Ruark R410 – recenzja

Otóż, jeżeli R410 będzie stał przykładowo na ławie, to jego bas będzie nieco inny, aniżeli w sytuacji, kiedy ustawimy go na stojącej przy ścianie komodzie albo np. w jakiegoś rodzaju półce. Inaczej rzecz ujmując – R410 zagra nam najpełniej (czy też precyzując: z największą ilością basu), jeżeli jego plecy będą „oparte” o tylną ścianę. Wtedy też bas będzie najrówniejszy i będzie schodził najniżej. A to ze względu na zjawisko znane jako „room gain”.

Ruark R410

Swoją drogą, tak patrząc w skali absolutnej, to bas z Ruarka może naprawdę pozytywnie zaskoczyć. Zwłaszcza tych, którzy nie są obeznani z tematem i założą, że R410 – ponieważ nie jest systemem dzielonym – będzie grał w niskich zakresach w jakiś sposób niemrawo, czy też anemiczne. Nic bardziej mylnego. Nawiązując jeszcze do płyty Beyoncé, to powiem, że utwór „Partition” zabrzmiał na Ruarku wręcz zaskakująco. To nawet nie chodzi o to, że basu było pod dostatkiem, co bardziej o to, że nie miało się wrażenia, że Ruark gra jedną częstotliwością. Dopiero na „Why So Serious” Hansa Zimmera przy głośności ustawionej powyżej 19 dało się wyczuć ograniczenia wynikające po prostu z praw fizyki.

Inną kwestią będzie jednak to, że w przypadku większości normalnych pomieszczeń, w których nie będzie adaptacji akustycznej, ilość basu z R410 będzie w zupełności wystarczająca, aby wzbudzić mody pomieszczenia. Bez problemu zrobimy zatem w normalnej wielkości pomieszczeniu na R410 także imprezę o głośności wystarczającej, aby wejść na lot kolizyjny z sąsiadami.

Ruark R410

Patrząc zaś na sprawy od takiej bardziej audiofilskiej strony – to w tym aspekcie zaskoczenie może być w sumie jeszcze większe. Bo o ile, z oczywistych względów, nie uświadczymy tutaj rozpostartej na kilka metrów sceny dźwiękowej, to da się też wyraźnie wyczuć coś innego. Jakkolwiek to zabrzmi – w brzmieniu R410 można wyczuć pewną głębię. Pozwolę może sobie to dokładniej wytłumaczyć: tak się składa, że na R410 wysłuchałem wiele płyt od początku do końca, wraz ze ścieżką dźwiękową z „The Dark Knight”. Ostatni utwór na tej płycie to „Rory’s First Kiss (Ryeland Allison Remix), na którym Ruark pokazał to, że w mamy do czynienia z różnymi, przenikającymi się wzajemnie planami. I zaprezentował też energetyczną, płynną, szybką i wciągającą prezentację.

Ruark R410

Z bardziej audiofilskim repertuarem R410 radzi sobie także co najmniej dobrze. „Sunday Afternoons” Vanessy Daou zabrzmiało z dobrą barwą instrumentów, żywo i z odpowiednią aurą. Analogicznie „Wuthering Heights” Kate Bush Ruark przekazał także w żywy sposób, brzmienie miało też duży sens patrząc tak od strony całościowej, muzycznej.