Fezz Audio Titania EVO – recenzja

Fezz Audio Titania EVO – brzmienie

Opis brzmienia tego akurat konkretnego wzmacniacza chciałbym zacząć od pewnej może i dygresji, aczkolwiek dość istotnej w całościowym, szerszym kontekście. Otóż wiele mówi się o ogólnie pojętym „brzmieniu lampowym”. Nawet używa się tego sformułowania w kontekście wzmacniaczy stricte tranzystorowych, dość często nawiązując do tego, że albo brzmią one, „jak lampa”, albo też wspominając, że mają pewne cechy wzmacniaczy opartych właśnie o wzmacniające elementy próżniowe. Tymczasem spójrzmy na cały temat nieco szerzej, no bo przecież w obrębie samych już wzmacniaczy lampowych mamy przecież konstrukcje tak naprawdę różne. I przez to oferujące zupełnie różne brzmienie. Już pomijam fakt, iż topologia przeciwsobna, czyli push-pull będzie brzmieć inaczej od single-ended. I nie chodzi tutaj o samą moc per se, bo w obrębie tych ostatnich są przecież konstrukcje nie tylko na lampach 211, czy 845, które już potrafią zaoferować większe (jak na lampę) moce, ale przecież możemy znaleźć wzmacniacze kompletnie, można by rzec, niszowe. Czyli chociażby te oparte o lampy QB5/150 (przykładem niech chociażby tutaj będzie NAT Transmitter), gdzie możemy mówić o mocach rzędu kilkudziesięciu (w tym przypadku 80) watów na kanał.

Analogicznie, entuzjaści amplifikacji lampowej, zwłaszcza ci, którzy kolokwialnie rzecz ujmując, przerobili już trochę tego typu wzmacniaczy będą doskonale wiedzieć, że przecież lampa taka, jak 300B będzie jednak oferować zupełnie inny zestaw cech, aniżeli 2A3. I o ile tych wspólnych będzie nadal sporo, to akurat ten ostatni przykład powinien być w sumie traktowany, jako dość dobitny. Wspominam o tym nie tylko dlatego, że sam Fezz, jako taki ma w swojej ofercie dość szeroką ofertę wzmacniaczy lampowych, ale bardziej dlatego, że oferuje nam nie tylko konstrukcje typu push-pull, ale też te w oparte o topologię single-ended. I jeszcze druga kwestia, do której miałem powrócić. Otóż, jak wspomninałem, Fezz używa swoich transformatorów wyjściowych, a te przecież także będą wpływać na brzmienie, dając mu albo pewnego rodzaju koloryt, albo też dając… no właśnie – co?

Fezz Audio Titania EVO

Otóż w idealnym świecie, transformator wyjściowy (a w sumie raczej transformatory) powinny być na tyle przecież przeźroczyste dla sygnału, na ile to możliwe. I w tym momencie możemy właśnie przejść do meritum. Ponieważ po kilku tygodniach ze wzmacniaczem Titania EVO mam takie nieodparte wrażenie, że właśnie Fezz należy do tej drugiej grupy. Otóż, oczywiście, jasne – słychać w tym brzmieniu lampę. Ba, nawet słychać, że mamy tutaj do czynienia z tetrodami strumieniowymi KT88 w stopniu mocy, ale całokształt tego brzmienia jest w sumie taki, że całe to „brzmienie lampowe”, wszystkie tego typu stereotypy zdają się schodzić tutaj na nieco jednak dalszy plan.

Odsłuchy Titanii EVO rozpocząłem od repertuaru mocno elektronicznego, jednakże wymagającego i dynamiki i odpowiedniego odwzorowania najniższych składowych. I już na takiej muzyce Fezz pokazał, że nie straszne mu szybkie impulsy na niskich tonach. Pokazał też, że nie tylko potrafi różnicować to, co się dzieje w niższych podzakresach, ale też zagrał basem z bardzo, naprawdę bardzo dobrą fakturą. I nie piszę tego w kontekście samych wzmacniaczy lampowych, lecz bardziej w odniesieniu już bardziej ogólnym. Niedawno przecież w redakcji był bardzo dobry skądinąd zintegrowany tranzystor, czyli Rega Aethos. I tutaj, bezpośrednio po nim, Fezz pokazał, że naprawdę nie ma się czego w zakresie niskich tonów wstydzić.

Możemy tutaj brać poprawkę na to, że Titania EVO to dość mocna lampa, że KT88 są ogólnie znane z tego, że „mają bas”, natomiast proszę mi wierzyć, to, co zaprezentował ten wzmacniacz już na takim, mogłoby się wydawać, że mało wymagającym repertuarze skłoniło mnie do pewnej, dość istotnej refleksji. I to nawet nie w kontekście samego basu, ale ogólnej prezentacji sonicznej, jaką oferuje nam ten wzmacniacz. Otóż jego brzmienie jest tak „ustawione”, że właśnie trochę odsuwa nam na bok dylematy pod tytułem „lampa, czy tranzystor”. Oczywiście, zwolennicy purystycznych wzmacniaczy single-ended mający wysokoskuteczne kolumny i tak wybiorą tego typu konstrukcje, natomiast posiadacze głośników planarnych zapewne ochoczo pójdą w stronę bardzo mocnych konstrukcji solid-state. Jednakże w przypadku Titanii EVO możemy śmiało powiedzieć o tym, że wzmacniacz ten zajmuje pewne bardzo istotne miejsce, tak patrząc całościowo. Bo brzmieniowo jest pomiędzy pewnymi skrajnościami, a jednocześnie cały czas mamy wrażenie, że tutaj pewien zestaw cech sonicznych jest tak skomponowany, że całość brzmi po prostu bardzo dobrze.

Oczywiście, mamy tutaj nawet więcej, aniżeli szczyptę lampowego nasycenia, ale mamy też – i tutaj właśnie upatrywałbym rolę zastosowanych transformatorów – bardzo dobrą kontrolę oraz czystość brzmienia w całym paśmie. Jednocześnie przysłowiowy numer polega na tym, że w przypadku Titanii EVO jedno w żaden sposób nie przeszkadza drugiemu. Na płycie formacji Connect.Ohm „9980 (Remastered)”, a konkretnie na utworze „Snow Park” Fezz Audio Titania zaprezentowała nie tylko nasycony, klimatyczny środek pasma, ale też świetną podstawę basową. Niskotonowe impulsy zostały tutaj zaprezentowane w sposób dynamiczny, sprężysty i przede wszystkim, co równie ważne, zróżnicowany. To właśnie to połączenie nasycenia, płynności, której przecież można by od wzmacniaczy w tej technologii oczekiwać z bardzo dobrym basem zrobiły w przypadku tego utworu naprawdę spore wrażenie. Jednocześnie, co w sumie nie mniej ważne, brzmienie było cały czas dobrze kontrolowane, ale w taki „miękki” sposób, w żadnym momencie nie było wrażenia, że wzmacniacz próbuje robić coś na siłę. Albo jeszcze inaczej: o ile słychać było tą przysłowiową „lampę”, to jednak nie było ani nadmiernego zmiękczenia przekazu, ani też nie było jego przesłodzenia. Barwa była nasycona, lecz przy tym zachowany był odpowiedni kontur, pokazanie krawędzi dźwięków.