Velodyne Acoustics MiniVee X – recenzja

Tymczasem wszystko było, patrząc poprzez skalę absolutną – po prostu dobrze odtworzone, na swoim miejscu. A patrząc poprzez pryzmat ceny oraz wielkości samego MiniVee X oraz faktu, że subwoofer ten posiada jednak membranę bierną (czyli nie jest w konfiguracji obudowy zamkniętej) to całościowy efekt był nawet bardzo dobry. Na AES Dana „Inks” dało się wyczuć, że ten akurat model Velodyne’a idzie pół kroku w stronę miękkości, czy też płynności brzmienia, że droższe, dużo większe (i przede wszystkim także dużo droższe) subwoofery, zwłaszcza te w obudowie zamkniętej z różnymi potencjalnie „dziwnymi patentami” (jak np. wspomniane dwa aktywne przetworniki na przeciwległych ścianach obudowy) potrafią jeszcze lepiej niski bas zdefiniować, dostarczyć twardszy, mocniejszy impuls. Ale tę różnicę będziemy mogli zauważyć dopiero, jeżeli porównamy MiniVee Q bezpośrednio z czymś zarówno droższym, jak też większym.

Velodyne MiniVee X

 

Jest jeszcze jedna kwestia, na którą chciałbym zwrócić uwagę. Przejdźmy przy tym do muzyki już nieco mniej elektronicznej. A bardziej takiej, gdzie dobrze zarejestrowano przestrzeń. Bo ta de facto z dobrze skonfigurowanym subwooferem (albo najlepiej – dwoma, chociaż to temat na osobną historię) staje się lepsza, bardziej sugestywna, bardziej namacalna. I to wbrew temu, co niektóre obiegowe opinie mogą twierdzić. Słychać to było nie tylko na płycie „Convergence” Malii i Borisa Blanka, ale także w realizacjach na żywo takich, jak chociażby Pink Floyd „Pulse”, gdzie MiniVee X świetnie wspomógł oddanie przestrzeni i atmosfery stadionu. Jednocześnie, co niezwykle ważne, przy odpowiednich ustawieniach czuć, że nic się nie pogarsza, sekcja rytmiczna na „Live in Monte-Carlo” Marcusa Millera realnie zyskała w porównaniu do samych kolumn głównych odtwarzających bas. Chodzi mi tutaj także o to, że subwoofer Velodyne jest całkiem dobrze wytłumiony poza pasmem jego pracy – nie zaburza nam środka pasma i wyższego basu (no chyba, że ustawimy zbyt wysoką częstotliwość podziału (takowa może mieć większy sens przy zastosowaniu dwóch subwooferów, ale to oczywiście szerszy temat). Natomiast – i to jeszcze raz chciałbym podkreślić – jeżeli odpowiednio zgramy go z resztą systemu, to oddanie przestrzeni powinno się poprawić.

Velodyne MiniVee X

Velodyne MiniVee – podsumowanie

Ujmę to tak: im więcej różnej muzyki słuchałem mając niemiecki subwoofer włączony w system, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że bardzo dobrze wypośrodkowano tutaj ilość basu do jego rozciągnięcia i kontroli. Oczywiście, w skali absolutnej ta ilość będzie ograniczona (ale, co ciekawe, nie aż tak, jakby mogło się wydawać – o tym już za chwilę), tutaj fizyki nie oszukamy. Natomiast patrząc już tak bardziej całościowo, to w tej koncepcji, przy tej formie, jaką Velodyne MiniVee X posiada – producent naprawdę stanął na wysokości zadania. I stworzył produkt praktycznie kompletny. Kompletny w sensie takim, że nie mamy w przypadku MiniVee X wrażenia, że poświęcono jakiś element, jakiś aspekt jego działania czy brzmienia na korzyść innego. A jeżeli już wspominaliśmy o niewielkich w sumie wymiarach oraz kwestiach ilości oraz zasięgu (rozciągnięcia) niskiego basu – to pozwolę sobie jeszcze raz do tego nawiązać. Otóż śmiem twierdzić, że potencjalni zainteresowani tym akurat modelem niemieckiego producenta będą zainteresowani niewielkim modelem marki Velodyne właśnie ze względu na jego formę. I jedynym dylematem, jaki mogą mieć – będzie jakość generowanego przez MiniVee X basu. A także, nie oszukujmy się, jego ilość. Tutaj chciałbym ich uspokoić – wszystko jest w jak najlepszym porządku. A nawet lepiej. Koncepcja stworzona już ładnych lat temu przez Davida Halla została tutaj rozwinięta i wzbogacona o nowoczesną elektronikę. A ta – mam tutaj w szczególności na myśli wbudowaną kalibrację – sprawdza się bardzo dobrze. Rekomendacja.

Adam Kiryszewski

Cena: 5599 PLN

Dystrybutor: 21Distribution https://21distribution.pl/