Ponieważ jest to naprawdę istotne, pozwolą Państwo, iż dla jasności, przedstawię powyższe w nieco szerszej perspektywie. Jako recenzent, mój kontakt z różnej maści urządzeniami jest raczej częstszy i mam też okazję, by zaobserwować pewne różnice pomiędzy urządzeniami, które – przynajmniej w teorii – powinny zachowywać się dokładnie tak samo. No i cóż, rzeczywistość bywa często, że tak to dyplomatycznie ujmę, różna. A jednocześnie to właśnie te małe detale, zazwyczaj związane z tym, jak dane urządzenia działają na co dzień, jak wygląda codzienne z nimi obcowanie, decydują o ich całokształcie. Pozwolę sobie do tego jeszczewrócić, ponieważ jeżeli już przy tym codziennym użytkowaniu jesteśmy, to nie sposób nie zwrócić uwagi na inny ciekawy aspekt nowej oferty Moona. Czy też, mówiąc bardziej namacanie, na ten element, który zasługuje na uwagę nie mniejszą, aniżeli urządzenia, jakie kontroluje. Panie i Panowie, poznajcie BRM-1, czyli nowego „pilota zdalnego sterowania”.
Nie przychodzi mi to łatwo, ale powiem tyle: BRM-1 to dzieło geniuszu. Po kilku dobrych latach używania różnych pilotów zrobionych z plastyku, metalu, drewna, jednakże wszystkich korzystających z tego samego sposobu działania – nowy pomysł Moona jest naprawdę powiewem świeżości. A korzystanie z niego jest niczym ogarnięcie całej fizyki potrzebnej do stworzenia napędu antygrawitacyjnego. Jest po prostu zupełnie inny w zarówno odczuciu, jak i w działaniu, aniżeli taki typowy pilot. Jest też niemalże w całości zrobiony z aluminium, przy czym jego spód to dwa rodzaje plastyku (dolny jest nieco miększy tak, aby nie porysował np. szklanej powierzchni). BRM-1 posiada też przemyślany każdy detal. Przyjmy się przykładowo sytuacji związanej z zasilaniem: mamy tu wbudowany akumulator, który możemy ładować przez port USB-C. Ale żeby całość wyglądała schludniej, port ładowania umieszczono w spodzie urządzenia. Jednocześnie ktoś tutaj pomyślał, bo umieszczono specjalny przepust na kabel do ładowania, przez który ten kabel możemy poprowadzić. Oczywiście, jest to detal – ale w codziennym użytkowaniu detal niezwykle istotny. Zwłaszcza, że – i mówię tutaj nie tylko o samym „pilocie”, ale też o 791 i 761 – to właśnie te wszystkie detale decydują finalnie o tym, czy czemuś można ze spokojem przykleić plakietkę z napisem „hi-end”, czy nie.
Jeżeli zaś o genezę BRM-1 chodzi, to Costa Kulisakis z Moona będzie miał tutaj bardzo dobre wytłumaczenie całej idei:
„No cóż, piloty na podczerwień istniały od całych dekad. Wierzymy, że kreatywność możliwa z pilotem IR została w dużej mierze wyczerpana przez każdego producenta w branży, i zabawną kwestią jest to, że pilot jest w sumie krytycznym elementem w zapewnieniu zadowolenia z produktu, w jego doświadczaniu. To jest ta część, którą trzymasz w ręce i z którą masz fizyczny kontakt prawdopodobnie najwięcej czasu. Musisz go podnieść, popatrzeć na niego, nakierować go na urządzenie, którym chcesz sterować i nacisnąć odpowiednie przyciski. Dodatkowo, jeżeli opuścisz pomieszczenie z nim, staje się bezużyteczny, ponieważ wymaga prostej linii kontaktu wzrokowego z urządzeniem, jakim steruje”.
Niewątpliwie można to uznać za logiczne rozumowanie, po którym Costa dodaje jeszcze więcej odnośnie całej kwestii związanej z tak zwanym „user-experience”:
„BRM-1 jest całkowicie innym podejściem do całego tematu doświadczenia użytkownika, przybliżając je do tego, czym chcielibyśmy, aby było. Jest, przede wszystkim, niezwykle przyjemny w użyciu, zwłaszcza obrotowe pokrętło, które naśladuje, do pewnego stopnia, pokrętło głośności na przednim panelu. Działa także poprzez Bluetooth, więc nie jest wymagany kontakt wzrokowy. Łączność jest dwukierunkowa, dlatego też posiada użyteczny wyświetlacz. Z pewnością zauważysz, jak szybko reaguje i zmienia się wraz ze zmianami poczynionymi bezpośrednio w 791 takimi, jak chociażby zmiany głośności. Pierwszy raz odeszliśmy od tego, co robią prawie wszyscy, czyli od długiego kawałka aluminium z przyciskami, który praktycznie zawsze wygląda zbyt odmiennie od urządzenia jakim steruje. BRM-1 wygląda świetnie, działa świetnie i jest po prostu niezwykle przyjemny w użyciu. Celem było tutaj odejście od konwencjonalnych rozwiązań i poważnie ulepszenie doświadczenia użytkownika, co jak wierzymy udało się nam”.
Trudno się tutaj nie zgodzić, zwłaszcza z dwoma ostatnimi zdaniami. Dodam jeszcze tyle, że faktycznie korzystanie z samego pilota jest zupełnie innym, nowym, doświadczeniem. I powrót do pilotów mających tradycyjną formę – jest po prostu nudny.
Tyle o BRM-1, pora teraz skupić się na właściwych gwiazdach tej recenzji. Czyli w tym przypadku na źródle Moon 791 oraz końcówce mocy 761. Ponieważ dużo szerszego opisu wymaga 791, dlatego też nim zajmiemy się najpierw, później przechodząc do tematu samej końcówki mocy. Chciałbym też zauważyć, że słuchałem Moona 791 zarówno oddzielnie, jak i właśnie w komplecie z końcówką 761. To także zaowocowało ciekawymi wnioskami, którymi podzielę się nieco później.

