Cambridge Audio Evo 150 SE – recenzja

Przy okazji słuchania albumu jakże znanej amerykańskiej kapeli tak nieco mimochodem wyszła inna, moim zdaniem dość ważna cecha brzmienia nowego Cambridge’a. Otóż jest nią nawet nie tylko stereotypowo pojęta muzykalność, co bardziej melodyjność przekazu. Wynika ona poniekąd z dużej energii w tym przekazie zawartej (sporą rolę odgrywają w tym niskie tony), ale także z tego, że Evo całkiem nieźle radzi sobie ze zmianami tonacji. W tym, oraz w całościowym charakterze dopatrywałbym się największych zmian w stosunku do poprzednich generacji klasy D oraz także największych zalet.

Pozwolę sobie jeszcze na kilka słów odnośnie przestrzenności oraz potencjalnej synergii z kolumnami. Przede wszystkim 150ka w wersji SE gra dość szeroko, raczej blisko i tutaj pierwsze plany grają wiodącą rolę. Samo brzmienie ma barwę po minimalnie cieplejszej stronie, ale też raczej widziałbym Cambridge’a w połączeniu z bardzo dobrze, głęboko obrazującymi kolumnami z łagodną, miękką barwą. „Peppery Man” Natalie Merchant pokazał, że Evo bardzo dobrze radzi sobie z takimi małymi składami, gdzie trzeba wyraźnie zogniskować kilka pozornych źródeł na scenie. Przy gęstszych aranżacjach jest po prostu… gęściej, ale nie jest to brzmienie, które oferuje hiper-rozdzielczość. Czuć po prostu, że tutaj akcenty zostały położone bardziej na zachowanie odpowiedniej barwy oraz ogólnie pojętej muzykalności. I w sumie chwała producentowi (czy też producentom) za to.

Wzmacniacz gramofonowy całkiem nieźle wkomponowuje się w całościową koncepcję brzmienia, jest na poziomie tego znanego z Evo One, przy gramofonach z wkładkami za kilkaset złotych (a raczej takie do niego będziemy podłączali) sprawdzi się z nawiązką. Wzmacniacz słuchawkowy jest, bo jest, natomiast traktowałbym go, jako dodatek, aczkolwiek budżetowe Sundary napędził bez większych problemów.

Cambridge Audio Evo 150 SE – podsumowanie

Przyznam Państwo szczerze, że zanim biorę jakieś urządzenie do zrecenzowania, to staram się dowiedzieć wcześniej, że co jest ono – głównie z brzmieniowego punktu widzenia – warte. W tej sposób nie muszę zarówno naginać rzeczywistości, jak i także nie funduje sobie słuchania muzyki w postaci, która byłaby trudna do zaakceptowania. Nowym Evo zainteresowałem się z przyczyn stricte technicznych. Bo dobrze znane mi się nowe wzmacniacze od Puri-Fi (1ET400 i pochodne), które osobiście uważam za pewien przeskok jakościowy. Natomiast jakiś czas temu dotarła do mnie informacja o tym, że nowe Hypexy NCOREx są na równie wysokim poziomie. I, krótko mówiąc – postanowiłem to sprawdzić.

Wnioski z tego są w sumie dość proste. Otóż Cambridge Audio Evo 150 SE to znakomite urządzenie w swojej koncepcji funkcjonalnej. Znakomite także uwzględniając naprawdę dobrze brzmienie. Czy będzie ono lepsze od dzielonych komponentów w podobnej cenie, w tym także amplifikacji pracującej w klasie AB? I tak i nie. Pozwolę sobie ująć sprawy jeszcze inaczej: będzie nieco inne. Pamiętajmy o tym, że zdecydowana większość „liniowych” wzmacniaczy zintegrowanych poniżej, dajmy na to, tych kilku tysięcy złotych – także ma swoje problemy. Jednym z nich jest chociażby tak zwany GM-doubling, czyli zmiana transkonduktancji stopnia mocy przy wyjściu z klasy A.

Jednakże pomijając już zawiłe kwestie techniczne, to powiem tak: dobre w skali absolutnej brzmienie połączone z naprawdę znakomitą funkcjonalnością czynią z Cambridge Audio Evo 150 SE urządzenie, które z łatwością można zarekomendować. Jeżeli ktoś ma mało miejsca, albo po prostu podoba mu się wizualnie i koncepcyjnie nowy „all-in-one” brytyjskiej marki – to powinien się nim zainteresować. Jedyne, co bym od siebie dodał potencjalnym zainteresowanym, to warto do niego odpowiednio dobrać kolumny. Bo to jest jeden z tych sprzętów, które podłączone do przypadkowych kolumn zagrają tylko dobrze, a z odpowiednio dobranymi – będą naprawdę zaskakiwać.

Mam jeszcze taką refleksję na koniec: otóż klasa D nieźle ostatnio ewoluuje. Najwidoczniej sami producenci modułów pracujących w tym akurat trybie zorientowali się, że wyniki pomiarów i liczby zer po przecinku to nie wszystko. Ponadto marki audio zaczynają coraz bardziej kombinować i modyfikować to, co gotowe otrzymują od producentów takich, jak chociażby właśnie Hypex. Na ostatnim AVS słychać to już było że w takich działaniach jest potencjał, chociażby po tym, co prezentował sobą mały, zintegrowany Lindemann. Cambridge Audio rozwija koncepcję urządzenia zintegrowanego i wynosi ją na poziom, który na tę chwilę może być jednym ze wzorów do naśladowania.

Adam Kiryszewski

Cena: 11490 PLN
Dystrybutor: Audio Center Poland https://audiocenter.pl