Sonnet Morpheus MK2 to przetwornik cyfrowo-analogowy produkowany przez holenderską firmę, której właścicielem jest Cees Ruijtenberg. To postać znana będzie zapewne wszystkim uważniej śledzącym meandry cyfrowego audio, bo swego czasu odpowiedzialna była za spory sukces rynkowy przetworników pod szyldem Metrum Acoustics. To, co przy tym łączy te dwie marki, to fakt, iż w obu przypadkach mamy do czynienia z autorską implementacją architektury R2R. Czyli, inaczej rzecz ujmując, zarówno Sonnet, jak i Metrum opierają swoje przetworniki cyfrowo-analogowe o własną wersję, czy też interpretację koncepcji drabinki rezystorowej. To rozwiązanie – zwłaszcza ostatnimi czasy – staje się nad wyraz popularne. Mało tego, staje się nierzadko jednym z głównych argumentów marketingowych. Zwłaszcza na rynku, gdzie jeszcze kilka lat temu zdecydowana większość przetworników cyfrowo-analogowych bazowana była na architekturze delta-sigma. Jednakże trzeba też w przypadku urządzeń Ceesa Rujitenberga przyznać, że poprzez Metrum Acoustics był on jednym z pionierów wprowadzania tego typu rozwiązań na rynku. I miał też czas, aby swoją implementację w znaczący sposób na przestrzeni lat dopracować.
Co ciekawe i istotne zarazem – architektura R2R wcale nie jest jedynym znakiem rozpoznawczym tych urządzeń, czy to mowa o Metrum, czy właśnie o Sonnecie. Bo w obu tych przypadkach jest ona połączona z innym, także dość charakterystycznym rozwiązaniem. Mowa tutaj oczywiście o braku nadpróbkowania, czy też jakiejkolwiek obróbki sygnału cyfrowego, zanim trafi on do właściwego modułu, czy też modułów przetwornika. Koncepcja ta ma także trójliterową nazwę i znana jest jako NOS, czyli Non-Oversampling (proszę jej przy tym nie mylić jej z innym określeniem o tym samym skrócie, czyli „NOS” – „New Old Stock”, stosowanym głównie w kontekście lamp elektronowych).
O ile sam układ dyskretnej drabinki rezystorowej nie jest aż tak powszechny, bo niektóre firmy wprowadzają to rozwiązanie dopiero teraz do swoich bardziej ambitnych produktów, to już koncepcja NOS była z mniejszym lub większym powodzeniem stosowana od lat. Zwłaszcza w połączeniu z przetwornikami bazującymi chociażby na układach takich, jak Philips TDA1541. W tamtym przypadku miało to pewne swoje powody. Jak chociażby to, że o ile sam układ TDA1541 był cieszył się doskonałą opinią, to już akompaniujący mu filtr cyfrowy, czyli SAA7220 – już niekoniecznie. Dlatego też popularna była aplikacja wielobitowych przetworników takich, jak właśnie TDA1541, czy AD1862 właśnie w trybie NOS, czyli saute, bez układu filtra cyfrowego.
Wspominam o tym nie bez kozery, bo powyższe przykłady doskonale obrazują drugi biegun aplikacji konwersji cyfrowo-analogowej w stosunku do popularnych i powszechnych przetworników bazujących na tak zwanym SDM, czyli „Sigma-Delta-Modulation”. I to nie chodzi tutaj jedynie o stronę czysto techniczną, ale także o wynikające przecież z tejże kwestie brzmieniowe. Bo to właśnie przetworniki NOS na sławnym poniekąd układzie Philipsa miały być sonicznym panaceum na pozbawione barwy i naturalności brzmienie pierwszych generacji DACów bazujących właśnie na różnych wariacjach architektury delta-sigma. I to także symbol NOS pojawiał się na przetwornikach tak poważnych – jakby nie mówić firm – jak chociażby Audio Note.
Jednocześnie trzeba też zauważyć jeszcze inną, istotną w kontekście tejże recenzji prawidłowość. Otóż na przestrzeni lat przetworniki cyfrowo-analogowe mocno ewoluowały. Ewoluowały w zakresie całościowej konstrukcji, dopracowania szczegółów takich, jak stopnie konwersji prądowo-napięciowej, układy zegara, czy nawet zasilanie.
Przy czym sporym zmianom uległy same gotowe, dostępne niejako z półki, układy konwerterów. I o ile te wielobitowe, będące bardziej zintegrowaną wersją właśnie drabinki rezystorowej są już niemalże (o tym za chwilę) niedostępne, to tych oferujących architekturę delta-sigma jest bez liku. Na przestrzeni lat pojawili się także nowi i istotni gracze na rynku układów przetworników aspirujących do klasy najwyższej.
Przykładem niech będzie tutaj chociażby firma ESS Technolology ze swoimi układami Sabre, które teraz są już w kolejnej wersji, oznaczonej końcówką „39”. A przy tym wcale nie jest też tak, że przetworniki bazujące na ogólnie pojętej architekturze R2R, czy też inaczej sprawy nazywając, Multi-Bit stały w miejscu. Bo jeżeli chodzi o te bazujące na gotowych rozwiązaniach scalaków typu Multi-Bit – to one są dalej dostępne, tyle, że nie bazują już na układach wykonanych de facto do audio. Wystarczy spojrzeć chociażby na to, co oferuje nam amerykański Schiit, który korzysta z niekoniecznie łatwych do implementacji układów scalonych dedykowanych bardziej dla medycyny i wojska, aniżeli do audio.
