Ruark R410 – recenzja

W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną, ważną rzecz. W R410 pracuje wzmacniacz działający w klasie D. Jednakże jego charakter brzmienia jest nie dość, że niezwykle strawny, to przy tym – na pewno nie nudny. A jeszcze inaczej rzecz ujmując – jest to bez wątpienia jedna z tych wariacji klasy D, która gra żywo, barwnie oraz entuzjastycznie. I o ile nie sili się specjalnie na jakąś wyszukaną neutralność, to tutaj można odnieść nieodparte wrażenie, że wzmacniacz jest dobrze zgrany z głośnikami. Słychać, że wysokie tony poczynają sobie czasami dość odważnie, jednakże zastosowano tutaj tekstylne kopułki wysokotonowe, których brzmienie nie męczy. Nawet pomimo tego, że góra pasma (przy ustawieniu korektora na „0”) ma swój wyraźnie zarysowany charakter.

W kwestii wspomnianego charakteru, to faktycznie – słychać, że Ruark podchodzi do tematu brzmienia nieco po swojemu, że pełna, idealna liniowość nie była tutaj głównym celem. I jest to też brzmienie tak „uszyte”, żeby sprawdziło się z różnymi źródłami, wliczając w to radio FM, DAB, czy transmisję stratną z telefonu. To też jest tak, że na zdecydowanej większości ludzi, którzy nie są za nadto zblazowani drogimi audiofilskimi sprzętami, to brzmienie zrobi bardzo dobre wrażenie. Wrażenie, które – co najważniejsze – nie będzie chwilowe. Bo okazuje się też, że Ruark jest o dziwo (a może i nie, biorąc pod uwagę doświadczenie marki w tworzeniu i kolumn głośnikowych i takich zintegrowanych urządzeń) zaskakująco dobry do… słuchania muzyki. Oczywiście nie będzie miał pewnych cech, czy też zalet systemu dzielonego za kilkanaście tysięcy złotych. Ale też jego limitacje nie będą ani dotkliwe, ani też nie będą przeszkadzać w odbiorze.

Ruark R410

Zamykając przy tym opis brzmienia, to powiem tak: pisząc te słowa słucham jednej z pierwszych płyt Nicolasa Bracegirdle’a, znanego lepiej, jako „Chicane”. Mowa konkretnie o wyprodukowanej w 2000 roku „Behind the Sun”. I dochodzę do wniosku, że tak długo, jak ktoś będzie chciał na R410 po prostu słuchać muzyki, bez porywania się na jakieś bardzo audiofilskie aspiracje – to będzie co najmniej zadowolony. Jednocześnie to, co było w sumie także i dla mnie sporym przy okazji tej recenzji zaskoczeniem, to fakt, że integracja głośników z obu kanałów w jednej obudowie wcale nie jest aż tak szkodliwa muzycznie jakby można się było tego spodziewać.

Ruark R410

I jeszcze coś – Ruark ma na pokładzie zarówno wejście liniowe, jak i przedwzmacniacz gramofonowy. I ten ostatni także przetestowałem. I całkiem nieźle spełnia on swoje zadanie, nie odstaje on w żaden sposób jakością od reszty urządzenia – i niektórym może się po prostu przydać.

Ruark R410 – podsumowanie

Najważniejsze jest tutaj to, że to brzmienie wciąga, Ruark R410 potrafi zarówno grać cicho w tle, jak i umie słuchacza muzyką po prostu zainteresować. I w tym widziałbym jego największą zaletę. Dla wszystkich, którzy chcą mieć tego typu urządzenie jest to na pewno bardzo dobra propozycja.

Poza tym, nie oszukujmy się, brzmienie jest tu oczywiście ważne, jednak odważę się zaryzykować pewną tezę. Otóż wiele osób zainteresuje się tym konkretnym modelem, bo po prostu spodoba im się design Ruarka. I w tym momencie to właśnie wszystkich tych, którzy zadecydują, mówiąc w prosty sposób, oczami – mogę zapewnić, że na brzmieniu także się nie zawiodą.

Dystrybutor: Audio Center Poland https://audiocenter.pl
Cena: 6890 złotych