłuchu na kolumnach, akustyka pomieszczenia, aniżeli to akurat źródło. Nie ma wycofania pozornych źródeł w głąb sceny, bardziej można mówić o raczej czytelnym i jednocznaczym sposobie prezentacji, tutaj słychać też lekkie studyjne zacięcie.

Wysokie tony są neutralne, natmiast jest to ten szczegół, który wymaga nieco dokładniejszego omówienia. Otóż, większość ludzi, którzy podłączą Myteka do kolumn, czy monitorów studyjnych, mających głośniki wysokotnowe pokroju kopułek Seasa, czy np. serii Revelator Scan-Speak’a – nie będą narzekać. Jeżeli natomiast ktoś podepnie Stereo 192 DSD do jakiegoś bardzo przejrzystego systemu, gdzie np. w torze wysokotonowym są wstęgi RAALa, Ravena, albo wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z naprawdę wyczynowymi, jeżeli chodzi o zakres wysokotonowy, głośnikami – tutaj można usłyszeć może nie tyle wadę, co pewną specyfikę, myślę, że wynikającą z tego, że DAC Myteka znajduje się w takim a nie innym przedziale cenowym. Otóż, jeżeli ktoś oczekuje świetnie wypolerowanego, analogowego zakresu wysokotonowego – niestety musi dopłacić. Co prawda zazwyczaj dużo, lecz jednak. Jednocześnie – w tej cenie – obiektywnie w rzeczonym zakresie wszystko jest: definicja, barwa, rozciągnięcie do samej góry.
I jednocześnie – wysokie tony w formacie DSD brzmią dużo bardziej, mówiąc kolokwiwalnie, strawnie.
Myślę, że wynika to z tego, że sam format Direct Stream Digital ma tendencje do lekkiego zaokrąglania wysokich tonów i tutaj charaker formatu oraz przetwornika się wzajemnie równoważą. Co ciekawe, lekko ziarnisty charakter wysokich tonów nie wychodzi tak bardzo przy odsłuchu na, bądź co bądź, przejrzystym systemie słuchawkowym Stax’a (SRM-252 v2, SR-507), ale to już jest też inherentna cecha Stax’ów, chociaż to już zupełnie inna historia.
Proszę mnie nie zrozumieć źle, nie twierdzę, że wysokie tony w Myteku są złe, co to to nie, staram się tylko pokazać ten zakres w kontekście urządzen bardziej absolutnych i tutaj jest wyraźna różnica
w stosunku do przetworników koszującyh pięcio, czy sześciocyfrowe kwoty. Poza tym -większość głośników wysokotonowych i słuchawek dynamicznych i tak ma taki a nie inny poziom transparentności w zakresie wysokotonowym, więc – bez obaw.
Podsumowując, jeżeli ktoś będzie umiał świadomie dobrać sobie tor, mając tak przeźroczyste i dynamiczne źródło, jak DAC Myteka to i zdecyduje się na zakup – to naprawdę zrobi bardzo dobrze. Bo na rynku jest masa urządzeń w tej cenie, które grają gorzej, które w brzmieniu mają zaaplikowaną różnego rodzaju kombinatorykę a jednocześnie funkcjonalność Stereo 192 DSD jest w tej, i nie tylko w tej, cenie – nie do pobicia.

Niebawem powstanie także dodatek do tej recenzji, opisujący różnice w brzmieniu w kontekście różnych interfejsów wejściowych, ustawień filtra cyfrowego, upsampligu. Odniosę się także go ogólnych różnic pomiędzy formatami, jakości oraz synergii wzmacniacza słuchawkowego z różnymi modelami słuchawek, oraz jakości dźwięku w trybie przedwzmacniacza oraz różnycy w sygnaturze brzmieniowej pomiędzy dwoma dostępnymi trybami regulacji głośności.

 

Zatem – stay tuned!

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*