Mytek Manhattan DAC – recenzja

Mytek Manhattan DAC – recenzja.

Muszę przyznać, tak tytułem wstępu, że do tej recenzji podchodziłem z dość dużym podekscytowaniem i ciekawością. Nie będę też ukrywał, iż w tym konkretnym przypadku człowiek jednak w jakiś sposób nastawiał się na takie a nie inne, mówiąc kolokwialnie, “granie”, na pewien określony charakter brzmienia. Zwłaszcza, że już od dłuższego czasu na rynku jest wiadomy produkt firmy Mytek, czyli Stereo 192 DSD DAC, którego skądinąd jestem posiadaczem i który jest przetwornikiem nie tylko bardzo znanym ale nierzadko także traktowanym jako pewny punkt odniesienia w swoim zakresie cenowym.

Wiele osób zastanawiało się, czy będzie – a jeżeli tak, to jak duża – korelacja pomiędzy najnowszym dzieckiem firmy z Nowego Jorku, a jego mniejszym poprzednikiem. Czy będzie to taka sama szkoła brzmienia – czy też może firma Mytek poszła w tym przypadku inną drogą?
Należy tutaj, już we wstępie, zaznaczyć, że o ile Manhattan DAC wykazuje pewne wspólne cechy, rzekłbym – genetyczne – w stosunku do Stereo 192 DSD, to są to jednak dwa różne urządzenia. Odmienne bynajmniej nie tylko w kontekście faktu, że oba znajdują się na zupełnie róznych pułapach cenowych, ale także z wielu innych względów – o czym dalej w recenzji.

Bliższe spotkanie z Manhattan DAC jest także o tyle pouczające, że dość wyraźnie pokazuje, jak na wyższych pułapach, nie tylko cenowych, pójście pół kroku w inną stronę, jeżeli chodzi
o ogólną stylistykę brzmieniową, będzie oznaczać także całkowicie inny rezultat końcowy.

Mówiąc zatem językiem programistów – nie jest to Stereo 192 DSD DAC++. Manhattan należy do zupełnie innej klasy urządzeń.

Po kolei.

Mytek Manhattan 01

DNA – czyli budowa.

Już na pierwszy rzut oka, przy wyciąganiu Manhattana z kartonu, rzucają się w oczy dwie rzeczy: zupełnie inny design (niż w przypadku Stereo 192 DSD) oraz waga – aż 8 Kg. Obudowa w tym przypadku jest wykonywana w Kalifornii. Wygląd wydaje się na pierwszy rzut oka dość ekstrawagancki i może nawet – dla niektórych – kontrowersyjny.
Zupełnie subiektywnie zaś muszę przyznać, że po dłuższym obcowaniu z tym sprzętem człowiek nawet nie tyle, że zaczyna się do niego przyzwyczajać, co po prostu docenia jego oryginalność. Na pewno nie jest to kolejny klocek o niejakim wyglądzie i można sobie śmiało wyobrazić, że może wkomponować się w wiele wnętrz – także na zasadzie kontrastu. Również w przypadku ludzi kupujących ten przetwornik do studia. Jego wizualna nietuzinkowość będzie jak najbardziej dużym atutem, bo nie zginie on w całej palecie studyjnych urządzeń.
Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, jednakże zdecydowanie lepiej, jeżeli urządzenie ma swój styl a nie jest kolejnym bezimiennym pudełkiem.


Patrząc na budowę od strony bardziej praktycznej – od razu rzuca się w oczy duży wyświetlacz, idealnie moim zdaniem wkomponowany w całość. Przywodzi na myśl stare wyświetlacze stosowane chociażby w urządzeniach firmy Mark Levinson. I o ile można by się spierać, czy nie są po prostu zbyt pretensjonalne, to faktem jest, że – zwłaszcza w większych
pomieszczeniach – tak duże wyświetlacze okażą się nad wyraz praktyczne. Nie ma żadnych problemów z odczytaniem wskazań z odległości kilku metrów, a proszę wziąć pod uwagę, że wiele osób podłączy tej klasy przetwornik do systemu stojącego w salonie o wielkości kilkudziesieciu metrów.

