iFi Audio Zen Stream – recenzja

Zacząłem odsłuchy od repertuaru nieco nietypowego, a konkretnie od utworu „City of Gods II” Alicii Keys. Ale akurat tak się również składa, że ten akurat utwór ma tendencje do podkreślania oznak „cyfrowości” w torze. Co z kolei sprawia, że ciężko się go słucha na transparentnym zestawie kolumny głośnikowe – wzmacniacz, który z kolei zasilany jest sygnałem ze słabej jakości źródła cyfrowego. Tutaj jednak Zen Stream stanął na wysokości zadania. A nawet można powiedzieć, że spisał się znakomicie. Bo głos piętnastokrotnej laureatki nagrody Grammy został podany zdecydowanie, wyraźnie i bez niepotrzebnego zmiękczenia. A przy tym również bez żadnych dodatkowych i niepotrzebnych śladów szorstkości.

Wpływ brytyjskiego urządzenia na projekcję realistycznej i holograficznej zarazem sceny dźwiękowej był zauważalny na utworze rozpoczynającym  film Magnolia. Utwór Aimee Mann „One” jest zrealizowany w taki sposób, że odpowiednio odtworzony przez system grający stwarza znakomitą iluzję zmaterializowania się wokalistki między kolumnami. I tak też było, cały system, którego pierwszym elementem był de facto Zen Stream – taką iluzję stworzył bez najmniejszego problemu. Ale jest jeszcze coś. A w zasadzie warto tutaj zauważyć, czego w przypadku Zen Streama nie uświadczymy. Otóż na „One” dało się także wyczuć czarne tło, brak pewnego rodzaju szumu gdzieś z tyłu sceny, brak czegoś, co często właśnie kojarzone jest z różnymi rodzajami zakłóceń pochodzącymi z komputera. Często nie są one aż tak wyraźnie słyszalne, ale jednak powodują, że czuje się, że coś jest nie tak. Tymczasem tutaj oprócz wspomnianego czarnego tła, był także inherentny spokój w cichszych fragmentach, który sprawiał, że całość nabierała po prostu większego sensu.

Pozwolę sobie w tym momencie na pewną dygresję, która jednak będzie niezwykle istotna w tym konkretnym przypadku. Otóż naprawdę istotnym jest, tak patrząc w kontekście całego systemu audio, aby uzyskać jak najniższe tło szumów i ogólnie pojętych zakłóceń. Zwał, jak zwał, natomiast patrząc przykładowo od strony bardziej kolumn oraz pomieszczenia – będzie to oznaczało eliminację pierwszych odbić oraz pogłosu pomieszczenia. W kontekście bardziej cyfrowej części toru audio będziemy mówić nie tylko o eliminacji zakłóceń wprowadzanych przez zjawisko znane, jako jitter, ale także o wielu innych niekorzystnych dla finalnego efektu mechanizmach. W tym momencie przypomnijmy tylko, że wyjście USB w Zen Streamie ma opis „AND” a S/PDIF z kolei – „iPurified”.

Warto też tutaj wspomnieć o wpływie zasilania na cały tor cyfrowy, ponieważ po podłączeniu do Zen Streama dedykowanego zasilacza linowego S-Booster – nastąpiła zauważalna poprawa. Określiłbym ją, jako jeszcze ciemniejsze tło oraz więcej masy w obrazach pozornych instrumentów, lepsze ich wypełnienie.

Słuchając utworu „Whirlpool” z pierwszej płyty Seala, nasunął się kolejny ciekawy wniosek. Otóż właśnie wspomniane czarne tło, czy też inaczej rzecz ujmując, wyeliminowane niepotrzebnych zakłóceń – sprawia, że krawędzie dźwięków odbierane są w sposób bardziej naturalny. Zen Stream sprawia, że całokształt jest bardziej spójny, kompletny i pewny. A jednocześnie sprawia też, że bardzo dobrze się takiej prezentacji słucha także na co dzień, bo wyraźnie można wyczuć też, że wyeliminowano tutaj pewne zniekształcenia powstające po cyfrowej części toru.

iFi Audio Zen Stream

Co jest przy tym niezwykle interesujące, to fakt, że Zen Stream sprawia, że muzyka brzmi bardziej wyraźnie i jednocześnie bardziej naturalnie. I, jak już wspomniałem wcześniej, tu nie chodzi o poprawę na jednej, czy dwóch płaszczyznach, a bardziej o zmianę całokształtu.

