Valkyria już na muzyce elektronicznej, już przy pierwszych odsłuchach pokazała, że oferuje brzmienie, które jest na bardzo wysokim poziomie. To brzmienie, które jest bogate, ma nasyconą barwę. A przy tym jest niezwykle komunikatywne, przekazuje bardzo dużo informacji o tym, co się dzieje, co zostało zarejestrowane na nagraniu. I żeby było ciekawiej, robi to w bardzo uporządkowany, płynny sposób. Tutaj każdy szczegół zdaje się być płynnie wpleciony w całość. Co więcej, mamy bardzo dobre oddanie głębi, urządzenie to nie gra tylko pierwszym planem, ale te plany rozkłada na dość dużych płaszczyznach. I to zarówno wszerz, jak i w głąb. Na płycie 9980 (2018 Remaster) formacji Connect.Ohm było wyraźnie słychać, że urządzenie gra dźwiękiem przede wszystkim dojrzałym, przemyślanym. A do tego bardzo komunikatywnym, rozwiniętym także w kontekście takim, że tego dźwięku jest tutaj dużo.
Mam tutaj również taką refleksję, że Valkyria gra bardziej jak urządzenie stacjonarne. I to dobre urządzenie stacjonarne, czyli takie, gdzie zastosowano osobne zasilacze, osobne przetworniki dla każdego kanału i tak dalej (w sumie nie powinno to dziwić, bo jak opisałem to wcześniej, mamy tutaj cztery przetworniki na kanał oraz zasilanie bateryjne, czyli w teorii to najlepsze). Na „Snow Park” brytyjskie urządzenie najbardziej urzekało całościową barwą, wciągnięciem w świat muzyki, i też tym, że robiło to w sumie bez jakiegokolwiek wysiłku. Własnie ta, wybaczą Państwo nadmierny może kolokwializm, „bezwysiłkowość” tego urządzenia, tego brzmienia robiła tutaj największe wrażenie. Oraz to, jak wiele było tutaj słychać. Na utworach, które włączałem, aby sprawdzić, jak Valkyria radzi sobie na basie de facto zaczynałem słuchać muzyki, zamiast analizować brzmienie poprzez pryzmat obiektywnych czynników.
W tym brzmieniu jest nie tylko dużo energii, ale też, a może i przede wszystkim – bardzo dużo emocji. Wynika to z połączenia w jedną, niezwykle spójną całość trzech składowych: bardzo dobrej barwy, płynności brzmienia oraz dużego wglądu w nagranie. Jednocześnie sama transparentność tego urządzenia jest niezwykle ciekawa, bo bardzo dużo tutaj słychać na dalszych planach. Ogólnie w tym brzmieniu jest wiele powietrza, także w takim rozumieniu, że nic nie jest ze sobą posklejane, to, co się dzieje gdzieś z tyłu w żaden sposób nie przeszkadza temu, co jest bliżej nas. Znakomicie zabrzmiało koncertowe wykonanie Anny von Hausswolff („Live at Montreux Jazz Festival”). Ilość informacji była ogromna przekazywanych przez Valkyrię była ogromna, bardzo dużo się działo na scenie, lecz ani przez chwilę nie było wrażenia, że do prezentacji wkrada się jakikolwiek bałagan.
Własnie to, że mamy tutaj także pełną kontrolę było kolejną cechą, która robiła spore wrażenie. Valkyria ma niewątpliwie swój pomysł na granie. I go konsekwentnie realizuje. Efekt tego jest taki, że nawet na słuchawkach takich, jak HEDDy TWO utwór „The Mysterious Vanishing” of Electra zabrzmiał znakomicie. Bo z jednej strony po prostu „mocno”, z dużą dawką energii i emocji. Z drugiej zaś w żadnym momencie nie dochodziło do żadnego przerysowania. Co oznacza także, że wbudowany wzmacniacz słuchawkowy jest wysokiej próby. Mam też takie nieodparte wrażenie, iż brzmienie tego urządzenia jest tak „ustawione”, żeby dobrze się ono zgrywało z najnowszymi słuchawkami planarnymi. Także tymi, które jakby nie patrzeć idą w bardziej analityczną i precyzyjną stronę. Bo Valkyria zaoferuje nam bardzo dużo detalu, jednakże detal ten będzie wpleciony w całościową tkankę muzyczną. Philter „Robots in Motion” zabrzmiał znowu tak, jak powinien. Valkyria zaprezentowała dużo niskiego, dobrze kontrolowanego basu. A przy tym też nie pogubiła wydarzeń na scenie. A w tym utworze dzieje się przecież tak wiele. Podobna sytuacja była na J.B.O. „Head Boing Bang”, gdzie można było też zauważyć kolejną, ciekawą w sumie prawidłowość. Otóż mogłoby się komuś wydawać, że brytyjskie źródło gra pół kroku w stronę miękkości oraz wygładzania krawędzi.

