Ruark R410 – recenzja

A jeżeli już przy samej sekcji audio jesteśmy, to jeszcze warto wspomnieć o tym, że Ruark oferuje nam nie tylko regulację poziomu niskich oraz wysokich tonów. Znajdziemy w menu także funkcję „Stereo+ 3D”, która – jak sama nazwa wskazuje – nieco poprawia stereofonię.

RotoDial

Osobna uwaga należy się okrągłemu i bardzo oryginalnemu pilotowi, który producent dołącza do R410. Ma on dokładnie taką samą formę, jak kontroler znajdujący się na górnej ściance urządzenia. Tyle, że jest po prostu pilotem, na dodatek z ładowaniem przez USB i działającym radiowo (a dokładniej przez Bluetooth Low Energy). Jeżeli chodzi o praktyczną stronę takiego rozwiązania, to połapanie się, który przycisk jest od czego zajmuje tylko chwilę, po której szybko zaczniemy doceniać intuicyjność tego dodatku. Dla przykładu: możemy w R410 ustawić 20 globalnych presetów. A na pilocie (i analogicznie na sterowaniu na górnej ściance) mamy z kolei przycisk bezpośredniego do nich dostępu. Jednakże nie mniej ważna tu jest sama forma tego „pilota”, która jest odejściem od klasycznej, utartej koncepcji i po prostu powiewem świeżości.

Ruark R410

To, co jednak jest w tym wszystkim najważniejsze, to po prostu ergonomia i wygoda użytkowania na co dzień. Bo bądźmy szczerzy – nic nie zastąpi gałki regulacji głośności. Żadne przyciski, nawet gdyby były wykonane z diamentu. Także tutaj duże uznanie dla Ruarka za to, że podszedł do tematu nieco nieszablonowo. A jako ciekawostkę dodam, że kanadyjski Moon w swojej nowej kolekcji produktów o nazwie „The North Collection”, a konkretnie w źródłach – także zdecydował się na pilota o zupełnie niesztampowej formie.

Ruark R410

Jeszcze zamykając temat funkcjonalności, to dodam tylko, że menu i cała obsługa jest na tyle intuicyjna, że w miarę rozgarnięta osoba raczej nie poczuje konieczności, by sięgnąć po instrukcję. Konfiguracja WiFi wymaga chwilę czasu ze względu na sposób wpisywania hasła, ale wiadomo, że tutaj dla wygody najlepiej będzie użyć WPS. Samo WiFi działało stabilnie zarówno w paśmie 2.4, jak i 5 GHz. Tyle w kwestiach związanych z obsługą.

Ruark R410 – brzmienie

Pierwszą rzeczą, o jakiej trzeba w przypadku Ruarka R410 wspomnieć jest to, że względu na jego specyfikę, będziemy słuchać go nieco inaczej, aniżeli takiego klasycznego, audiofilskiego zestawu złożonego z kolumn i elektroniki do nich. Ruark R410 to zintegrowany system muzyczny, który możemy (i zapewne tak zrobimy) postawić na jakimś meblu typu komoda, półka, czy w sumie dowolnym innym o płaskiej powierzchni. Ma on zagrać w takiej konfiguracji, co także implikuje kolejną, istotną w sumie kwestię. Otóż oprócz tego, że na pewno pojawi się pytanie, jak Ruark wypełni brzmieniem przestrzeń, to zapewne ważna okaże się też jeszcze inna rzecz. Bo przecież mamy tutaj sytuację, że R410 słuchać będziemy przecież najczęściej pod kątem, a nie na wprost, jak klasycznego systemu stereo. Swoją drogą, równomierne charakterystyki kierunkowe oraz to, jak Ruark będzie brzmiał słuchając go w różnych miejscach pomieszczenia – to aspekty mocno ze sobą powiązane. Kolejną sprawą będzie też podstawa basowa, a w szczególności to, jak R410 poradzi sobie w pomieszczeniach rzędu 25-30 m2, czyli większych, aniżeli taka typowa sypialnia w tak zwanym nowym budownictwie. Bo nie ukrywajmy, obie te rzeczy mogą okazać się dla potencjalnie zainteresowanych tym akurat modelem brytyjskiego producenta niezwykle istotne.

I pozwolę sobie na nie od razu odpowiedzieć. Ruark R410 posiada znakomitą wręcz zdolność wypełniania całego pomieszczenia pełnym, nasyconym dźwiękiem. Także w kwestii basu jest zaskakująco wręcz – biorąc pod uwagę wielkość urządzenia – dobrze. Na neutralnych ustawieniach korektora utwór „Haunted” Beyoncé został odtworzony z bardzo wyraźną, mocną podstawą basową. Jednocześnie chciałbym tutaj zwrócić uwagę na kolejną sprawę.