Velodyne Acoustics MiniVee X – recenzja

Velodyne MiniVee X

Velodyne Acoustics MiniiVee X to kompaktowych rozmiarów subwoofer, który oferuje nam niemiecki producent od lat specjalizujący się w dedykowanych dla najniższego basu rozwiązaniach. Jednocześnie ten akurat model jest propozycją w pewnym sensie szczególną i ciekawą zarazem. Bo tak się akurat składa, że będący przedmiotem tejże recenzji MiniVee X jest poniekąd większą wersją modelu MicroVee X. A jeżeli już przy rozmiarach jesteśmy, to właśnie na nie powinniśmy najpierw zwrócić uwagę. Otóż MiniVee X to – patrząc od geometrycznej strony – sześcian o wymiarach ścianki 29 mm. Inaczej rzecz ujmując, jest to naprawdę niewielki subwoofer, który ma zaoferować nam naprawdę spore możliwości, także w zakresie konfiguracji.

Do tego oczywiście jeszcze dojdziemy, bo teraz warto powiedzieć kilka słów o samej marce oraz jej historii. A ta jest naprawdę – z wielu powodów – niezwykle interesująca. Otóż Velodyne została założona w 1979 roku w Dolinie Krzemowej przez Davida Halla, a sama jej nazwa wzięła się z pasji założyciela do wyścigów rowerowych. Firma od razu skupiła swoje działanie na subwooferach. I znana jest za tak zwaną „wielką wodą” chociażby z tego, że w 1983 roku opatentowała rozwiązanie o nazwie „High Gain Servo Speaker System”. Nieco lepiej zaznajomieni z techniką będą oczywiście wiedzieć, że chodzi tutaj o układ korzystający z akcelerometru mierzącego ruch membrany i przesyłającego w czasie rzeczywistym informacje o nim do obwodu korygującego we wzmacniaczu. Układ ten znany potocznie jako „servo” stał się już wtedy wizytówką firmy i umocnił jej pozycję na rynku.

Pierwszym produktem firmy wykorzystującym to rozwiązanie był subwoofer ULD-18 posiadający – jak sama nazwa wskazuje – przetwornik o średnicy osiemnastu cali zasilany przez wzmacniacz o mocy 400W. Model ten posiadał wspomniany układ „servo” i był ogólnie uznawany za konstrukcję, przez którą Velodyne stała się marką dobrze rozpoznawalną na audiofilskim panteonie. Swoją drogą, pewną ciekawostką niech będzie to, że firma wtedy, w tamtych czasach mieściła się pod adresem nie innym, jak „355 Digital Drive, Morgan Hill” w Kalifornii, a najwyższa obecnie seria subwooferów jakie Velodyne może nam zaoferować nosi właśnie nazwę Digital Drive. Przypadek? Nie sądzę.

Velodyne MiniVee X

Wróćmy jeszcze do postaci Davida Halla. Czyli człowieka, od którego się to wszystko zaczęło. Otóż w latach 90-tych rozszerzył on spektrum swojego działania i w ten sposób powstała chociażby Velodyne LIDAR zajmująca się technologią typu „LIght Detecting And Ranging”. To oczywiście nie jedyny projekt biznesowy, jaki Hall stworzył w późniejszych latach, bo o tym można by opowiadać naprawdę długo. Wystarczy natomiast wspomnieć, że na tę chwilę założyciel marki Velodyne posiada ponad 75 patentów, które głownie dotyczą technologii czujników oraz systemów typu LIDAR. Jeżeli zaś o samą Velodyne chodzi, to ta z kolei została od Halla zakupiona w 2019 przez firmę Audio Reference z Hamburga, która była przez długie lata dystrybutorem amerykańskiej wtedy jeszcze marki. Co ciekawe, Audio Reference zakupił nie tylko całe stany magazynowe, ale też części zamienne, patenty, plany konstrukcji oraz wszystkie maszyny potrzebne do produkcji. Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Otóż zmiany właścicieli, przejęcia marek nie są w sumie niczym nowym w tej branży. Natomiast tutaj nie było sytuacji, że ktoś kupił markę tylko dla samej nazwy. Poza tym nowy właściciel i de facto obecny właściciel Velodyne Acoustics GmbH to naprawdę poważny gracz na rynku audio. Bo ma w swojej dystrybucji takie marki, jak chociażby Wilson Audio, Dan D’Agostino czy VTL.

Wracając zaś do samego subwoofera będącego przedmiotem tejże recenzji, to jest on wcale nie mniej ciekawy. To, jak już wspomniałem, niewielkie urządzenie, do tego całkiem ładnie wyglądające. I w pewnym sensie można by nawet powiedzieć, że – gdyby nie lakier fortepianowy – to nawet nieco niepozorne. Tymczasem jest to zaawansowana tak naprawdę konstrukcja. Skrywa ona wzmacniacz o mocy 800W (swoją drogą, pierwsza wersja MiniVee pojawiła się na rynku w połowie lat dwutysięcznych i miała amplifikację o mocy 1kW) oraz wejścia nisko i wysokopoziomowe. A na dodatek MiniVee z „X” w nazwie posiada też coś, co niektórych powinno naprawdę zainteresować. Mowa tutaj oczywiście o funkcji kalibracji, która pozwala nam skorygować charakterystykę pomieszczenia. Producent dołącza do MiniVee X nie tylko mikrofon, ale możemy też za pomocą aplikacji na systemy Android i iOS samemu ustawić preferowaną przez nas charakterystykę. Przetwornik jest jeden, o średnicy 8” i dużym skoku współpracujący z umieszczoną po przeciwnej stronie obudowy membraną bierną o tej samej średnicy. Innymi słowy, mamy niewielki subwoofer, który napakowany jest techniką. A na dodatek ma nam – przynajmniej w teorii – dostarczyć sporo dobrego jakościowo basu. Za to wszystko na tę chwilę należy zapłacić kwotę 5599 złotych. Czy to dużo? Przekonajmy się…