Cambridge Audio Evo 150 SE – recenzja

Cambridge Audio Evo 150 SE – budowa

Zacznijmy od samej formy urządzenia. Oraz od tego, jak jest ono od bardziej namacalnej, fizycznej strony wykonane. Designu nie wypada komentować, bo każdy będzie miał swoje na ten temat zdanie, to trzeba przyznać, że forma urządzenia jest po prostu niezwykle praktyczna, a całość, wraz z wykonaniem robi po prostu bardzo dobre wrażenie. Wrażenie to w sumie potęguje się, kiedy zerkniemy na tylną ściankę urządzenia – bo gniazd połączeniowych tam jest naprawdę bez liku.

Dlatego po kolei, zacznijmy od tych najbardziej oczywistych. Podwójne terminalne głośnikowe zostały umieszczone po obu stronach urządzenia, co upraszcza sprawę, jeżeli chodzi o ułożenie kabli. Natomiast, jeżeli chodzi o same już wejścia, to tutaj producent w sumie nieźle się popisał. Patrząc najpierw od strony wejść cyfrowych, to mamy dwa optyczne (TosLink), jedno koaksjalne (RCA), wejście HDMI z ARC, wejście USB audio (tutaj możemy podłączyć np. komputer), wejście USB na pamięci masowe. Całości dopełnia gniazdo Ethernet, bo anteny do WiFi są schowane. Do tego mamy jeszcze jedno małe gniazdo mini-jack, służy ono do podłączenia firmowego transportu CD, bo takowy Cambridge Audio także ma od pewnego czasu w ofercie.

 

Komentarza tutaj wymagają w sumie dwie rzeczy: po pierwsze wejście dla firmowego transportu CD nie „zajmuje” nam bardziej klasycznych wejść cyfrowych i te dalej pozostają w naszej pełnej dyspozycji. Ponadto wejście USB Audio ma bardzo rzadko spotykany przełącznik masy. Pozwala on bardzo skutecznie poradzić sobie z różnymi przydźwiękami w niektórych systemach poprzez „rozpięcie” albo połączenie mas audio, obudowy oraz złącza USB. Tak szczerze powiedziawszy, to pierwszy raz widzę taką funkcjonalność w urządzeniu typu „all-in-one”, za co niewątpliwie należy się uznanie Brytyjczykom. Przechodząc zaś do wejść i wyjść analogowych (niskopoziomowych), to tutaj także jest dość sporo. Przede wszystkim zwracają uwagę wejścia XLR, są one, jednakże wewnętrznie desymetryzowane, co zresztą potwierdził mi producent:

„Tak, wewnętrzna ścieżka sygnału jest niezbalansowana, więc sygnał zbalansowany z gniazd XLR jest konwertowany w stopniu wejściowych. Wejście XLR dalej zyskuje z wyższej odporności na szumy w porównaniu do RCA, zwłaszcza dla dłuższych przewodów”

W sumie powyższe jest całkiem zrozumiałe, są urządzenia „all-in-one” posiadające zbalansowany tor sygnału, jak przykładowo Arcam SA45 kosztujący w sumie ponad dwa razy więcej. Oprócz wspomnianego wejścia XLR, mamy też jedno wejście RCA (niezbalansowane), które specjalnego opisu nie potrzebuje, dodatkowo wejście gramofonowe MM (z przyłączem dla uziemienia), wyjście na subwoofer (jedno RCA) oraz wyjście pre-out (para RCA). Jeżeli do czegoś miałbym się doczepić, i to tak naprawdę mocno na siłę, to przydałaby się druga para gniazd wejściowych RCA, ale też z drugiej strony producent zaimplementował gniazda XLR, więc i tak tutaj wszystko całościowo wychodzi na plus. Mamy jeszcze gniazda wyzwalacza oznaczone jako „Trigger” oraz port RS-232C do zintegrowania Evo z systemami automatyki domowej. Reasumując temat możliwości połączeniowych – jest wszystko, czego potrzeba. Zwraca na siebie uwagę bogactwo wejść cyfrowych, z USB Audio na czele, bo wielu producentów idzie w urządzeniach strumieniujących nieco na łatwiznę i tego akurat wejścia nie implementuje.

Równie dobrze przedstawiają się możliwości autorskiej platformy strumieniującej StreamMagic, w jej bodajże czwartej już wersji. Producent chwali się, że:

„StreamMagic cały czas ewoluuje mając więcej i więcej funkcji, jak ostatnio wprowadzony 7-io pasmowy korektor graficzny, nowe wskaźniki VU, czy wsparcie dla Spotify Lossless oraz Qubuz Connect”