iFi Audio iDSD Phantom – recenzja

Phantom ma bardzo dobrze wybudowane, wypełnione niskie tony o bogatej fakturze. Są one po bardziej fizjologicznej stronie, raczej nigdy ich nie zabraknie, co przysłuży się nieco bardziej rachitycznie zrealizowanym nagraniom. Natomiast na „Bass & Drum Intro (Live)” formacji Nils Lofgren Band brytyjskie urządzenie pokazało, oprócz bardzo dobrej podstawy basowej coś jeszcze innego. Otóż na tym utworze brzmienie było bardzo sugestywne, namacalne i plastyczne. Lecz przy tym dało się też wyczuć dużą dawkę energii.

Właśnie sam fakt połączenia płynności prezentacji z energetycznością przekazu oraz zaskakującym jak na taką estetykę brzmienia przekazaniem artykulacji można uznać za dużą zaletę. Phantom faktycznie gra po cieplejszej, płynniejszej stronie mocy – i to nawet przy użyciu toru tranzystorowego i przy powyłączanych wszystkich „dodatkach” – lecz zachowuje przy tym odpowiednią selektywność przekazu. Nic się tutaj nie zlewa, płynność w tym przypadku nie oznacza posklejania dźwięków ze sobą.

Na płycie „Convergence” Malii i Borisa Blanka wyraźnie dało się wyczuć oddech. Mógłbym tak długo wymieniać, natomiast najważniejsze jest tutaj to, że z płyty na płytę i z nagrania na nagranie Phantom zachowuje świetną płynność i brzmienie, które jest przede wszystkim mocno wciągające i to praktycznie niezależnie od repertuaru. Oferuje świetne tak naprawdę oddanie detali, jednakże nie odciągają one uwagi od właściwego przekazu będąc po prostu świetnie wplecione w całość.

Jeszcze raz to podkreślę, cały czas wrażenie robiła spójność wewnętrzna, takie bardzo charakterystyczne poukładanie tego co oraz tego i tego jak Phantom gra. To źródło jak mało które potrafi po prostu dać dużą przyjemność ze słuchania muzyki, która po prostu z Phantoma płynie. Co ciekawe, nie ma tutaj też pojawiającego się czasami w przypadku przetworników delta-sigma swoistego „koca”. Pomimo charakteru, który może być w pewnym sensie antytezą kliniczności, brzmienie przy zachowaniu gładkości nie jest ani w żaden sposób zamglone, ani też zamulone. Wysokie tony świetnie potrafią oddawać mikro-plankton muzyczny, nawet jeżeli nie zdarzają im się żadne ekstrawaganckie wycieczki.

Na płycie Adele 21 i utworze „We Could Have It All” wokal był bardzo wyraźnie umieszczony na scenie, nie był w żaden sposób ugrzeczniony i miał swoją charakterystyczną barwę. Zanim przejdziemy do tematu wzmacniacza słuchawkowego to powiedzmy teraz kilka słów na temat tego, jak brzmienie zmienia się w zależności od ustawień. Tych mamy całkiem sporo, bo mamy: wybór filtrów cyfrowych, technologii K2(HD) (którą można de facto traktować także jako pewnego rodzaju filtr cyfrowy) resampler do DSD oraz dodatkowe funkcje XBass oraz XSpace. Te ostatnie bardziej w sumie sprawdzą się nam w przypadku odsłuchu na słuchawkach, ponadto znajdują się już po analogowej stronie urządzenia.

