Cambridge Audio Evo One – recenzja

Przede wszystkim Cambridge Audio potrafi zaserwować nam niewiarygodnie wręcz niski, jak na tego typu urządzenie, bas. Jeżeli jeszcze postawimy go blisko tylnej ściany, to można będzie nawet w średniej wielkości pomieszczeniu osiągnąć dość mocno, że tak to ujmę, rozrywkowe poziomy głośności. Chociaż pozwolę sobie też postawić tezę, że w przypadku Evo One to akurat wcale nie tylko o ten poziom sensu stricte chodzi. A bardziej o to, że mamy tutaj naprawdę zaskakującą ilość bardzo dobrej jakości – jak na tego typu urządzenie – niskich tonów. Na „Twelve After Midnight” z płyty „The Energy of Sound” formacji T.A.A.W. („Trance Atlantic Air Waves” będąca projektem Michela Cretu z Enigmy) brytyjski system pokazał, że nie tylko potrafi wiarygodnie odtworzyć to, co dzieje się na samym dole pasma (może pomijając tą oktawę zarezerwowaną dla naprawdę wyczynowych subwooferów takich, jak chociażby wyższe modele RELa). Ale też, że potrafi to zrobić z odpowiednią kontrolą oraz czytelnością jednocześnie. Na utworze z płyty „The Energy Of Sound” niskie tony były zarówno płynne, jak i też bardzo dobrze zaznaczające rytm. A proszę mi wierzyć, tutaj pogubić potrafi się bardzo wiele systemów dzielonych, czyli takich, gdzie mamy osobno wzmacniacz i kolumny.

Jednocześnie już na tym utworze słychać było też i inną cechę Evo One – otóż urządzenie to generuje dużo dźwięku, w sensie, że dużo się tutaj, oprócz samego basu, działo. Jednocześnie przy wyższych głośnościach wcale nie było jakichś problemów – bo Cambridge Audio wcale nie popada tutaj w żadną krzykliwość. Oczywiście, w skali absolutnej słychać, że mamy do czynienia z urządzeniem zintegrowanym, że to nie jest zestaw za kilkadziesiąt tysięcy składający się z osobnych elementów. Jednakże trudno jest też oprzeć się wrażeniu, że także i od strony czysto technicznej, od strony wszystkich obiektywnych czynników – jest, jak na takie urządzenie, bardzo dobrze. Bo kolejną ważną w tym przypadku cechą będzie to, że Evo One nie skleja dźwięków ze sobą, nie uśrednia wszystkiego, jakbyśmy mogli się spodziewać po niektórych tańszych tego typu urządzeniach. Można się utwierdzić w tym słuchając chociażby „The Peppery Man” Natalie Merchant, gdzie wyraźnie słychać, że mamy do czynienia z bardzo dobrze zrealizowanym utworem (a w zasadzie albumem). Bo Evo One nam to też pokaże, w sensie takim, że czuć tutaj, że rozdzielczość tego systemu pozwala już na różnicowanie samych realizacji. I też świeży charakter brzmienia brytyjskiego systemu właśnie takim nagraniom całkiem dobrze służy. To jest tak swoją drogą kolejna rzecz, jaką trzeba zaznaczyć. Otóż Cambridge Audio nie gra brzmieniem zamulonym, czy też za bardzo ostrożnym. Tu skala jest bardziej po stronie entuzjazmu i witalności oraz – co też w sumie ciekawe – otwartości, aniżeli po stronie tworzenia na siłę i może w sumie niepotrzebnie nazbyt romantycznych klimatów.

