Reasumując, mamy bardzo ciekawe urządzenie, gdzie mówiąc kolokwialnie „upakowano” bardzo dużo różnych funkcji. Mogłoby się na początku wydawać, że niektóre są trochę, żeby było. Jednakże tak się składa, że zarówno każda z osobna, jak i wszystkie brane jako całość po prostu w tym konkretnym przypadku mają jak najbardziej sens. Proszę zwrócić uwagę chociażby na to, że funkcje XSpace i XBass zaimplementowano w domenie analogowej, ich włączenie nie implikuje użycia jakiegoś przetwarzania cyfrowego. Innymi słowy możemy przykładowo użyć trybu Bit-Perfect i powyłączać filtry cyfrowe jednocześnie mając włączone np. delikatnie podbicie basu przy 20 Hz. iFi robi pewne rzeczy już od jakiegoś czasu po swojemu i ma to z wielu powodów sens. Całości dopełnia zewnętrzy zasilacz iPower Elite, który jest – co mnie w przypadku tego producenta jakoś specjalnie nie dziwi – impulsowy.
iFi Audio iDSD Phantom – kilka słów o ustawieniach
Zanim przejdziemy do właściwego opisu samego już brzmienia to warto zwrócić uwagę na kilka dość istotnych kwestii. Jak już wspomniałem wcześniej, najnowsze flagowe źródło od iFi Audio oferuje nam doprawdy niezwykle szerokie możliwości w zakresie modelowania brzmienia. Mamy przecież do wyboru kilka filtrów cyfrowych. Jednakże tak naprawdę to wcale nie tylko o te akurat filtry się rozchodzi, chociaż ich jest przecież kilka. Weźmy pod uwagę chociażby to, że oprócz nich mamy nie tylko możliwość włączenia technologii K2 w dwóch wariantach, ale także wbudowany resampler. Ten ostatni umożliwia konwersję sygnału do postaci Direct Stream Digital w locie.
Co więcej, mamy tutaj niespotykaną nigdzie indziej możliwość konwersji do formatu DSD2048. Zdarza się w przypadku niektórych źródeł cyfrowych, że jest opcja włączenia przetwarzania do DSD128, 256 czy 512. Natomiast iFi Audio daje nam tutaj możliwość uruchomienia trybu DSD512, 1028 oraz 2048. Producent twierdzi, że są dość wyraźnie między tymi trybami różnice, do czego oczywiście jeszcze nawiążemy. Natomiast w przypadku iDSD Phantoma cała rzecz rozchodzi się de facto o to, że wszystkie te rzeczy możemy włączyć równocześnie.
Możemy też wybrać tylko opcję K2 oraz włączony resampler do formatu Direct Stream Digital. Co więcej, żeby cała sytuacja wyglądała jeszcze ciekawiej, to mamy przecież dodatkowo trzy tryby pracy toru wyjściowego: tranzystorowy, lampowy oraz lampowy z plusem. Ten ostatni obniża głębokość sprzężenia zwrotnego zwiększając poziom parzystych harmonicznych. Dlatego też warto najpierw odpowiedzieć na pytanie: jakie jest, że tak to ujmę, bazowe brzmienie Phantoma. Czyli to, jaki jest jego ogólny, „wewnętrzny” charakter. Następnie można dopiero zwrócić uwagę na to, co poszczególne „polepszacze” wnoszą do całości. Oraz kiedy de facto mogą być one przydatne. I w jakich konfiguracjach sprzętowych mogą się one po prostu sprawdzić.
Dlatego też podchodząc do opisu brzmienia i bardziej poważnych odsłuchów tego akurat urządzenia wybrałem filtr cyfrowy „Bit-Perfect” (czyli de facto brak tejże filtracji) oraz wyłączony zarówno resampler DSD, jak i wyłączoną technologię K2 (którą można poniekąd traktować jako filtr cyfrowy). Dlatego też zacznijmy od opisu tego, jak Phantom brzmi w trybie najbardziej, że tak tu ujmę, „purystycznym”. Na dodatek korzystając z wbudowanego toru półprzewodnikowego pracującego przecież na elementach dyskretnych i na dodatek w klasie A. Na dodatek w torze głośnikowym. Potem dopiero powiem więcej aniżeli kilka słów o torze słuchawkowym. Zwrócimy też uwagę na to, jak brzmienie Phantoma zmienia się chociażby po podłączeniu urządzenia o nazwie Opti Box.
