Tyle w temacie samych przetworników. Jeżeli zaś chodzi o zasilającą je elektronikę, to zastosowano tutaj osobne wzmacniacze dla każdego z nich. Pracują one w klasie D i mają sumaryczną – według producenta – moc 700W. Oczywiście do takich deklaracji należy podchodzić z odpowiednim dystansem, jednakże faktem jest, że każdy przetwornik ma dedykowany, osobny wzmacniacz, sam zaś podział pasma jest aktywny. Jednocześnie w zastosowaniu klasy D nie upatrywałbym w tym przypadku niczego złego. I to nawet nie dlatego, że taki Ruark R410 także korzystał z tej technologii amplifikacji. Ale bardziej ze względu na to, że nowoczesne wzmacniacze tego typu potrafią już zagrać bardziej, niż poprawnie. A poza tym pomieszczenie aż 14 osobnych kanałów amplifikacji pracującej w klasie AB byłoby w tego typu urządzeniu rzeczą po prostu trudną. Nie tylko ze względu na wymiary, ale także z uwagi na wydzielane ciepło. Poza tym od tego typu urządzenia często oczekuje się też odpowiedniej sprawności energetycznej, a tutaj klasa D ma jednak swoje niezaprzeczalne zalety.
Zanim zaś przejdziemy do samego brzmienia Evo One chciałbym jeszcze wspomnieć o kilku ważnych kwestiach związanych z jego funkcjonalnością oraz działaniem na co dzień. Cambridge Audio obsługuje chyba wszystkie możliwe sposoby odtwarzania muzyki, jakich moglibyśmy od urządzenia tego typu na dzień dzisiejszy oczekiwać. Jest zarówno obsługa Tidal Connect, jak i Spotify, czy Qobuza. Mamy też wsparcie dla Roona oraz możliwość odtwarzania za pomocą AirPlay. Jest też dostęp do stacji radia internetowego oraz możliwość odtwarzania – za pomocą aplikacji na urządzenia mobilne – z zasobów lokalnych. Bo przecież Evo One korzysta z własnej, opracowanej przez Cambridge Audio platformy strumieniującej Stream Magic, która tutaj występuje już w swojej czwartej generacji. I w tym właśnie upatrywałbym powodu tego, że to konkretne urządzenie pod względem działania tak na co dzień sprawuje się po prostu bez zarzutu.
Sam proces konfiguracji jest dość prosty, chociaż tutaj połączenie się poprzez sieć bezprzewodową było w sumie chyba prostsze niż w Ruarku. Jednakże wynika to poniekąd z samej filozofii działania urządzenia – bo to akurat w dużej mierze po prostu konfigurujemy przy użyciu aplikacji. A ta sama w sobie daje nam z kolei szerokie możliwości zarówno w zakresie odtwarzania, jak i także dokładnej konfiguracji samego urządzenia także w zakresie brzmienia. Do tych możliwości pozwolę sobie jeszcze powrócić w podsumowaniu, bo teraz pora na to, co najważniejsze. Czyli jak konkretnie Cambridge Audio Evo One potrafi zagrać.
Cambridge Audio Evo One – brzmienie
Pierwszą rzeczą, jaką zauważymy praktycznie od razu, zakładając, że zaserwujemy nowemu urządzeniu od Cambridge Audio jakiś trudniejszy repertuar będzie z pewnością to, co Evo One potrafi w zakresie tonów najniższych. To warto zaznaczyć już na wstępnie. Podobnie też jak i to, że system zintegrowany od Cambridge Audio gra jednak zupełnie inaczej, z inną manierą, aniżeli chociażby recenzowany jakiś czas temu Ruark R410. Inną kwestią będzie zaś to, że to też koncepcyjnie nieco inne urządzenie, także w zakresie samej części odpowiedzialnej za generowanie samego dźwięku. Bo tutaj wystarczy porównać sobie ilość przetworników w jednym i drugim urządzeniu.

