Sonnet Morpheus MK2 – recenzja

Otóż – pojawia się pytanie – czy de facto regulacja głośności w Sonnecie (czy to w modelu Morpheus, czy to Pasithea) jest de facto analogowa, czy też cyfrowa? Bo napięcie regulowane jest na stopniach przetwornika cyfrowo-analogowego, natomiast sama regulacja nie wpływa na „głębokość” bitową procesu konwersji. Warto zwrócić uwagę, że proces konwersji czas odbywa się w taki sam sposób, bo jedyne, co ulega zmianie – to wartość napięcia referencyjnego podawanego na płytki SDA-2 (Morpheus) i SDA-3 (Pasithea) przetworników. Doskonale wyjaśnia te kwestie Roelof Lochmans z Sonneta:

„Korzystając ze specjalnego przetwornika DAC zwanego przetwornikiem powielającycm (Multiplying DAC), napięcie stałe steruje tym, co znajdzie się na wyjściu drabinek R2R. Jeżeli na drabince jest małe napięcie, mały prąd, który będzie modulowany przez sygnał bit-perfect będzie na wyjściu. W rezultacie, wszystkie bity, które są przesyłane do Morpheusa trafiają do wewnętrznych modułów przetwornika. Nie modyfikujemy strumienia danych jak ma to miejsce w większości cyfrowych kontroli głośności (co powoduje dodanie dithera i fltrowania później, aby wyrównać nielinową fazę i problemy czasowe), ani też nie stosujemy (cyfrowego) potencjometru – bufora, który zabarwia dźwięk. Ponadto nie używamy VCA (Voltage Controlled Amplifier) dla kontroli głośności.”

Mało tego, sam producent podkreśla, że jego implementacja jest tutaj jedyna w swoim rodzaju:

„Zdecydowanie mamy unikalną implementację kontroli głośności, która w rezultacie jest bardzo transparentna. Niskie poziomy szumów są osiągane poprzez bardzo stabilne napięcie odniesienia. (…) To sprawia, że odpowiedź na szybkie zmiany głośności jest powolna. Część klientów może mieć wrażenie, że potencjometr głośności nie jest tak responsywny, że regulacja jest powolna przy szybkim kręceniu tym potencjometrem. To jest kwestia implementacji i jest to cecha, która sprawia, że mamy lepszą eliminację zakłóceń od zasilania i nisze tło szumów. Co więcej, słuchając z poziomu fotela i regulując głośność z pilota nie odczujemy żadnego laga”. 

Trudno się z tym nie zgodzić, bo faktycznie – lekkie opóźnienie zauważyłem dopiero przy korzystaniu z potencjometru w urządzeniu. Z pilota pewne opóźnienie jest wyczuwalne, ale gdybym się o tym nie dowiedział od producenta, to prawdopodobnie bym na to wcale nie zwrócił uwagi.

Sonnet Morpheus MK II – brzmienie

Pierwsze chwile z Sonnetem pokazują, że o ile faktycznie jedną z ogromnych zalet przetworników posiadających architekturę R2R jest barwa i ogólne pojęte wypełnienie, czy też, jak kto woli, nasycenie brzmienia – to nie są to jego jedyne, ani w jakiś szczególny sposób dominujące zalety. Generalnie jest też tak, że brzmienie, jakie oferuje nam Morpheus jest też na tyle odmienne od tego, co zazwyczaj prezentują nam – oczywiście uogólniając – przetworniki delta-sigma, że od razu wiadomo, że mamy do czynienia z innym jednak przepisem na muzyczną ekstazę. Abstrahując już od tego, na ile jest to kwestia wspomnianej architektury R2R, a na ile ma to związek z tym, że to także przetwornik w implementacji NOS – to słychać w tym brzmieniu również to, że tak całościowo ma ono po prostu inną esencję.

Sonnet Morpheus MK2

 

Przede wszystkim dlatego, że – jakkolwiek to zabrzmi – jest ono, patrząc tak przez pryzmat jego całokształtu, bardzo nietechniczne. A jednocześnie, przy tym, jak bardzo stoi po stronie muzyki, to jest także bardzo kompetentne w wielu zupełnie obiektywnych, dających się w stosunkowo prosty sposób ocenić właśnie technicznych aspektach. Ciekawa i jednocześnie obrazująca wiele sytuacja ma tutaj miejsce taka, że im dłużej będziemy Sonneta słuchać, tym bardziej będzie okazywać się, że wcale nie jest tak, że przetwornik ten gra dźwiękiem pastelowym, czy też w jakikolwiek sposób „przydymionym”. Bo to nie jest kwestia tego, że brzmienie jest w jakikolwiek sposób ciemne, a bardziej tego, że nie uświadczymy tutaj żadnej „elektronicznej”, czy też „cyfrowej” poświaty. Tutaj nie chodzi nawet o brak jakiegoś szklistego, czy też wyostrzającego w sztuczny sposób krawędzie nalotu. A bardziej o to, iż wyraźnie słychać, że Sonnet oferuje rozdzielczość, którą trudno jest postrzegać i określić inaczej, aniżeli przymiotnikiem „naturalna”.

Odsłuchy rozpocząłem od muzyki filmowej, a konkretnie od albumu „The Dark Knight (Collectors Edition)”, ścieżki dźwiękowej z filmu „Oblivion” oraz muzyki z kilku innych mniej, lub bardziej znanych produkcji. I od razu, już na M83 „Waking Up” słychać było nie tylko spójność, ale i organiczność brzmienia holenderskiego przetwornika. I zarazem pewnego rodzaju genetyczną wręcz czystość, i to bardzo specyficzne wrażenie, że w tym brzmieniu „coś jest bardzo w porządku”. To jeden z tych aspektów, które sprawiają, że muzykę odbiera się właśnie jako muzykę. A to, co słyszymy z całego – odpowiednio skonfigurowanego – systemu audio po prostu nas wciąga.

Na „The Starship Avalon” Thomasa Newmanna Sonnet stworzył niemalże atmosferę mistycyzmu. Tak, jeżeli komuś zależy na źródle, które odda nie tylko emocje, ale i atmosferę, tą eteryczną otoczkę nagrania – to Sonnet powinien być bardzo wysoko na liście. Przy czym – i nieco to będzie o tyle ciekawostką, co także cenną uwagą – niech nikt sobie nie myśli, że Sonnet w jakikolwiek sposób spowalnia nagranie, czy też gra w sposób nawet odrobinę zawoalowany.

Bo tak naprawdę jest to brzmienie podane bezpośrednio, aczkolwiek osiąga to w nieco inny, aniżeli mogłoby się wydawać sposób. Bo właśnie ta analogowość, czy – jak kto woli – naturalność bardziej opera się na tym, że Sonnet bardzo dobrze operuje właśnie krawędziami dźwięków. Nie mają one ani sztucznych wyostrzeń, ani też nie mają też żadnego przybrudzenia. Inaczej rzecz ujmując – przy całym swoim mało cyfrowym charakterze, Sonnet potrafi doskonale oddać kontury w brzmieniu, kiedy nadejdzie taka potrzeba. Naprawdę mało które urządzenie było w stanie oddać cały utwór „Operation Dinner Out” (Harry Gregson-Williams), i spokojniejszą pierwszą połowę i zmianę tempa w jego późniejszej części. Co też znamienne – Sonnet Morpheus MKII to także jedno z tych źródeł, które zachęca do słuchania większej, niż zazwyczaj głośności. A przy cichym słuchaniu pokazuje bardzo dużo.