A jeżeli już przy przetwornikach jesteśmy, to ich wybór też zwraca na siebie uwagę. Te nisko średniotonowe to powlekany papier, kopułka wysokotonowa jest z tkaniny, a już bardziej konkretnie materiał ten nazywa się Sonolex i jest mieszanką opracowaną przez firmę Seas. Ta ostatnia, swoją drogą, ma kilka tego typu różnych wariantów o różnych nazwach. Dziwić nieco może niewielki rozmiar samej obudowy przetwornika wysokotonowego, ale chodziło tutaj po prostu o jak największe zbliżenie centrów akustycznych poszczególnych przetworników:
„Głośnik wysokotonowy SEAS w modelu Mojo 2 został wybrany specjalnie ze względu na kompaktową płytę czołową, która umożliwia umieszczenie go blisko głośników nisko-średniotonowych, zapewniając optymalną spójność fal dźwiękowych. Membrana ma nadal szerokość 27 mm, więc nie ma utraty wydajności w porównaniu z większą płytą czołową, a układ zapewnia większą elastyczność w projektowaniu zwrotnicy.”
Faktem jest, że w przypadku układu D’Appolito zbliżenie przetworników do siebie ma sens, oczywiście są producenci, którzy celowo te przetworniki od siebie oddalają – jednakże to temat na zupełnie osobną tak naprawdę historię. To, co warto jeszcze zaznaczyć, to podejście konstruktora do samych zwrotnic:
„Wszystkie elementy zwrotnicy pochodzą od firmy Mundorf, w tym cewki z rdzeniem powietrznym, kondensatory i metalizowane rezystory. Układ zwrotnicy wykorzystuje jak najmniej elementów, jednak na tyle dużo, aby odpowiednio zintegrować sygnał pomiędzy przetwornikami.”
Gareth zaznacza jeszcze jedną dość istotną dla całej sprawy rzecz. Otóż mowa tutaj o jego ogólnym podejściu do projektowania kolumn głośnikowych:
„W końcu, nie jest to kwestia techniczna, ale ogólny cel projektowania każdego głośnika, jaki sobie stawiam, to zapewnienie przyjemności słuchania muzyki przez długi czas. Pomiary stanowią istotną część procesu projektowania, ale ostateczne dostrojenie zawsze odbywa się poprzez porównanie pomiarów z wrażeniami odsłuchowymi. Jeśli głośnik jest dostrojony zbyt klinicznie, słuchanie muzyki nie będzie przyjemnością.”
Trudno jest się z tym nie zgodzić. Natomiast, już tak tytułem podsumowania opisu technicznego dodam od siebie tylko tyle, że są to niezwykle ciekawe pod względem konstrukcyjnym kolumny. Są nieco odmienne od tego, co zazwyczaj możemy spotkać, lecz jednocześnie ich konstrukcja jak najbardziej ma sens. Zwraca na siebie uwagę zastosowanie nie tylko dość nietypowego sposobu działania samej obudowy, jak i zastosowanie takich, a nie innych przetworników, na dodatek w konfiguracji właśnie MTM. Jeżeli dodamy do tego wysokiej klasy elementy w zwrotnicy (brak cewek rdzeniowych!) to można się w sumie spodziewać całkiem sporo. Oczywiście kolumn o niewielkich rozmiarach, gdzie producenci deklarują „większe granie” jest całkiem sporo, dlatego pora już na sedno tematu.
Ophidian Mojo 2 – brzmienie
Jako ciekawostkę podam tutaj pewną historię z Ophidianami związaną. Otóż zazwyczaj zanim przejdę do właściwych odsłuchów, to daje kolumnom pograć nieco dłuższą chwilę. I w sumie jest też tak, że już trakcie tych odsłuchów mogę mniej więcej zorientować się z czym mam do czynienia, czego mogę się de facto po nich spodziewać. Bo, nie oszukujmy się, w większości modeli ich główne cechy, czy też czasami – mówiąc nieco bardziej żartobliwie – pewne przywary są słyszalne niemalże od razu. Jednakże w przypadku Mojo 2 akurat, to po tych kilku dłuższych chwilach nieco trudno mi było jednoznacznie określić ich charakter brzmieniowy.
W tym miejscu jeszcze pewna, dość istotna w sumie uwaga: otóż kolumny te potrzebują co najmniej kilkunastu godzin na wygrzanie. I to zapewne dlatego na początku zabrzmiały po prostu tylko poprawnie. Tak się też składa, że wcześniej w redakcji gościły – naprawdę bardzo, ale to bardzo udane – Acoustic Energy AE300.2. A że Ophidiany są od AE niemalże dwukrotnie droższe, to przyznam, że zastanawiałem się nieco, o co chodzi. Sytuacja diametralnie zmieniła się po jednym dniu i to zdecydowanie na korzyść Mojo 2. Powinno dać to nieco do myślenia. Natomiast patrząc na sprawy od stricte technicznej strony, to faktycznie – podatność zawieszenia przetworników wyraźnie zmienia się przez pierwsze godziny ich pracy i dość mocno wpływa na wiele innych parametrów działania (w tym chociażby na te akurat parametry Thielle-Smalla, które decydują o tym, czy dany przetwornik odpowiednio będzie współpracował z zaprojektowaną dla niego obudową).
Przechodząc już do konkretów, to trudno jest nie wspomnieć o jednej rzeczy. Otóż nie, nie jest to bas, a ogólnie sam sposób grania tych kolumn. Ophidiany są bardzo szybkie, ich brzmienie jest otwarte i podane z dużym entuzjazmem. I jest to przy tym ich naturalna, inherentna cecha, która bardzo mocno wpisana jest w całokształt ich brzmienia. A nie coś, co miałoby przykryć jakieś niedostatki wynikające z ich wielkości. Swoją drogą, Mojo 2 są doskonałym przykładem, że można zrobić niewielkie monitory, które nie będą grały tylko i wyłącznie średnicą (pozwolą Państwo, iż do tego akurat powrócę w podsumowaniu). Jednocześnie niskie tony, jakie będą oferowały wcale nie będą w jakiś sposób sztuczne podbite, żeby udać, że kolumny są większe, niż w rzeczywistości.
