No i właśnie, dochodzimy w ten sposób do kwestii, o którą zapewne wielu potencjalnie zainteresowanych zapyta – co z basem? Otóż z basem jest bardzo dobrze. Jest to jednocześnie nieco inny jednak sposób prezentacji niskich tonów, aniżeli chociażby ze wspomnianych wcześniej kolumn Acoustic Energy. Mnie to akurat w żaden sposób nie dziwi, natomiast Państwu należy się nieco szersze wytłumaczenie. Mojo 2 mają bardzo równo poprowadzony cały zakres basu, od jego wyższego przedziału, aż po średni. AE300.2 potrafiły przykładowo zejść nieco niżej, ale to z kolei Mojo 2 mają ten bas w jego wyższych rejestrach w naturalny sposób twardszy, lepiej zdefiniowany. System Aeroflex działa tutaj po prostu nieco inaczej, i także podejrzewam, że w szerszym zakresie, aniżeli taki typowy port bass-reflex.
Utwór „Bass & Drum Intro (Live) formacji Nils Lofgren Band” potwierdził to dość wyraźnie. Słychać na nim było, że o ile odtwarzanie niskich tonów w pewnym momencie na charakterystyce się po prostu kończy, to te częstotliwości, które Ophidiany odtwarzają, odtwarzają przede wszystkim dobrze. Dynamicznie i z odpowiednią – jak na takie kolumny – definicją. Nie udają przy tym większych konstrukcji, one po prostu prezentują swoją koncepcję na uzyskanie wiarygodnego brzmienia w niższych zakresach. Najważniejszą jednak cechą Ophidianów jest właśnie to brzmienie jako całokształt. Jak już powyżej wspomniałem, nie grają one tylko środkiem pasma. Nie jest to też taki typowy monitor, bo brytyjskie kolumny – jak już wspomniałem – mają całkiem dobrze, odważnie zaznaczone krańce pasma. To właśnie one składają się na całościowy charakter brytyjskich kolumn, dodając mu wigoru i animuszu. Na AES Dana „Inks” Ophidiany zaprezentowały brzmienie zaskakująco wręcz dobrze „rozpostarte”. I to zarówno, jeżeli chodzi o całe (możliwe dla takiej konstrukcji) pasmo, jak i także o generowanie sceny.
To jest właśnie kolejna kluczowa cecha tych kolumn – przestrzeń. O ile Mojo 2 budują scenę minimalnie za linią kolumn, to ta z kolei jest i szeroka, i głęboka zarazem. Mamy też bardzo dobre ogniskowanie (z czego akurat konfiguracja D’Appolito jest znana). Wokal Vanessy Daou na „Sunday Afternoons” podany był w odpowiedniej perspektywie i także bardzo wyraźnie osadzony w przestrzeni. Ophidiany zagrały tutaj gładko, ale zachowując odpowiednią atmosferę i rozdzielczość nagrania. Ogólnie, słuchając zarówno elektroniki, jak i też muzyki takiej, jak chociażby London Grammar, czy też bardziej audiofilskich realizacji z dobrze nagranymi wokalami (Diana Krall, Norah Jones) wniosek był dość prosty. Ophidiany stawiają przede wszystkim na ogólnie pojętą przyjemność ze słuchania. Brzmią z dobrą skalą i oferują też nie tylko gładkość brzmienia, ale też mają odpowiednią jego precyzję. Mamy zarówno gładkość, jak i też odpowiednią szybkość.
Dlatego właśnie zaskakująco wręcz dobrze wypadają na nich utwory, które mogłoby – w daleko idącej teorii – sprawić tego typu kolumnom pewne problemy. Album Bena Bohmera „Breathing” z tytułowym utworem na czele zabrzmiał naprawdę znakomicie. I nie mam tutaj na myśli postrzegania tego brzmienia poprzez wielkość tych kolumn, ale w bardziej ogólnej skali. Faktem też jest to, że dużą w tym rolę odgrywają właśnie skraje pasma, które są bardzo dobrze poprowadzone, są też w świetnej proporcji ze środkiem. Nie są przy tym wycofane, są podane nawet minimalnie do przodu, ale właśnie świetnie się taka charakterystyka wpisuje w oferowaną przez Mojo 2 koncepcję.

