Moon 791 (i 761) – recenzja

Właśnie dlatego „Pajarito Colibri” Natalii Lafourcade zabrzmiało z niezwykle przekonującą i realistyczną przestrzenią. I też z mnóstwem powietrza dookoła instrumentów, które jednocześnie same w sobie brzmiały po prostu naturalnie. Bo właśnie na muzyce akustycznej oraz tej z dużą ilością realnie występujących instrumentów dało się wyczuć, że Moon potrafi być nie tylko naturalny i neutralny. Ale też, że jest niezwykle czuły na subtelne zmiany tonacji i aury w nagraniu. Innymi słowy – ma po prostu duże pokłady transparentności.

Przedwzmacniacz liniowy i preamp gramofonowy

Nie zapominajmy o tym, że 791 posiada, oprócz odtwarzacza sieciowego i przetwornika, także przedwzmacniacz liniowy oraz preamp gramofonowy. Przyjrzyjmy się najpierw możliwościom tego pierwszego. I trzeba to powiedzieć od razu: jeżeli ktoś sobie myśli, że ten element został dodany od tak sobie, „żeby był” – to szybko zmieni zdanie. Przedwzmacniacz w 791 jest nie tylko niezwykle cichy w sensie szumów, ale jest również brzmieniowo (niemalże – zaraz do tego wrócę) transparentny. Podłączałem do 791 inne – bardzo zróżnicowane pod względem ceny – źródła. I za każdym razem efekt był taki, że słuchałem tego podłączonego urządzenia, a nie Moona. Były nawet sytuacje, kiedy lepiej było wyłączyć regulację głośności w podłączonym elemencie i korzystać z wbudowanej w 791 regulacji M-VOL3.

Moon 791

Ujmując sprawy jeszcze inaczej: sekcja przedwzmacniacza w 791 nie jest dziełem przypadku. I mam też wrażenie, że jeżeli ktoś realnie będzie potrzebował jeszcze większej transparentności, to tak czy siak pójdzie w stronę już niebotycznie drogich dzielonych konstrukcji. I może nawet nie uzyskać znaczącej poprawy w tym zakresie, dopóki nie sięgnie po jakieś naprawdę wyszukane, mocno dedykowane konstrukcje. Co równie istotne, sam neutralny, transparentny, ale przy tym niewysuszony charakter sekcji przedwzmacniacza po prostu pomaga mu w pozostaniu sonicznie niewidocznym. Nie bez znaczenia jest też dobrze zaimplementowana regulacja głośności, która w przypadku przedwzmacniacza jest przecież także istotnym elementem całości.

Jeżeli zaś o stopień gramofonowy chodzi, to ten także staje na wysokości zadania. I o ile mam wrażenie, że nie jest aż tak dobry, jak przedwzmacniacz liniowy – to i tak jest dużo lepszy, aniżeli przedwzmacniacze tego typu spotykane nawet w bardzo drogich integrach. Powiedziałbym, że preamp gramofonowy jest na poziomie dedykowanych urządzeń kosztujących powyżej 5 i poniżej 15 tysięcy złotych. Posiada też pełną regulację nie tylko impedancji dla wkładek MM, czy pojemności dla wkładek MC, ale też umożliwia wybór jednej z dwóch krzywych korekcji (RIAA lub IEC) a także kontrolę samego wzmocnienia sygnału z wkładki (Gain).

Moon 791 w komplecie z końcówką mocy 761

W takim zestawieniu sprawy przedstawiają się również niezwykle interesująco. Odwrócę normalną chronologię i zacznę niejako od konkluzji, jaka po kilku dniach odsłuchów 791 z 761 pojawiła się nieuchronnie. I mam na myśli odsłuchy z wykorzystaniem naprawdę szerokiego spektrum repertuaru. Czyli od muzyki eksperymentalnej i elektronicznej, przez pop, rock, klasykę aż po stałych bywalców na moich playlistach. W skrócie powiem zatem tak: jeżeli ktoś, kto rozważa zakup 791 poszukuje także amplifikacji na odpowiednim poziomie, to 761 powinien znaleźć się na samym szczycie listy urządzeń do odsłuchania. Także ci, którzy preferują bardziej gęste brzmienie dużych pieców lampowych – też powinni posłuchać 761. Ponieważ nawet, jeżeli ktoś zdecyduje się pójść w inną stronę – to taki odsłuch może przynieść wiele ciekawych wniosków.

