Jak zatem widać, i jak informuje nas producent, „Algorytm remasterujący do DSD jest uruchomiony w FPGA i jest uruchamiany ze wszystkimi opcjami filtracji dostępnymi w Valkyrii, co oznacza, że może być używany razem z nimi”.
Wytłumaczenia wymaga też funkcjonalność K2HD, bo taka pojawia się na wyświetlaczu w pewnym ustawieniu. I znowu producent nam działanie K2 odpowiednio tłumaczy:
„Działa ona nieco inaczej, niż w Kensei. Kensei oferował tylko jedno ustawienie, „K2HD”, które było połączeniem naszego filtru GTO z dopasowanym algorytmem K2.
W przypadku Valkyrii, masz dwa ustawienia. Kiedy uruchomisz tryb K2 będzie on w ustawieniu „K2 mode” – uruchamia to sam algorytm K2 bez filtra GTO. Jeżeli zaś uruchomisz filtr GTO mając włączone K2, wtedy będzie uruchomiony tryb „k2HD” i wyświetlacz to pokaże. Tryb „K2HD” jest identyczny z tym, jaki znajdziemy w Kensei”.
Samych filtrów cyfrowych jest w Valkyrii sześć, do tego mamy możliwość włączenia oraz wyłączenia K2, jak i resamplingu do DSD. Wystarczy zatem sobie to wszystko pomnożyć, żeby dojść do wniosku, że możliwości ustawień po samej stronie cyfrowej mamy oczywiście bez liku. Czy i na ile będzie to wpływać na całokształt brzmienia, to oczywiście inna kwestia, faktem natomiast jest, że mamy tutaj bardzo szerokie możliwości wyboru. Warto jeszcze dodać, że sam algorytm resamplingu do DSD został opracowany przez iFi Audio, jednakże producent nie chciał tutaj ujawniać detali technicznych. Może i dobrze, wystarczy tylko wspomnieć, że możemy uruchomić konwersję zarówno do postaci DSD512, jak i do DSD1024. A to samo w sobie jest ciekawe, bo ten ostatni tryb jest rzadko spotykany i uruchomienie go chociażby na komputerze, wymaga całkiem dobrych jego parametrów.
Zostawiając już samą cześć cyfrową, to w domenie analogowej mamy funkcje XBass, XPresence oraz XSpace. Są one znane chociażby z GO Bara Kensei. I jak same nazwy mogą wskazywać, pierwsza doda nam basu (wzmacniając cały jego zakres), druga powinna poprawić czytelność dialogów (przykładowo na filmach), trzecia zaś może sprawdzić się przykładowo w przypadku zamkniętych słuchawek, które średnio generują przestrzeń. Dodatkowo pod spodem mamy funkcję IEM Match, która przyda się w przypadku skutecznych dokanałówek.
I jeszcze dwie kwestie. Wzmacniacz słuchawkowy w Valkyrii pracuje częściowo w Klasie A, natomiast sam jego tor został, zdaniem producenta, specjalnie przeprojektowany pod konkretną aplikację. Dlatego urządzenie nieco się grzeje, jednakże nie na tyle, aby było to problemem. Druga rzecz jest w przypadku Valkyrii taka, że może ona pracować z baterii. I tutaj poniekąd zaskoczenie, bo faktycznie wbudowane zasilanie trzyma długo. Przy korzystaniu z takich HEDDphone TWO spokojnie byłem w stanie osiągnąć około 7 godzin słuchania przy całkiem sporej głośności. Odnośnie samego zaś użytkowania i takiej funkcjonalności na co dzień – nie mam uwag. Tyle tytułem rzeczy użytkowych oraz technicznych, pora już na clue tematu.
iFi Audio Valkyrie – brzmienie
Zacznijmy od tego, że iFi Audio iDSD Valkyrie zaskakuje już od samego początku. Bo to jest trochę w sumie tak, że znając inne, tańsze źródła tego producenta, można sobie wyrobić jakieś zdanie odnośnie rodzaju brzmienia, oferowanego przez tą akurat markę. Spójrzmy na to może jeszcze inaczej. Producent ten stosuje w swoich przetwornikach układy marki Burr-Brown (a dokładniej Texas Instruments, który tego pierwszego już lata temu wykupił). I nawet, jeżeli weźmiemy na poprawkę to, że bardzo dużo zależy od konkretnej aplikacji danego układu, to jest też tak, że jednak faktycznie można przypisać pewną estetykę brzmienia. I chociażby tańsze przetworniki od iFi Audio brzmiały po miększej, raczej zaokrąglonej stronie. Oferowany brzmienie dość wygładzone oraz pozbawione ostrości. I mające też przy tym dość charakterystyczną, nieco pastelową barwę.
Wspominam o tym między innymi dlatego, że podłączając Valkyrię pierwszy raz i to na dodatek od razu do dość wymagających słuchawek, jakimi są bez wątpienia redakcyjne HEDDAudio HEDDPhone TWO (oraz ONE, bo te także są ze mną) to całkiem nieźle, i to na dodatek pozytywnie, się zaskoczyłem. A to dlatego, że Valkyria oferuje nie tylko te cechy, których mogłem się w sumie spodziewać, czyli płynność i gładkość. Ale też dlatego, że dodaje do tego bardzo dużą dozę otwartości, komunikatywności oraz ogólnie pojętego entuzjazmu w brzmieniu. Słychać tutaj wyraźnie, że to nie jest przypadkowe urządzenie, ale produkt, który po prostu potrafi brzmieniowo zaoferować coś naprawdę dobrego i konkretnego.
Zanim jednak do tych konkretów przejdziemy to chciałem wspomnieć o dwóch kwestiach. Otóż Valkyrii słuchałem nie tylko na słuchawkach, ale także na głównym torze głośnikowym, gdzie podłączona była bezpośrednio do końcówki mocy pracującej w Klasie A. W ten sposób byłem w stanie ocenić to urządzenie nie tylko poprzez pryzmat jego, na pewno przydatnej, przenośności (aczkolwiek owa przenośność jest tutaj dość względna, wiadomo w każdym razie o co chodzi, bo wspomniałem o tym już we wstępie), ale także w bardziej klasycznej roli. Czyli po prostu przetwornika cyfrowo-analogowego w torze głośnikowym. To raz. Drugą zaś kwestią będzie to, że w sumie mało które urządzenie oferuje nam aż tak szerokie możliwości w zakresie modelowania jego brzmienia, jak ma to miejsce w przypadku urządzenia od iFi. Mamy tutaj nie tylko wybór filtrów cyfrowych, ale też możliwość włączenie upsamplingu do DSD. No i całe K2(HD).
Dlatego też – dla jasności – wspomnę tylko, że wnioski brzmieniowe będą na podstawie trybu z włączonym filtrem „Minimum Phase” oraz wyłączonymi trybami DSD i K2. A na końcu opisu brzmieniowego wspomnę, co się zmienia po włączeniu tychże funkcji. Bo zmiany są, i to całkiem spore, może nie na tyle, żeby zmienić całościowy charakter urządzenia, ale na pewno są one w przypadku niektórych kombinacji ustawienia filtru cyfrowego, resamplingu do DSD oraz K2 znacząco większe, aniżeli ma to miejsce w przypadku innych przetworników cyfrowo-analogowych. Jest to też o tyle istotne, że Valkyria umożliwia nam dopasowanie swojego brzmienia do naszych preferencji w bardzo dużym zakresie.

