Co więcej, przy włączonych filtrach cyfrowych nadal mamy możliwość włączenia resamplera do formatu Direct Stream Digital. Mamy też niedawno w sumie zaimplementowaną technologię K2HD, która cieszy się bardzo dobrą opinią. Oznacza to, że możliwości wpływania na całościowy charakter urządzenia mamy tutaj bez liku i w pewnych sytuacjach mogą one być naprawdę niezwykle przydatne. Tyle w kwestii samej części cyfrowej, teraz zwróćmy uwagę na część strumieniującą. Jeżeli o tą chodzi, to mamy obsługę Tidal Connect, Spotify Connect oraz najnowszego Qobuz Connect. Do tego iDSD Phantom wspiera platformę Roon. Jest też obsługa Airplay 2.
Innymi słowy, wszystko, czego można by oczekiwać. Dodatkowo mamy też dedykowaną aplikację Nexis, poprzez którą możemy nie tylko konfigurować nowego Phantoma ale także odtwarzać pliki z zasobów lokalnych. Może to być przydatne, jeżeli z jakichś przyczyn nie chcemy używać Roona. Sam streaming działa stabilnie, OptiBox wydaje się być w tym przypadku całkowicie przeźroczysty dla sygnału. Część analogowa nowego iDSD Phantoma także jest interesująca.
Regulacja głośności jest zrealizowana na customowym potencjometrze, który zamknięty jest w ekranowanej „puszce”. Sam tor analogowy ma trzy tryby pracy: półprzewodnikowy, lampowy oraz coś, co producent określa, jako „Tube+”. Ten ostatni zmienia sposób pracy lamp w taki sposób, żeby podbić o 6dB parzyste harmoniczne. Uzyskamy przez to bardziej nasycone brzmienie przypominające taką klasyczną lampę. A jeżeli już przy tych lampach jesteśmy, to iFi Audio zastosowało tutaj dość ciekawe, można powiedzieć, że charakterystyczne zarazem lampy. Jest to para lamp NOS GE5670.
Jest to podwójna trioda mocy będąca zamiennikiem rosyjskiej lampy 6N3P. Lampy te są ekranowane i umieszczone na wysokiej klasy podstawkach. Są na dodatek stabilizowane mechanicznie, także tutaj iFi Audio zrobiło wszystko, żeby triody te pracowały w jak najbardziej optymalnych dla siebie warunkach. Tor półprzewodnikowy z kolei nie korzysta ze wzmacniaczy operacyjnych i jest wykonany na elementach dyskretnych z wykorzystaniem niewielkich tranzystorów polowych, konkretnie są to JFETy. Są to chętnie używane elementy w wysokiej klasy przedwzmacniaczach. Przede wszystkim ze względu na wysoką impedancję wejściową oraz dobre charakterystyki.
Otrzymujemy zatem całkiem przemyślany tor analogowy, gdzie lampy nie są także z przypadku. Jeżeli już przy analogu jesteśmy, to mamy także zaimplementowane tryby XSpace oraz XBass. Jak same nazwy tutaj wskazują, jedna zmienia nam przestrzeń, druga zaś podbija delikatnie bas. Przy czym ta ostatnia funkcja może działać przy częstotliwości 10, 20 albo 40 Hz. Nie mówimy tutaj zatem o takim bezmyślnym podbiciu całego zakresu niskich tonów, lecz raczej od delikatnym wsparciu ich podzakresów. Może to być w sumie pomocne przy znalezieniu odpowiedniej synergii z niektórymi modelami słuchawek.
Pozostała jeszcze jedna część nowego Phantoma, czyli oczywiście wzmacniacz słuchawkowy. Ten z kolei obsłuży nam chyba każde (oprócz oczywiście tych elektrostatycznych, ale do tego mamy przecież właśnie model iCAN Phantom) słuchawki dostępne teraz na rynku. Pisząc każde mam na myśli nie tylko ilość gniazd wyjściowych, bo tych jest w sumie aż siedem, co bardziej deklarowaną moc wbudowanego w iDSD Phantoma wzmacniacza.
Wynosi ona aż 7470 mW, czyli prawie osiem watów na kanał. Trudno mi jest wyobrazić sobie słuchawki, które mogłyby tutaj wymagać więcej. Nawet najbardziej egzotyczne modele powinny być tutaj spokojnie wysterowane i to z zapasem mocy. Tylko naprawdę dedykowane osobne wzmacniacze słuchawkowe potrafią więcej. Jednakże napięcie wyjściowe na zbalansowanych wyjściach wzmacniacza słuchawkowego wynosi naprawdę pokaźne 17.3V, zatem również właściciele słuchawek o dużej impedancji rzędu kilkuset omów powinni zainteresować się tą częścią brytyjskiego urządzenia.
Jeżeli zaś chodzi o same możliwości połączeniowe nowego Phantoma, to tych jest także sporo. W zasadzie łatwiej będzie napisać czego tutaj nie znajdziemy, niż to, co jest. Zacznijmy od tego, że Phantom nie ma wejść liniowych, więc nie działa jako przedwzmacniacz liniowy w klasycznym tego słowa znaczeniu. To bardziej zwrócenie uwagi na samą koncepcję tego urządzenia, niż jakiś do niego konkretny przytyk. Natomiast to, co zwraca już uwagę, to same możliwości wejściowe po stronie cyfrowej. Jest nie tylko USB, które jest izolowane galwanicznie, ale też wejście optyczne, oraz rzadko spotykane wejście M12-X. Do tego jest też zestaw wejść S/PDIF oraz AES/EBU.
Znajdziemy też zarówno wejście, jak i także wyjście dla zegara taktującego 10MHz. To standard studyjny, co jest tutaj dość wymowne. W sensie przede wszystkim takim, że iDSD Phantom może także odnaleźć się dzięki temu w otoczeniu właśnie studyjnym. Właśnie ze względu nawet nie tyle na wejście, co właśnie wyjście zegara. Potwierdza to także fakt, iż możemy zmienić poziom wyjść samych wyjść analogowych.