Przed przystąpieniem do tej recenzji, miałem okazję zapoznać się z dwoma wzmacniaczami zintegrowanymi Moona. Mowa oczywiście o 600i V2 oraz o nowym, bardziej budżetowym 250i, także w wersji V2. I o ile oba z nich były w swoich segmentach bardzo dobre, to jednak w przypadku 761 dochodzi do zmiany całego kontekstu. Chodzi przede wszystkim o to, że kanadyjska końcówka mocy jest po prostu na zupełnie innym poziomie patrząc tak całościowo. To, co było zauważalne natychmiast – to niewymuszona transparentność i jednocześnie przestrzenność brzmienia. Było to oczywiste nie tylko na albumach takich, jak „Convergence” Malii i Borisa Blanka, ale i ujawniało się w zupełnie niespodziewanych momentach, także przy niskich poziomach odsłuchu.

W przypadku końcówki 761 rzecz też w tym, że tu nie chodzi jedynie o przejrzystość i realizm przekazu. Bo jeszcze bardziej interesujące jest także to, że nie mamy do czynienia z brzmieniem, które byłoby ani zbyt suche, ani też przesycone barwowo. Mam wrażenie, że charakter końcówki jest tutaj świadomie określony i „ustawiony” zgodnie z dewizą marki. A polega ona na tym, aby – w ramach możliwości technicznych oraz zakresu cenowego – zaoferować na tyle transparentną amplifikację, na ile to możliwe. Oznacza to w praktyce, że 761 pozwoli nam wymodelować finalny rezultat brzmienia poprzez odpowiednie dobranie ostatniego elementu w torze – czyli kolumn. Kombinacja źródła, jakim jest 791 z końcówką 761 da nam zestaw, który będzie mocno neutralny i transparentny. A jednocześnie przekaże do kolumn wszystkie najlepsze cechy, jakie Moon 791 ma do zaoferowania. Reszta będzie zależeć od wyboru głośników, od pomieszczenia (i jego akustyki oraz adaptacji) i od wielu innych rzeczy, jakie pozwolę sobie tutaj już pominąć. Kombinacja Moona 791 z firmową końcówką mocy będzie niezwykle neutralna a przy tym naturalna, co oczywiście trudno postrzegać jako dzieło przypadku. A raczej jako świadomą decyzję producenta, która pozwoli szczęśliwemu posiadaczowi obu urządzeń na pełną kontrolę nad rezultatem końcowym. A jeżeli transparentność będzie dla kogoś celem niezwykle istotnym – wtedy 761 będzie, jak znalazł.

Moon 791 – podsumowanie i kilka istotnych wniosków

Będę tutaj brutalnie szczery i napiszę coś, co może nieźle zamieszać niektórym w ich audiofilskich kotłach. Otóż Moon 791 jest idealnym przykładem, w jakim kierunku nowoczesne audio z segmentu hi-end powinno zmierzać. Tutaj nie chodzi jedynie o brzmienie, które w tym konkretnym przypadku jest akurat znakomite. Tu bardziej idzie o to, że 791 jest urządzeniem kompletnym zarówno, jako komponent źródłowy, patrząc przez pryzmat możliwości w zakresie streamingu oraz przetwornika. I też o to, że jego inherentna siła leży też w tym, że może stać się centrum naprawdę wysokiej klasy hi-endowego systemu, nie implikując przy tym całego zamieszania z kablami, czy problemów z konfiguracją.

Moon 791

Podsumowując – o ile 791 nie jest tani, to w tym przypadku szczęśliwy nabywca dostanie to, za co płaci. To wysokich lotów urządzenie, które w pełni zasługuje na Nagrodę Redakcji.

Jeżeli zaś chodzi o kombinację Moona 791 z końcówką 761 – to także i ona robi duże wrażenie. Wzmacniacz mocy jest przede wszystkim transparentny i neutralny. Nic nie odejmuje i nic nie dodaje. Jednakże godne uwagi jest tutaj to, że charaktery brzmieniowe obu urządzeń, aczkolwiek ogólnie idące w tym samym kierunku, naprawdę dobrze się uzupełniają. Chodzi mi tutaj o to, że o ile 791 nigdy nie zabrzmi zbyt technicznie, czy też chłodno, to 761 doda do jego bogatego charakteru dodatkowy pierwiastek dokładności i też rozmachu. A to z kolei, pozwoli na jeszcze większą kontrole nad rezultatem końcowym. Bo jest też tak, że Moon po prostu daje poprzez końcówkę 761 słuchaczowi wybór – czy pójdzie on w stronę uzyskania totalnej przeźroczystości, czy też pójdzie w nieco inną stronę, głównie poprzez dobór kolumn. O ile najjaśniejszym elementem w tym zestawieniu jest niewątpliwie 791, to końcówka 761 także zasługuje na pełną rekomendację.

Adam Kiryszewski

Dystrybutor: Audio Center Poland https://audiocenter.pl
Cena: Moon 791 – 89,888 PLN    Moon 761 – 80888 PLN