Moon 371 – recenzja

Ten ostatni to oczywiście ten sam pilot, jaki był dodawany do modelu 791, natomiast w zestawie mamy „nieco prostszą” wersję, czyli nowy model BRM-4. Jest on wykonany z metalu i sprawia całkiem dobre wrażenie. Podobnie dobre wrażenie sprawia ogólne wykonanie urządzenia, jest ono schludne i może nie aż tak luksusowe, jak w przypadku serii The North Collection, ale w zasadzie to nie ma się do czego przyczepić. Na koniec opisu technicznego wspomnijmy jeszcze o tym, że nowy Moon używa zasilacza MHP, czyli Moon Hybrid Power. Jest to hybryda zasilacza impulsowego oraz liniowego, pierwsze stopnie zasilacza to SMPS, natomiast potem mamy już bardziej klasyczny zasilacz. Takie rozwiązanie ma łączyć wysoką efektywność zasilaczy impulsowych oraz niski poziom szumów zasilaczy liniowych.

Moon 371 – brzmienie

To kolejny już wzmacniacz zintegrowany kanadyjskiego producenta, jaki gościł w naszej redakcji. Bo tak się też składa, że najpierw recenzowaliśmy model 600i V2, potem 250i V2, a gdzieś jeszcze w międzyczasie był dodatkowo hi-endowy zestaw składający się ze źródła 791 oraz końcówki mocy o symbolu 761. Także można śmiało powiedzieć, że rozeznanie w tym, co brzmieniowo potrafi amplifikacja tej akurat marki akurat mamy. Wspominam o tym nie bez kozery, ponieważ w przypadku tego konkretnie producenta pewne cechy brzmieniowe się jednak powtarzają. Są one oczywiście w różnym stopniu zauważalne pomiędzy poszczególnymi modelami, ale jednak można w przypadku kanadyjskich urządzeń mówić o „firmowym brzmieniu”.

Przy czym takie właśnie określenie w przypadku Moona bardziej implikuje nam to, jakich w tym brzmieniu cech nie uświadczymy, aniżeli to – co te urządzenia do dźwięku będą dodawać. Nawet – zwał, jak zwał – „budżetowy” 250i V2 szedł już dość odważnie w stronę neutralności, otwartości oraz dość charakterystycznej czystości środka, która charakteryzuje urządzenia tego producenta. Droższe modele oczywiście potrafiły wywindować te cechy na jeszcze wyższy poziom. Na tyle wysoki, że nie dziwi mnie wcale, że jeżeli ktoś szuka amplifikacji o tej akurat estetyce brzmieniowej, to jest spora szansa na to, że wybierze kanadyjskie urządzenia.

Warto w tym momencie zadać jeszcze pytanie nieco podchwytliwe: jak w tym wszystkim, jak w kontekście recenzowanych wcześniej urządzeń wypada model 371? Otóż powiem od razu – wypada on, zwłaszcza w kontekście tego typu brzmienia, jaki oferują urządzenia Moona, znakomicie. Można w bardzo dużym skrócie powiedzieć, że sekcja wzmacniacza jest znacząco bliżej modelu 600i V2, aniżeli mniejszego 250i V2. Jednocześnie to wcale nie jest też takie proste, bo w nowym 371 mamy chociażby zasilacz impulsowy Moon Hybrid Power. I coś mi mówi, że to właśnie dlatego brzmienie nowego wzmacniacza to także pewnego rodzaju, subtelna, ale jednak ewolucja. Na dodatek też ewolucja w nieco zaskakującą w sumie stronę. Dlatego też przejdźmy już do konkretów i przedstawmy je po kolei.

Odsłuchy rozpocząłem nieco niezobowiązująco od płyty „RED” formacji Solar Fields. Wybrałem taki repertuar trochę też celowo, bo z jednej strony chciałem, aby wzmacniacz trochę pograł, z drugiej zaś – często takie mniej oficjalne „odsłuchy w tle” potrafią jednak całkiem sporo o danym urządzeniu powiedzieć. No i właśnie już na albumie Solar Fields Moon zagrał mało, że to tak ujmę, elektronicznie. Za to w sposób bardziej organiczny, spójny i melodyjny zarazem. Moon dalej ma tendencję do tego, aby usuwać się z drogi muzyce, natomiast 371 to także w pewnym sensie krok – co ciekawe – w stronę muzykalności oraz płynności przekazu. Zaintrygowany tym faktem dość szybko sięgnąłem po dobrze znane mi realizacje. Pierwsza solowa płyta Annie Lennox („Diva”) dość szybko pokazała, że o ile Moon to dalej Moon, to jednak ten jest wyjątkowo ciekawy. Oczywiście nadal mamy do czynienia z neutralnym, otartym i można nawet powiedzieć, że w jakimś tam sensie – w tej oczywiście cenie – referencyjnym tranzystorem.