Fezz Audio Titania EVO – recenzja

Zachęcony tym, co Titania pokazała na repertuarze elektronicznym, postanowiłem nieco Fezza zaskoczyć i zaserwowałem mu muzykę nieco bardziej, można by rzec, skoczną. I w sumie na wskroś mniej audiofilską. Wybór padł na kapelę Freda Dursta, czyli płytę „Chocolate Starfish and The Hot Dog Flavoured Water” zespołu Limp Bizkit. Chciałem po prostu, z czystej ciekawości sprawdzić, jak para KT88 na kanał poradzi sobie z taką muzyką. Także i tutaj Titania EVO nie dała mi się zaskoczyć i na „My Way” zaprezentowała bardzo dużo werwy połączonej z ogólnym ogarnięciem w całym paśmie. Ciekawe było to, że o ile wzmacniacz ten potrafi bez problemów stworzyć przysłowiową „ścianę dźwięku” to jednak, kiedy wszystko się wycisza, potrafi też szybko uspokoić cały przekaz. Świetnie wypadło intro w „Take a Look Around”, zarówno gitara, jak też uderzenia w talerze oraz ich wybrzmienie zostały pokazane przede wszystkim wiarygodnie, w nasycony, ale też realistyczny a przy tym naturalny sposób.

Przechodząc do zupełnie innej muzyki, na listę odtwarzania trafiła płyta formacji London Grammar. No i na „If You Wait” Titania zaprezentowała brzmienie bliskie, wciąż klimatyczne, a przy tym dało się wyczuć coś jeszcze innego. Coś, co uznałbym w sumie za jedną z ważniejszych cech prezentacji tego wzmacniacza. Otóż mam na myśli taką swoistą czystość brzmienia. Bo mamy tutaj sporo tej lampowej barwy, której zapewne wielu szuka, natomiast brzmienie pozostaje czyste w całym paśmie. Było to szczególnie słyszalne na głosie wokalistki brytyjskiej formacji. Ten był bliski, ale też niezwykle czysty. Słychać było lampową barwę, ale w sumie w stopniu mniejszym, aniżeli dawało się odczuć to, że wzmacniacz stara się nie ingerować w brzmienie tam, gdzie po prostu nie powinien. Bo nie było tutaj żadnego przybrudzenia przekazu. Występuje ono dość często w przypadku amplifikacji, która ma jakieś problemu na poziomie inżynieryjnym. We wzmacniaczach tranzystorowych jest to bardzo często moment wyjścia z klasy A i związane z tym różnorakie zjawiska (które może zostawmy w tym przypadku na inną okazję). We wzmacniaczach lampowych mam wrażenie, że możemy śmiało mówić z kolei o histerezie i różnych nieliniowościach oraz zniekształceniach wprowadzanych przez transformatory wyjściowe.

Fezz Audio Titania EVO

Bo to, co w Titanii EVO może być w sumie najbardziej zaskakujące, to połączenie tej szczypty lampowej barwy, która jest de facto dobrze wyważona z kilkoma innymi cechami, których współistnienie w tym przypadku sprawia, że brzmienie tego wzmacniacza jest naprawdę całościowe. Chodzi mi tutaj też o to, że Fezz oferuje nam bardzo dobrą rozdzielczość. Nie afiszuje się z nią, ale słychać jego możliwości w tym zakresie zwłaszcza na utworach bardziej złożonych. Czy nawet takich, gdzie dużo się dzieje i na niektórych konstrukcjach tworzy się po prostu, nazywajmy rzeczy po imieniu, bałagan. Przyznam, że na Titanii EVO odsłuchałem sporo różnej muzyki i dotarło to do mnie po pewnym czasie, że w porównaniu do mojego toru single-ended nie miałem wrażenia, że wzmacniacz coś nadmiernie spłaca, wycisza, albo uśrednia. Na „Walk This Earth Alone” Lauren Christy (muzyka z filmu “Great Expectations” od którego Alfonso Cuaron zaczynał, nota bene, swoją reżyserską karierę) wyraźnie usłyszałem dobrze mi znane z mojego głównego referencyjnego toru dźwięki w tle. I to właśnie nawet nie sama już, zwał, jak zwał, „lampowość” brzmienia, ale jego czystość oraz to, że wzmacniacz Fezza nie wprowadzał w nim niepotrzebnego bałaganu, była najbardziej zaskakująca.

Fezz Audio Titania EVO

Także i w kwestii samej sceny dźwiękowej, była ona rozbudowana, bliska, ale też nie pozbawiona głębi. Co ciekawe, Titania świetnie radziła sobie z tymi cichszymi dźwiękami, z tym mikroplanktonem, który zdaje się na wielu wzmacniaczach właśnie w konfiguracji push-pull albo gdzieś umykać, albo jest w znacznej mierze wyciszony. Tutaj aura była zaznaczona dobitnie, co wyraźnie było słychać chociażby na całej płycie „Convergence” Malii i Borisa Blanka. W zasadzie, jeżeli chodzi o możliwości budowania holografii, to można powiedzieć, że to, co zaoferuje nam Titania będzie bardziej zależne od kolumn, pomieszczenia oraz źródła, aniżeli od samego wzmacniacza. Bo także i tutaj – zwłaszcza biorąc pod uwagę jego cenę – jest on nad wyraz kompetentny. I w tym zakresie naprawdę zbliża się do wielu konstrukcji single-ended, od których jednak różni się nieco już samą gradacją tych planów. Ale i tak całościowo jest w tym zakresie bardzo dobrze.

Fezz Audio Titania EVO – podwumowanie

Powiem tak: Fezz Audio Titania EVO to wzmacniacz, który w obrębie swojej koncepcji jest wzmacniaczem kompletnym. I nie mam tylko na myśli tego, że to wzmacniacz lampowy. Bardziej mi chodzi o to, że o ile tutaj jak najbardziej mamy lampy i to słychać w jego brzmieniu, to także mamy do czynienia z urządzeniem, które jest po prostu tak całościowo bardzo dobre w swojej cenie. I mówię tutaj nie tylko o samym brzmieniu, ale właśnie o całokształcie. To wzmacniacz, który z jednej strony dedykowałbym tym wszystkim, którzy chcą mieć lampę, ale oczekują od takiego wzmacniacza także uniwersalności. Fezz napędzi nam większość kolumn o rozsądnej efektywności w normalnej wielkości pomieszczeniach bez najmniejszego wysiłku. Układ auto-bias zadba o to, żeby wszystko było z lampami pod kontrolą.

Natomiast to, co mnie w tym wzmacniaczu urzekło najbardziej, że może on być z powodzeniem traktowany, jako bardzo dobrą alternatywę dla większości zintegrowanych wzmacniaczy tranzystorowych w tej cenie. To po prostu taki wzmacniacz, który rozpakowujemy, wkładamy lampy, podłączamy – i możemy cieszyć się muzyką. Na dodatek bardzo dobrze podaną, z pewną dozą wspomnianej już w tej recenzji lampowości, ale też ze wszystkimi tymi cechami, których oczekiwalibyśmy od po prostu bardzo dobrego w tej cenie wzmacniacza. No i właśnie cena. Ta wydaje się, o dziwo, nad wyraz przystępna. Tak właśnie patrząc całościowo, czyli poprzez pryzmat tego, jak wykonany i też jak brzmiący produkt dostajemy. Dlatego mając właśnie to na uwadze w tym przypadku należy się nie tylko rekomendacja, ale też i Nagroda Redakcji.

Adam Kiryszewski

Dystrybutor: 21Distribution https://21distribution.pl
Cena: 12100 PLN