Filtry cyfrowe, technologia K2 oraz resampling do DSD

Przede wszystkim filtrów cyfrowych mamy pięć, z czego dwa – Bit-Perfect oraz Bit-Perfect+ to de facto najbardziej purystyczne opcje, bo jak podaje producent ten pierwszy to „brak filtracji cyfrowej, brak dzwonienia przed i po impulsie”, natomiast Bit-Perfect+ wprowadza tylko jedną obwiednię, co ma na celu wyrównanie charakterystyki w zakresie wysokich tonów. W przypadku filtru Bit-Perfect, gdzie (przynajmniej w daleko idącej teorii) nie ma ani nadpróbkowania (znanego jako „oversampling”), ani też żadnego filtru interpolacyjnego, które kompensowały był zjawisko znane, jako „sinc roll-off”. W bardzo dużym skrócie i już nie wchodząc za bardzo w rzeczy typu twierdzenie Nyquista-Shannona chodzi o to, że bez filtracji cyfrowej charakterystyka przetwarzania przetwornika cyfrowo-analogowego nie jest de facto płaska, a posiada opadające zbocze w zakresie wysokich tonów. Dla 15 kHz jest to co prawda tylko ok. -0.5 kHz, lecz dla 20 kHz już -3dB.

To oraz brak dzwonienia przed impulsem daje w sumie bardziej analogowy charakter brzmienia, zwłaszcza w porównaniu do filtrów typu „linear phase”. Z kolei filtr GTO to taka wersja minimalistyczna wykorzystująca 32 obwiednie, bez dzwonienia przed impulsem i z minimalnym dzwonieniem po. Jest przy tym czymś pomiędzy ustawieniem „Bit-Perfect” a filtrem „Apodising”. Filtr Transient-Aligned posiada już 16,384 obwiedni i jest to już, że tak to ujmę, pełnoprawny filtr cyfrowy. Ze wszystkimi tego zaletami i wadami.

I teraz już bardziej konkretnie: uważam, że największy sens mają dwa skrajne ustawienia. Czyli albo tryb Bit-Perfect, ewentualnie Bit-Perfect+ przy wyłączonym resamplerze. Albo też włączany K2HD oraz resampler. Brzmienie w trybie Bit-Perfect oraz z wyłączonym resamplerem do DSD jest nieco bardziej konturowe. K2(HD) z kolei wprowadza bardzo interesującą zmianę, bo nieco zmienia barwę na bardziej pastelową, zmienia też nieco rytmikę przekazu na jeszcze bardziej płynną, natomiast to są zmiany, które określiłbym jako dość subtelne.

Przy czym to nie jest tak, że któreś z ustawień będzie znacząco lepsze, a inne w wyraźny sposób gorsze. Wszystko będzie zależeć nie tylko od, co oczywiste, preferencji, ale także od repertuaru oraz całego toru do którego podłączymy Phantoma. Oczywiście jest jeszcze kwestia tego, czy będziemy słuchać przez system głośnikowy korzystając przy tym z wyjść liniowych, czy też użyjemy wbudowanego wzmacniacza słuchawkowego. A jemu z kolei też należy się kilka słów.

Jak Phantom gra przez słuchawki?

Zacznijmy od tego, że nie jestem sobie w stanie wyobrazić sobie sytuacji, że Phantom sobie z jakimiś dużymi słuchawkami nie poradzi. Nawet z pierwszą wersją HEDD Audio HEDDphone ONE cały czas było czuć, że wbudowana amplifikacja dla słuchawek ma wszystko pod kontrolą i w żadnym wypadku nie zbliża się nawet do granicy swoich możliwości mocowych. To, co od razu zwróciło na siebie uwagę, to bardzo dobra podstawa basowa, tutaj zapas mocy daje cały czas poczucie ogromnego komfortu. Phantom na wyjściu liniowym tworzy bardzo, ale to bardzo dobrą, rozbudowaną podstawę basową. I to niejako powiela, kiedy podłączymy do niego słuchawki.

Na utworze „Why So Serious” Hansa Zimmera część z subniskotonowymi impulsami została odtworzona na HEDDphone ONE (które są, nota bene, unikalne w zakresie odwzorowania najniższych oktaw ze względu na bardzo dużą efektywną powierzchnię membrany oraz sposób działania przetwornika AMT) w sposób niemalże zdumiewający sposób. Przekazane zostały ogromne pokłady energii, jednakże wszystko było cały czas pod kompletną kontrolą. Do tego Phantom nawet na słuchawkach bardzo dobrze wybudował całą aurę, otoczkę tego nagrania w taki sposób, że aż chciało się tego słuchać.