A przy tym wszystkim, charakter brzmieniowy tego elementu toru określiłbym, jako neutralny i dynamiczny. To było – co może niektórych sceptyków nieco zaskoczyć – dość oczywiste przy porównaniu z niemalże dwukrotnie droższym, acz wciąż bardzo dobrym EarMenem Staccato. Ten ostatni z kolei jest elementem systemu, który dostał nagrodę EISA za system słuchawkowy 2022-2023, zatem należy go traktować jak najbardziej poważnie. Nie wspominając już, że od propozycji iFi Audio jest po prostu droższy. Ponieważ Staccato nie oferuje wyjścia USB, porównałem wyjścia S/PDIF w obu urządzeniach. Streamer z Serbii zaoferował brzmienie bardziej miękkie, bardziej nasycone, lecz z mniejszą kontrolą, aniżeli Zen Stream. Oba urządzenia zaprezentowały album „Convergence” Malii i Borisa Blanka w naturalny i niewymuszony sposób i mam tutaj wrażenie, że to bardziej kwestia preferencji, bo w obu przypadkach całościowy poziom był podobny. A to z kolei – jeżeli weźmiemy pod uwagę cenę – doskonale świadczy o propozycji Brytyjczyków. Pozwolę sobie to rozwinąć w podsumowaniu, na które zresztą już pora.

Zen Stream – kilka słów tytułem konkluzji

Zwróćmy najpierw uwagę na unikalną i przy tym niezwykle szeroką funkcjonalność, jaka oferuje nam Zen Stream. W kontekście ceny funkcjonalność ta jest praktycznie poza konkurencją. Oczywiście, aby ją w pełni wykorzystać – dobrze będzie mieć nieco wiedzy w temacie cyfrowego audio. Albo ujmując sprawy jeszcze inaczej: w przypadku tego konkretnego urządzenia to pewne detale w ustawieniach mogą odegrać dla wielu istotną różnicę. Bo o ile sam Zen Stream jest zasadniczo urządzeniem typu plug-and-play, to właśnie szeroka funkcjonalność sprawia, że jest przy tym streamerem, który oferuje znacznie szersze możliwości konfiguracji, aniżeli mogłoby się nam wydawać. Dlatego też Zen Stream będzie także idealnym wręcz wyborem dla wszystkich lepiej obeznanych z tematem streamingu entuzjastów. A już w szczególność wszystkich tych, którzy chcą w zauważalny sposób poprawić brzmienie swojego systemu, eliminując z toru komputer i zastępując go rozwiązaniem nie tylko dźwiękowo lepszym – ale i po prostu bardziej eleganckim.

Jest jeszcze inna, mniej oczywista, acz zarazem też istotna strona medalu. Otóż Zen Stream, dzięki funkcjonalności urządzenia NAA (Network Attached Audio), otwiera przed nami nowe możliwości. I też, co równie istotne, może ewoluować z resztą toru, oraz wiedzą i wymaganiami użytkownika. Bo przykładowo – może on zacząć wykorzystując Tidal Connect, a potem włączyć w tor kompletnie odizolowany galwanicznie (pamiętajmy, że Zen Stream ma WiFi przez które obsługuje także gęste formaty) host działający, jako dedykowany filtr cyfrowy z HQPlayerem. A wszystko to będzie mógł (ale wcale nie musiał, bo Zen Stream obsłuży oba scenariusze) połączyć dla wygody z Roonem.

Gorąca rekomendacja.

Dystrybutor: Q21 https://21distribution.pl/
Cena: 1799 PLN