Jeżeli chodzi o budowę, to sercem przetwornika jest ogólnie znany układ ESS Sabre. Kość już dobrze znana i popularna, teoretycznie można powiedzieć – nic nowego. Ale o tym później.

Zasilanie zostało zaprojektowane od zera. W tym przypadku mamy dwa transformatory w wersjii specjalnej do audio oraz pokaźnych rozmiarów pojemności filtrujące.
W przypadku Manhattana mamy też całkowicie rozdzielone zasilanie części cyfrowej i analogowej, dzięki czemu możliwe było nie tylko zmniejszenie interferencji między nimi ale także ogólne zmniejszenie zniekształceń, uzyskanie ciemniejszego tła oraz poprawienie odtwarzania transjentów. Zastosowano także lepszy, bardziej dokładny oscylator zegara firmy Crystek, co ma zapenić niemalże niemierzalny poziom jittera.

Przeprojektowano również tor analogowy oraz dodano zupełnie nowy wzmacniacz słuchawkowy, który po pierwsze jest w stanie zasilić słuchawki zbalansowane, po drugie ma dość pokaźną moc wyjściową, przez co powinien poradzić sobie także z wymagającymi pod tym względem słuchawkami ortodynamicznymi. Z tyłu znajduje się przełącznik, którym można wybrać wzmocnienie wzmacniacza słuchawkowego – kolejna przydatna funkcja.

Jedną z analogii do mniejszego brata jest wyposażenie Manhattana w wejścia analogowe.
Z tym, że w tym przypadku są to właśnie wejścia a nie „wejście” – bo tutaj jest ich aż trzy, w dodatku jedno jest zbalansowane (cały tor w tym przypadku zachowuje sygnał zbalansowany). Jest jeszcze wolny slot oznaczony jako “option”, dzięki któremu nowy DAC Myteka będzie można wyposażyć w wysokiej jakości przedwzmacniacz gramofonowy MM/MC lub w interfejs umożliwający odbiór sygnału z cyfrowych transportów firm Playback Designs oraz EMM Labs.
Mamy do dyspozycji niezależną regulację głośności. Osobną dla wyjść analogowych oraz dla wyjścia słuchawkowego oraz cała masę wejść cyfrowych. Jest też oczywiście wejście/wyjście dla sygnału zegara no i oprócz dwóch wejść USB jest także wejście Firewire.
Należy tutaj osobno pokreślić obecność dwóch cyfrowch wejść „komputerowych”, mogących obsługiwać formaty wysokiej rozdzielczości. Jest to taka sama funkcjonalność, jak w przypadku mniejszego przetwornika firmy Mytek i jest równie istotna. Umożliwia ona bowiem podpięcie dwóch osobnych źródeł sygnału DXD i DSD, przykładowo – „audiofilskiego” komputera, będącego źródłem oraz drugiego komputera, którego używamy, na przykład do produkcji muzycznej.
Warto też w tym miejscu zauważyć, że obecność wejścia Firewire jest tak naprawdę ogromnym plusem, ponieważ interfejs ten jest de facto dużo bardziej odpowiedni do zastosowań audio, aniżeli USB. Co więcej, Firewire w obu Mytekach jest zrealizowane na układzie DICE firmy TC Electronics – czyli jednego z najlepszych tego typu rozwiązań na rynku w tym względzie.

Manhattan obsługuje formaty aż do 32bit/384KHz oraz DSD, aż do Quad-DSD (DSD256).
W przyszłości (jeszcze w tym roku) ma zostać dodana (poprzez upgrade firmware’u) jeszcze jedna funkcjonalność – sprzętowy upsampling sygnału PCM do DSD256, o tym dalej, bo to akurat dość ważna funkcja, zwłaszcza w świetlne obecnie panujących trendów.
Urządzeniem można sterować zarówno za pomocą pilota Apple, jak i za pomocą każdego innego, używającego kodu RC5.

