Cambridge Audio Evo 150 SE – recenzja

Oczywiście ta nowa funkcjonalność może wielu potencjalnych nabywców zainteresować. Ja natomiast chciałbym tutaj zwrócić uwagę na coś bardziej praktycznego. Otóż streaming w Cambridge Audio działa bardzo stabilnie. Czuć tutaj po prostu, że autorska platforma brytyjskiego producenta nie jest dziełem przypadku – i po prostu spełnia swoje zadanie. Funkcjonalność to jedno, całkiem rozbudowana aplikacja to jeszcze inna materia. Natomiast już tak bardziej po ludzku i „organoleptycznie” ujmując sprawy, to tutaj wszystko działa.

Platforma StreamMagic obsługuje wszystkie liczące się serwisy strumieniujące, jakich obsługi można by od takiego urządzenia na dzisiaj oczekiwać (Tidal, w tym Tidal Connect, Spotify, itd.), ma też wsparcie dla Roona. Dodatkowo, w Evo 150 SE zaimplementowana została też obsługa Bluetooth 4.2. Tutaj mamy wsparcie dla kodeków SBC, aptX i aptX-HD. Nie jest to ani najnowszy standard BT, nie ma też wsparcia dla nowego kodeka aptX Lossless, jednakże przy tak rozbudowanej funkcjonalności strumieniowania po WiFi – to raczej traktowałbym, jako detal.

Patrząc zaś z bardziej użytkowej strony, to aplikacja działa bardzo dobrze, interfejs użytkownika w samym urządzeniu sprawia jeszcze lepsze wrażenie. Natomiast śmiem twierdzić, że większość użytkowników nie będzie używać zbyt często ani jednego, ani drugiego, bo obsługa platform strumieniujących w wersji „Connect” jest w przypadku Evo 150 SE (oraz wcześniejszego EVO One) naprawdę znakomita. Tyle odnośnie ogólnie pojętej strony bardziej software’owej, powiedzmy kilka słów o tym, co w najnowszym Cambridge’u znalazło się w jego środku. Pierwszą kwestią jest to, że zastosowano tutaj końcówki mocy pracujące w klasie D zaprojektowane przez Hypexa. Producent uzasadnia to tak:

„Rozmiar odgrywał sporą rolę w podejmowaniu decyzji. Jest fizycznie niemożliwym, aby „zmieścić” taką samą ilość mocy w klasie AB w tej wielkości (obudowie – przyp. Red). Evo nie jest pomyślany, aby zastąpić tradycyjny zestaw komponentów hi-fi dla purystów, ale żeby dać alternatywne rozwiązanie dla wszystkich, którzy mają ograniczoną przestrzeń albo oczekują dobrze wyglądającego i łatwego w użyciu urządzenia.”

Jeżeli zaś chodzi o sam już wybór takiego a nie innego rodzaju modułów wzmacniających to producent z kolei uzasadnia to tak:

„To proste – przetestowaliśmy różne rozwiązania w zakresie klasy D i Hypex był tym najlepiej brzmiącym.”

Oczywiście można by tutaj dodać, że „najlepiej brzmiącym” w takiej konkretnej konfiguracji, natomiast już ciekawsze jest wytłumaczenie odnośnie samej konstrukcji końcówek mocy:

„Wersja SE korzysta z najnowszej generacji pętli sprzężenia zwrotnego, która nazywa się NCOREx i jest to (Evo 150 SE – przyp. Red.) pierwszy komercyjny produkt korzystający z tych konkretnych modułów wzmacniacza.

Wszystkie konstrukcje Hypexa korzystają z topologii sprzężenia zwrotnego uwzględniającej filtr wyjściowy, ponieważ to gwarantuje najlepsze osiągi. NCOREx jest ewolucją, która jeszcze bardziej obniża impedancję wyjściową, zwłaszcza dla wysokich częstotliwości gwarantując płaskie i pozbawione nierównomierności pasmo przenoszenia w słyszalnym zakresie i poza nim. Evo 150 SE posiada także przeprojektowany stopień przedwzmacniacza w porównaniu do poprzedniego Evo 150. Dodatkowy tuning został dokonany tak, aby jeszcze bardziej polepszyć doznania muzyczne.”