Velodyne Acoustics MiniVee X – recenzja

Zanim już przejdziemy do opisu brzmienia, to warto jeszcze rzucić okiem na tylną ściankę. Znajdziemy na niej pełen komplet wejść i wyjść liniowych, i to zarówno w standardzie RCA, jak również, co ważne – XLR. Nie każdy subwoofer w tej cenie ma zbalansowane złącza liniowe, więc tutaj plus dla niemieckiej marki. Dodatkowo znajdziemy wejścia wysokopoziomowe – te pozwalają na podłączenie subwoofera bezpośrednio do terminali głośnikowych wzmacniacza. Niektórzy uważają, że to lepszy pomysł, ale to może zostawmy na inną historię. Ponadto mamy też dwa pokrętła – jedno do regulacji poziomu, drugie częstotliwości podziału, złącza typu „trigger” oraz przełącznik trybu czuwania. Velodyne MiniVee X to subwoofer może i niewielki, ale patrząc poprzez pryzmat złącz – ma wszystko, czego możemy potrzebować. A nawet więcej, to technicznie bardzo dopracowane urządzenie. Dodatkowo aplikacja sterująca jest pewnego rodzaju wisienką na torcie. Także od strony czysto technicznej bez większych zastrzeżeń. Zwrócę tylko uwagę na to, że lakier fortepianowy lubi gromadzić ślady palców. Ale to tak naprawdę tyle.

Velodyne MiniVee X – brzmienie

Opisując brzmienie każdego praktycznie subwoofera, trzeba zwrócić uwagę na nieco szerszy kontekst. A już bardziej konkretnie na takie kwestie, jak zgranie samego subwoofera z głównymi kolumnami, jego ustawienie w pomieszczeniu oraz samo ustawienie parametrów działania głośnika dedykowanego do niskiego basu. Wspominam o tym dlatego, że w dużej mierze te wszystkie rzeczy będą decydowały o samym zgraniu subwoofera z resztą systemu. A przez to bezpośrednio wpłyną na to, jakie wrażenie sprawi taki akurat dodatek do systemu audio na słuchaczu. Trzeba też wspomnieć o tym, że mając możliwość regulacji nie tylko poziomu głośności, ale i częstotliwości odcięcia oraz fazy także możemy wpływać na pewne aspekty brzmieniowe. Że już nie wspomnę o funkcji Auto EQ oraz korektorze parametrycznym, do którego mamy tutaj dostęp z poziomu aplikacji na telefon. Velodyne MiniVee X przetestowałem w kilku różnych konfiguracjach, różnych ustawieniach, z włączoną funckją Auto EQ, bez niej, dlatego opis brzmienia będzie wypadkową tak, aby potencjalny zainteresowany miał odpowiedni punkt wyjścia. Także w kwestii wyboru tego, bądź też innego subwoofera. Po kolei zatem.

Velodyne MiniVee X

Velodyne MiniVee X oferuje bas, który przede wszystkim zdaje się nie tylko zaprzeczać wymiarom samego subwoofera jeżeli chodzi o jego ilość, ale przede wszystkim jest – biorąc pod uwagę także i cenę samego subwoofera – po prostu dobry jakościowo. Odsłuchy rozpocząłem od utworów zawierających wygenerowany elektronicznie, syntetycznie stworzone niskie i najniższe rejestry. A konkretnie od muzyki filmowej i płyty Hansa Zimmera z filmu „Rush”. Impulsy basowe na utworze „Watkins Glen” z tej płyty zostały odtworzone przede wszystkim z bardzo dobrą energetyką, dynamicznie, nie były też nadmiernie zmiękczone. Generalnie nie dało się odczuć, że do brzmienia dorzucone zostały jakieś artefakty, chociażby te wynikające z działania portu bass-refleks, czy też – w tym przypadku – membrany biernej. MiniVee X idzie w basie w stronę bardziej płynności i zapewnienia stałej podstawy basowej, aniżeli w stronę taką typowo referencyjną, czy też – jak kto woli – monitorową.

Velodyne MiniVee X

Natomiast już na pierwszych utworach słychać, że jest to subwoofer, którego działanie może być naprawdę dyskretne. Dyskretne w sensie takim, że jeżeli ustawimy w nim odpowiednio niską (w stosunku do głównych kolumn) częstotliwość podziału, to faktycznie będzie on działał wtedy, kiedy jest to potrzebne. Bardzo wyraźnie słychać to było na Bonobo „Kiara” z płyty „Black Sands”. Niski bas był odpowiednio punktowy, zaznaczał rytm utworu, ale nie starał się zdominować swoją obecnością całego nagrania. Nie chodzi mi bynajmniej o jego poziom, bo tej przecież możemy ustawić, ale o całościowy charakter oraz zgranie się z resztą pasma. Podobnie było na następnym niezwykle ciekawym pod względem zawartości niskiego basu utworze, czyli na „Twelve After Midnight” formacji T.A.A.W (projekt Michela Cretu z Enigmy). To bardzo dobry utwór pokazujący na ile dane przetworniki dedykowane dla niskiego basu potrafią sobie poradzić z dużą ilością infrasonicznej energii, którą jeszcze należy dobrze kontrolować. Jeżeli basu jest tu za mało, utwór ten traci swoją charakterystyczną energię, jeżeli natomiast ten najniższy jest zbyt „przeciągnięty” – to nie ma swojego równie charakterystycznego impetu.