Funkcjonalność “dużego” Myteka jest, do czego firma zdążyła już nas przyzywczaić, znakomita, podobnie jak budowa, chociaż może tym razem mniej bezpretensjonalna, lecz jednak na swój sposób – bardzo urzekająca.
Z praktycznego punktu widzenia, jest to świetne urządzenie, które może stanowić centrum systemu, pełnić rolę zarówno przetwornika cyfrowo-analogowego, jak i także przedwzmacniacza oraz wzmacniacza słuchawkowego.

Mytek Manhattan 02

Sedno sprawy – brzmienie.

Opis brzmienia, warto tutaj zacząć od zwrócenia uwagi na pewną prawidłowość, jaka dość często ma miejsce, kiedy wychodzi jakiś nowy sprzęt i jest on następcą, czy też rozwinięciem, ulepszeniem tego, co ten sam producent już jakiś czas temu wypuścił na rynek. Otóż tak, będzie on nieuchronnie porównywany z poprzednikiem, nawet, jeżeli takie porówanie nie ma sensu, bo protoplasta jest z innego świata, ergo: należy do innego pułapu cenowego.

To raz. Dwa – czasami jest tak, że ludzie oceniają dany sprzęt, jeszcze zanim go posłuchają, chodzi tutaj o to, że jeżeli dwa urządzenia są opartne przykładowo o tą samą kość przetwornika cyfrowo-analogowego, i są produkowane przez tą samą firmę, to na pewno kilka osób dorobi do tego filozofię, że to „może grać tak samo” albo co najmniej „podobnie”. Jest to filozofia ogólnie zgubna, a już wyjątkowo niesłuszna w przypadku konwerterów cyfrowo-analogowych, bo tutaj drobna różnica konstrukcyjna możne oznaczać zupełnie inny charakter, całkowicie odmienną sygnaturę brzmienia.

Jak zatem gra Manhattan DAC?

Przede wszystkim – odnosząc się do tego, co napisałem kończąc wstęp powyżej – nie do końca jest to rozwinięcie brzmienia Stereo 192 DSD. Owszem, można odnaleźć pewne podobieństwa, lecz są to tylko podobieństwa, natomiast Manhattan DAC to zupełnie inne pod względem sonicznym urządzenie, aniżeli jego młodszy brat. Każdy, kto miał do czynienia z projektowaniem sprzętu audio, a zwłaszcza przetwoników cyfrowo analogowych wie, jakie zalety daje stabilna, dobrze zaprojektowana i wydajna sekcja zasilania. Przede wszystkim – dźwięk jest bardzo opanowany i neutralny, pozbawiony nerwowości. To raz. Dwa, dynamika Manhattana może czasami być źle odebrana, bo ten dźwięk naprawdę jest bardzo stabilny i poukładany, mając przy tym ogromny potencjał. Jednocześnie nie jest to dynamika, która się narzuca, która by wprowadzała do reprodukcji nerwowość. Nie zmienia to faktu, że zakres dynamiczny jest ogromny. Ale jednocześnie ten przetwornik aż zachęca, by słuchać głośniej, bo przy dużych skokach dynamiki nic się nie dzieje, obraz dźwiękowy pozostaje dalej spójny, ten sposób operowania skalą przypomina wyższe modele wzmacniaczy firmy Accuphase. Trzy – tutaj mamy już naprawdę bardzo czarne tło, przez co odbiór wszystkich szczegółow jest dużo bardziej naturalny i mniej wymuszony.