Jednocześnie takie też brzmienie wcale tym spokojniejszym utworom nie przeszkadza. Nie sprawia, że stają się one na Evo One nazbyt nerwowe. Natomiast dodaje im energii i przede wszystkim mocno sprzyja przekazywaniu emocji w nagraniu, co wyraźnie było słychać na „Come Away With Me”, gdzie Norah Jones zaśpiewała z naturalnym spokojem, ale jednocześnie też wyraźnie, z obecnością. Evo bardzo dobrze pokazał też cały akompaniament, który tutaj grał obok i także w tle. Po przejściu na nieco żywszy repertuar słychać było z kolei coś jeszcze innego, co może w sumie umknąć w takim szybkim odsłuchu. A o czym wspomniałem już powyżej odnosząc się do utworu Norah Jones. Otóż Evo One brzmi bardziej przestrzennie, aniżeli recenzowany wcześniej Ruark R410. Wynika to oczywiście z samej jego konstrukcji, bo w Evo One mamy przecież dodatkową parę przetworników średnio i wysokotonowych po bokach. Było to szczególnie wyraźne na muzyce bardziej akustycznej, ale w sumie nie tylko. Bo takie przestrzenne granie dodaje rozmachu, odrywa percepcyjnie dźwięk od samego urządzenia i pozwala lepiej usłyszeć plany, nie tylko w sensie ich rozmieszczenia na scenie, ale też w ich ogólnej obecności.

Cambridge Audio Evo One

Cambridge Audio Evo One – podsumowanie

Pozwolę sobie nawiązać tutaj do kilku kwestii, jakie poruszyłem na wstępie tej recenzji. Otóż przede wszystkim to nieco inne urządzenie, aniżeli recenzowany wcześniej Ruark R410. Bo o ile oba są naprawdę dobre w tym co robią, to są to też jakby dwa spojrzenia na koncepcję sprzętu mocno zintegrowanego, a przy tym takiego, który potrafi w jednej obudowie połączyć nie tylko bardzo dobrą, szeroką i po prostu działającą funkcjonalność, ale też równie dobre, kompetentne i można nawet powiedzieć, że kompletne brzmienie. Ruark brzmiał z innym charakterem, idąc jednak w bardziej ciepłą stronę, klimatyczną stronę. I grał, jakby nie patrzeć nieco też bardziej środkiem pasma. Sam środek tego pasma miał też inny charakter. Evo One to z już z kolei bardzo poważny krok w stronę brzmienia na tyle szerokopasmowego i też na tyle przestrzennego, na ile z takiego urządzenia taki konkretnie rodzaj prezentacji można uzyskać. Cambridge Audio dedykowałbym przede wszystkim tym, którzy takiego brzmienia oczekują. Ale też tym, którzy po prostu lubią słuchać głośniej. Ale nie tylko, bo właśnie po bardzo dobrym Ruarku R410 mamy na rynku kolejne niezwykle udane urządzenie. To, że jest ono wypełnione po brzegi zaawansowaną techniką to jedno, jednak najważniejsze jest to, że po prostu gra dobrze. Nawet wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy stanął na wysokości zadania i śmiało sprawdzi się, jeżeli ktoś wpadnie na pomysł słuchania za pomocą Evo One czarnych płyt.

Jest jeszcze kwestia funkcjonalności – ta jest bardzo szeroka, przy tym pamiętajmy, że tutaj przy korzystaniu z bardziej zaawansowanych funkcji trzeba będzie użyć aplikacji. Ruark w tym sensie był bardziej analogowy, Evo One tutaj bardziej dotrze do tych, którzy chcą mieć pełną kontrolę nad zarówno funkcjami, jak i brzmieniem tego typu urządzenia. To po prostu dwa różne podejścia, przy czym oba są jak najbardziej słuszne. Poza tym, tak na koniec wspomnę o jeszcze jednej bardzo istotnej rzeczy. Otóż Evo One nie tylko sprawia wrażenie urządzenia dopracowanego, ale takim jest w istocie. Tutaj po prostu wszystko działa tak, jak powinno, cały czas mamy wrażenie – z użytkowego punktu widzenia – z urządzeniem kompletnym. Pełna rekomendacja.

Dystrybutor: Audio Center Poland https://audiocenter.pl
Cena: 6990 PLN