Moon 371 – recenzja

Otóż tak się też składa, że trochę czasu temu recenzowaliśmy jeszcze inne urządzenie od Moona o podobnej w sumie funkcjonalności. Mowa oczywiście o ACE. Jednakże jak spojrzymy zarówno na 371, jak i na ACE oraz na zestaw 791 i 761, to od razu zauważymy jedno. Otóż nawet laik zauważy, że 371 bardziej przypomina – i to nie tylko wyświetlaczem – właśnie kombinację 791 i 761 aniżeli najmniejszy, podstawowy można by powiedzieć model urządzenia „all-in-one” spod znaku Moona. A jeżeli popatrzymy na stronę producenta, to 371 jest określany, jako „network player/amplifier” – i tutaj także zwróćmy uwagę na to, że właśnie „network player” jest na pierwszym miejscu. To może i dygresja, jednakże – jak Państwo później sami się przekonają – dość istotna w kontekście całokształtu i tejże recenzji i Moona 371 jako takiego. Patrząc już tak bardziej poprzez pryzmat konkretnych funkcjonalności, to zacznijmy jednak od samego wzmacniacza.

Tutaj Moon postawił na swoje autorskie rozwiązanie wzmacniacza liniowego, które posiada firmową technologię o nazwie MDCA. Do tej ostatniej już zaraz dojdziemy, natomiast jeżeli chodzi o konkretne liczby – to mamy tutaj 100W mocy na obciążeniu 8 omów i 200W na czterech omach na kanał. Współczynnik tłumienia wynosi tutaj porządne 425. Zatem wzmacniacz powinien sobie poradzić bez problemu ze zdecydowaną większością kolumn na rynku. Wracając zaś do wspomnianego MDCA, jest to skrót od „Moon Distortion-Cancelling Amplifier” i opisałem to rozwiązanie szerzej w recenzji zestawu 791 i 761. Tutaj jedynie wspomnę o tym, że polega ono na tym, iż wzmacniacz zawiera system korekcji, który działa poza głównym torem audio. Sygnał korygujący jest dodawany na etapie stopnia mocy, a nie – jak to bywa w przypadku klasycznego sprzężenia zwrotnego – do (najczęściej) wejściowej pary tranzystorów.

Zdaniem producenta ma to wiele zalet, pośród których do najważniejszych można zaliczyć precyzję oraz szybkość działania systemu korekcji. MDCA można było wcześniej spotkać w integrze 641 oraz w końcówkach 761 i 861. Jeżeli zaś chodzi o część strumieniującą, to mamy firmową platformę strumieniującą MIND 2 oraz przetwornik cyfrowo-analogowy oparty o układ firmy ESS Technology. Jeżeli chodzi o część cyfrową, to warto tutaj podać pewną ciekawostkę. Otóż Moon jest jedną z niewielu marek, która nie daje użytkownikowi dostępu do ustawień filtra cyfrowego w przetworniku cyfrowo-analogowym.

Producent argumentuje to w taki sposób, że podczas projektowania danego urządzenia i tak musi podjąć bardzo wiele decyzji, wobec czego może też zdecydować się na jedno konkretne ustawienie w tym zakresie i do tego zaprojektować całą resztę. Przyznam, że rzadko się z takim podejściem spotykam. Natomiast patrząc tak bardziej całościowo i znając brzmienie modelu 791 – to ma to duży sens. Zresztą każdy, kto lepiej zna układy ESS Sabre będzie wiedział, o co chodzi. Wracając już do samej platformy MIND 2, to mamy każdą praktycznie funkcjonalność, jakiej można by oczekiwać. Jest zarówno Tidal Connect, jak i Spotify Connect, Qobuz Connect, wsparcie dla Roona, Airplay, czy Bluetooth. Co nie mniej ważne, wszystko tutaj działa bez najmniejszego problemu, włącznie z regulacją głośności przez Tidala czy Roona.

Jeżeli zaś o możliwości połączeń chodzi, to na tylnej ściance znajdziemy ich całkiem sporo. Nie mamy portu USB Audio, ale za to jest wejście HDMI ARC, co zdaje się być coraz częstsze w urządzeniach typu „all-in-one” posiadających streamer na pokładzie. Jest za to wejście optyczne oraz dwa cyfrowe wejścia koaksjalne. Ponadto mamy wejście gramofonowe, oraz dwa wejścia liniowe – niezbalansowane i zbalansowane. Jest też wyjście liniowe. Warto wspomnieć, że Moon 371 ma preamp gramofonowy obsługujący zarówno wkładki typu Moving Magnet jak i Moving Coil – wyboru rodzaju wkładki dokonujemy w menu urządzenia. Samo zaś menu można określić, jako dość proste i logiczne, raczej nieskomplikowane. Natomiast znalazło się w nim kilka przydatnych ustawień, jak chociażby jasność wyświetlacza, maksymalna głośność czy też możliwość sparowania z pilotem BRM-1.