Oprócz połączenia dynamiki z kontrolą, poukładaniem dźwięku, jest druga cecha brzmienia Manhattana, która zaznacza się niemalże od razu. Jest to scena dźwiękowa, sposób jej budowania oraz jej wielkość. Ten przetwornik generuje wyraźnie zaznaczone, dobrze nasycone źródła pozorne i generuje je raczej bliżej niż dalej. Ale, co ciekawe, gradacja planów jest bardzo dobrze wybudowana w głąb, chociaż zaznaczyć należy, że mamy też do czynienia z wyraźnie zaznaczonym pierwszym planem, dźwięk jest ogólnie duży i ma dużo masy. Jest to też dość dobrze wsparte przez wspomnianą wcześniej dynamikę. Większość tańszych przetworników może tutaj zabrzmieć wręcz anemicznie w porównaniu, bo Manhattan niczego nam nie ujmuje, nie żałuje, można nawet mieć czasami wrażenie, że wręcz dodaje – ale nie, właśnie tak ma być, zwłaszcza na tym pułapie cenowym.

Jest jeszcze jedna istotna kwestia – i to jest też jedna z cech, jaka – oprócz sceny – odróżnia przetwoniki w cenie powyżej umownej granicy 10 PLN od tych tańszych. Otóż – jest to także brak wyostrzeń, dźwięk i barwa jest dużo bardziej gładka, można rzec, wypolerowana i dopieszczona. Często mówi się o specyficznym brzmieniu układu ESS Sabre. Brzmienie to można wyczuć w wielu innych – tańszych – przetwornikach. Tutaj tego praktycznie nie ma, nie ma też pewnej ostrości i nerwowości, króra pojawia się u tańszego brata.

W kontekście powyższego akapitu należy wspomnieć o wysokich tonach, ich jakości oraz
oraz o ogólnej barwie i temperaturze dźwięku. Tak, Manhattan to dalej urządzenie z wyraźnie zaznaczonym rodowodem studyjnym. Z tym, że mam wrażenie, że tutaj nie ma przypadków.
W sensie takim, że przy całej neutralności Manhattana, obiektywnej zdolności do pokazania nagrania od strony elementów składowych, zachowana jest spójność. Jest bardzo wiele źródeł, które przekazują mnóstwo detali, jednak robią to w sposób dość chaotyczny – tutaj nie ma o tym mowy. Detale są wplecione w całość, jest to bardzo poukładany, uporządkowany przekaz muzyczny. A jednocześnie wciąć mamy wgląd w nagranie znany z najlepszych urządzeń z rodowodem studyjnym. Z drobną niby różnicą – o ile Manhatan pokaże błędy w realizacji, i to pokaże je wyraźnie, to nie ma sytuacji, kiedy np. jasno zrealizowanych nagrań nie da się słuchać.

Ostatnia kwestia – bas. Ciężko tutaj cokolwiek powiedzieć, z tego względu, że jest to bas na poziomie referencyjnym. Rozciągnięcie, kontrola i przede wszystkim – barwa, faktura. Jest to poniekąd faktura basu znana z urządzeń opartnych na przetwornikach multi-bit. I ten zakres wpisuje się w ogólny charakter brzmienia Manhattana.

I jeszcze kilka kwestii odnośnie wbudowanego wzmacniacza słuchawkowego: mam nieodparte wrażenie że był bardziej projektowany pod słuchawki typu Audeze LCD, aniżeli pod sygnaturę brzmieniową, jaką reprezentuje chociażby Sennheiser HD-800. O ile Manhattan świetnie zgrywał się na wyjściach liniowych z moim systemem słuchawkowym Stax’a (modyfikowany SRM-T1 oraz SR-507) – to wbudowany wzmacniacz słuchawkowy lepiej zabrzmi z bardziej dociążonymi brzmieniowo słuchawkami. Nie chcę przez to powiedzieć, że wbudowany wzmaniacz jest zły, bo nie jest. Podejrzewam bardziej, że ktoś kto się na ten przetwornik zdecyduje (i słucha przeważnie na słuchawkach) potraktuje wbudowany wzmacniacz bardziej jako dodatek i docelowo podepnie Manhattana do kompletnego systemu słuchawkowego. Inną kwestią jest to, że bas na SR-507 był z Manhattanem znakomity, idealnie wyważony w proporcjach z resztą pasma, ciekawe, ile można by uzyskać mając do dyspozycji SR-007/009, które – jak ogólnie wiadomo – tego zakresu mają jeszcze więcej.

