Cambridge Audio Evo One – recenzja

Bo, co zresztą wcale nie tak trudno wywnioskować, pewne drobne różnice konstrukcyjne bardzo często mogą powodować zupełnie inne odczucia, i to zarówno w kontekście samego brzmienia, jak i także codziennej obsługi. Zwłaszcza, że w przypadku tego typu mocno zintegrowanych urządzeń jest jeszcze wiele innych kwestii – takich, jak chociażby aplikacja sterująca – na które także warto zwrócić uwagę. Dlatego też przyjrzyjmy się najnowszemu Cambridge Audio Evo One z bliska i postarajmy się na te wszystkie pytania odpowiedzieć i nakreślić też to, dla kogo nowa propozycja brytyjskiej marki będzie najlepsza.

Cambridge Audio Evo One – konstrukcja i funkcjonalność

Już patrząc na samą bryłę urządzenia, to można odczuć nieodparte wrażenie, że producent chciał tutaj połączyć pewnego rodzaju wysublimowaną, ale jednak klasykę z dość dużą dozą nowoczesności. Podobnie mieliśmy swoją drogą we wspomnianym Ruarku R410, jednakże w tamtym przypadku nacisk był jednak bardziej na nawiązanie do klimatów – jakby nie patrzeć – retro. A tymczasem tutaj, w przypadku Evo One możemy jednak mówić o nowoczesnym z wyglądu urządzeniu, które w jakiś tam tylko sposób stara się w tą nowoczesność po prostu nie iść za bardzo, zbyt jednoznacznie. Wspominam o tym dlatego, że o ile jak wiadomo de gustibus non est disputandum, to jednak proszę mi wierzyć, że na żywo Cambridge Audio prezentuje się naprawdę nowocześnie. W tym momencie chciałbym zwrócić uwagę na jedną, taką dość praktyczną rzecz. Otóż o ile samo urządzenie wygląda smukle, to jest jednak nieco większe i przede wszystkim dużo cięższe, aniżeli mogłoby się wydawać. W końcu w jego środku pomieszczono aż czternaście przetworników oraz całą, wcale nie taką prostą elektronikę sterującą oraz amplifikację.

Cambridge Audio Evo One

Do tego oczywiście zaraz dojdziemy, natomiast skupmy się jeszcze na chwilę na tym, co widać z zewnątrz. Otóż mamy tutaj całkiem duży wyświetlacz, który może przy tym pełnić różne funkcje. Co ciekawe, mamy też możliwość, aby znalazły się na nim wskaźniki wysterowania, potocznie znane, jako VU Meters. To popularna ostatnio i lubiana przez użytkowników funkcja i bardzo dobrze, że producent ją zaimplementował. Pod samym wyświetlaczem znajdziemy całą linię dyskretnie podświetlonych przycisków. Nauczenie się ich obsługi wymaga co prawda chwili, ale wszystko jest tutaj logicznie rozplanowane. Same przetworniki z kolei znajdują się zarówno z przodu urządzenia, jak i także po jego bokach. Oraz z tyłu. I w tym momencie kolejna uwaga, czy też raczej takie luźne zalecenie – otóż Evo One to jedno z tych urządzeń, które oczywiście może stać blisko tylnej ściany (nawet można uznać, że powinno), to jednak warto mu zostawić trochę miejsca po bokach. Sam producent mówi, że:

Przestrzenny dźwięk został osiągnięty po części z użycia małych przetworników oraz umieszczenia ich po bokach. Daje to bardzo szerokie charakterystyki kierunkowe.

Cambridge Audio Evo One

Dlatego najlepszym otoczeniem dla Evo One będzie bliskość tylnej ściany (czy też jakiejś powierzchni z tyłu) przy jednoczesnym zapewnieniu mu nieco przestrzeni po bokach. Jest ku temu oczywiście jeszcze inny powód. Otóż w przypadku tego akurat urządzenia mamy przetworniki basowe pracujące w konfiguracji obudowy zamkniętej. W dodatku tych dedykowanych przetworników nisko-tonowych jest aż sześć. Producent taką decyzję wyjaśnia w sposób następujący:

Zdecydowaliśmy się na obudowę zamkniętą dla przetworników nisko-tonowych. Takie rozwiązanie oferuje lepszą kontrolę basu, ale posiada mniejszą skuteczność w porównaniu do rozwiązania z obudową bass-reflex. Dlatego dodanie większej ilości przetworników nisko-tonowych jest bardzo pomocne dla uzyskania najlepszego balansu.