iFi Audio iDSD Phantom – brzmienie
Po kolei zatem. iFi Audio iDSD Phantom brzmi przede wszystkim w sposób płynny, nasycony oraz dynamiczny. Nie jest to jednocześnie urządzenie, które sili się za wszelką cenę na to, aby pokazać wszystkie brudy oraz niedociągnięcia w nagraniu. A bardziej stara się otoczyć słuchacza bardzo spójnym obrazem muzycznym. Jednocześnie wcale nie oznacza to, że brakuje mu (nawet, jeżeli spojrzymy poprzez pryzmat niemałej przecież jego ceny) rozdzielczości czy różnicowania.
Tutaj bardziej chodzi o to, że wyraźnie, naprawdę wyraźnie da się wyczuć, że brzmienie tego konkretnego urządzenia podąża dość wyraźnie za pewną koncepcją. Koncepcją na dodatek najwyraźniej dogłębnie przemyślaną. Wiele zostało napisane i powiedziane o tak zwanym „iFi House Sound”, czyli o firmowych brzmieniu urządzeń od iFi Audio. I o ile nie do końca się z tym zgodzę, bo to wcale nie jest takie proste, to w przypadku Phantoma da się po prostu wyczuć, że producent miał bardzo jasną wizję tego, co chciał uzyskać.
Powiem więcej: zdarzają się urządzenia po których słychać, że chciano uzyskać maksymalny poziom transparentności czy też ogólnie pojętej „referencyjności” brzmienia (nie bez kozery umieściłem to akurat określenie w nawiasie). W przypadku tych ostatnich urządzeń różnie się to udaje, bo – nie oszukujmy się – zawsze można zadać pytanie o urządzenie bardziej właśnie „referencyjne” i transparentne. W przypadku Phantoma zaś taka a nie inna koncepcja brzmieniowa sprawdza się znakomicie.
Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że brzmienie jest bardzo dobrze „poukładane wewnętrznie”. Jednocześnie też nie ma żadnych niedomagań, na jakie można by przy tej cenie zwrócić uwagę. Nieco przekornie, najpierw zaserwowałem Phantomowi muzykę wymagającą dobrego oddania dynamiki oraz basu. Wybór padł na płytę „Random Access Memories” formacji Daft Punk oraz utwór „Doin’ It Right”. Tytuł tej akurat piosenki mógłby być bardzo dobrym opisem tego, jak flagowe źródło od iFi Audio radzi sobie w takiej muzyce. Przede wszystkim oczywiście dominuje płynność oraz nasycenie. Brzmienie było całościowo pół kroku w stronę bardziej cieplejszą.
Jednocześnie od razu było też słychać, że Phantom oferuje duży, szeroko rozpostarty dźwięk. I to zarówno, jeżeli chodzi o dynamikę na basie, jak i o budowę przestrzeni. Do tej ostatniej oczywiście jeszcze dojdziemy. Natomiast, co ciekawe, taki sposób prezentacji bardzo służy ogólnie pojętej muzyce rozrywkowej i elektronicznej. Phantom nie rozkłada takiego repertuaru na elementy składowe, bardziej starając się wciągnąć słuchacza w widowisko oferując jednocześnie bardzo duże poczucie komfortu. No i właśnie – chciałem zwrócić uwagę na określenie w poprzednim zdaniu: „widowisko”. To akurat źródło kojarzy mi się trochę z urządzeniem, jakie recenzowałem dawno temu. Mam konkretnie na myśli Myteka Manhattan DAC.
Tamto urządzenie grało dokładnie tak, jak wyglądało. Czyli spektakularnie w zakresie dynamiki oraz możliwości na basie. Nic w sumie dziwnego, bo użyto potężnego zasilania oraz układu ESS9038PRO. W przypadku Phantoma dość zaskakujące jest jednak to, że o ile sam charakter jest już inny, to możliwości w zakresie dynamiki i basu są dość zaskakujące, jeżeli weźmiemy pod uwagę dość płynny, ciepły charakter brzmienia.