Mytek Manhattan 03

Podsumowanie 

Co dostajemy za kwotę 18 tyś PLN? Pod względem budowy i funkcjonalności – bajka. Bądźmy szczerzy: ten przetwornik nie ma sobie równych, na pewno nie w tej i w dwa razy większej cenie. Funkcjonalność przedwzmacniacza, do tego niebawem wyjdzie moduł korekcji RIAA (gramofonowy).

Pod względem dźwiękowym – napiszę tutaj coś dość zaskakującego – jest to „Sabre, który nie gra, jak Sabre”. W sensie takim, że jeżeli tak jest w stanie zabrzmieć ten przetwornik w hi-endowej aplikacji, to znaczy to tyle, że technika odtwarzania sygnału cyfrowego jest już na naprawdę wysokim poziomie. I jednocześnie, nie porównywałbym tego urządzenia dźwiękowo z żadnym przetwornikiem poniżej 10Kzł. To jest urządzenie, które może stanąć w szranki z przetwornikami typu Resonessence Labs INVICTA Mirus czy MSB Analog DAC. Interesujące byłoby też porównanie z nowym Chordem Hugo TT i droższymi przetwornikami, jak chociażmy Meitner MA-2 –  to nawet nie w kontekście tego, czy któreś jest lepsze, czy  gorsze –  a bardziej żeby sprawdzić, jak różnice w brzmieniu wpływają na subiektywny odbiór poszczególnych urządzeń.

Jednocześnie – w przypadku recenzji tego akurat przetwornika pojawiły się dwa ważne pytania, po pierwsze czy źródło za kilkanaście tysięcy złotych jest wyraźnie lepsze od źródła za kilka tysięcy, czy ta różnica jest warta różnicy w cenie? Pojawia się tutaj oczywiście kwestia znana, jako tak zwane „diminishing returns”, czyli stosunek różnicy w cenie do różnicy w jakości brzmienia. Ale tutaj Manhattan wychodzi obronną ręką także ze względu na znakomitą funkcjonalność. Odpowiedź brzmi: tak.

Drugie ważne pytanie, to…

Mytek Manhattan 04

…Upsampling do DSD.

To jest kwestia, którą trzeba koniecznie tutaj zaznaczyć i zwrócić na nią osobno uwagę. Przy korzystaniu zarówno z Foobara2000, jak i z innych odtwarzaczy oferujących tę funkcję za każdym razem wybór był jednoznaczny – sygnał w DSD brzmi lepiej, nawet jeźeli źródło jest dalej w formacie PCM. Nie znaczy to, że sygnał PCM bez konwersji do DSD daje zły rezultat brzmieniowy. DSD po prostu gra bardziej płynnie, gładko i ma minimalnie lepszą barwę. Można tutaj dywagować na temat powodów takiego stanu rzeczy, natomiast całościowy efekt jest po prostu taki a nie inny – na każdym materiale, sygnał konwertowany z PCM do DSD128/256 grał lepiej. Zauważalnie lepiej. Co ciekawe, różnica była bardziej wyczuwalna na torze głośnikowym, co skłoniło mnie do refleksji nad przeźroczystością Yamah NS-1000M i nad ogólnym porównaniem swoich dwóch torów, bo wyszło na to, że NS-1000M różnicę pokazały dobitniej, niż SR-507 Staxa. Zapewne ujawniła się tutaj ogólna charakterystyka japońskich monitorów, która też sprawia, że budzą one czasami aż takie emocje – to kolumny niezwykle czułe na jakikolwiek cyfrowy nalot w dźwięku, na jakąkolwiek granulację i nieczystości w sygnale, jaki dostają.
Wracając do recenzowanego tutaj urządzenia – niebawem wyjdzie do Manhattana aktualizacja oprogramowania umożliwiająca sprzętową konwersję do Quad-DSD już w samym urządzeniu.
Warto o tym pamiętać. 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*