Wracając zaś do naszego GO bara, kolejną rzeczą, jaka można zauważyć już od początku odsłuchów jest to, że dźwięk jest bardzo dobrze poukładany wewnętrznie i ma świetnie zbalansowany poziom nasycenia. Brzmienie nie jest ani jasne, ani też matowe, balans tonalny jest dokładnie taki, jaki powinien być. No i GO bar nie ma żadnych tendencji, aby wyostrzać przekaz. Inaczej sprawy ujmując, ma ten spokój i taką niewymuszoną, naturalną moc, jaką znajdziemy zazwyczaj w dużo większych, często wręcz stacjonarnych urządzeniach integrujących DAC ze wzmacniaczem słuchawkowym. Nawet po podłączeniu do takich słuchawek, jak Campfire Audio Andromeda balans tonalny był co najmniej dobry, prawidłowy. A już po podłączeniu z HEDDphone One – GO bar był w stanie osiągnąć w miarę sensowny poziom głośności bez uruchamiania trybu Turbo.
Ponieważ to zapewne zainteresuje wielu, porozmawiajmy o mocy oraz możliwościach w zakresie napędzenia słuchawek. Oczywiście, podłączanie nauszników za 2 tysiące Euro do dongla kosztującego tysiąc złotych może nie być najlepszym pomysłem, jednakże mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że GO bar przeszedł ten test. Warto o tym wspomnieć, ponieważ niemieckie słuchawki bazujące na przetwornikach AMT są w tym zakresie dość wymagające. I to nie tylko, jeżeli chodzi o dostarczaną do nich moc, ale także w kontekście iluminacji potencjalnych ziarnistości w torze. I ile oczywistym będzie, że GO bar nie będzie tutaj rozwiązaniem docelowym – może okazać się świetnym rozwiązaniem dla wszystkich podróżujących z „dużymi” słuchawkami, którzy nie chcą brać ze sobą dodatkowych kilogramów amplifikacji. Dla kogoś, kto będzie używał mniej wymagających słuchawek, jak chociażby niezwykle udane Finale Sonorous VI, które także z GO barem przetestowałem – rezultaty będą naprawdę dobre. Warto po prostu pamiętać, że dla wszystkich słuchawek typu HE6 i tym podobnych będą po prostu dostępne lepsze opcje.
Skoro zatem odpowiedzieliśmy już a pytanie z gatunku „czy GO bar napędzi moje duże słuchawki”, skupmy się bardziej precyzyjnie na brzmieniu. Rozpocząłem odsłuchy od muzyki elektronicznej bez uciekania się do typowo audiofilskiego repertuaru. Wyłączyłem też funkcje XBass+ i XSpace i nie korzystałem z iEMatch, gdyż nie było takiej potrzeby. Korzystałem też z ustawienia filtra cyfrowego w trybie „Minimum Phase” (dioda świecąca się na żółto), ale więcej o tym nieco później.
Na utworze „M4, Pt. 1” zespołu „The Faunts” to, co zaskoczyło mnie najbardziej, to nie moc ani możliwość w miarę sensownego napędzienia HEDDphone One, ale raczej coś zgoła innego. Chodzi o całościowy charakter brzmienia, które było czyste, niczym niezmącone i miało naprawdę dobrze „ustawioną” barwę.
Co należy też zauważyć, brzmienie oferowane przez GO bara nigdy nie idzie w stronę oschłości czy szorstkości – a raczej wykonuje pół kroku w stronę ciepła i opanowania. Nie oznacza to tym samym, że jest nadmiernie ciepłe, tutaj chodzi o coś innego. Bo ktoś mógłby tutaj oczekiwać jakiegoś rodzaju „małego” dźwięku patrząc poprzez pryzmat wymiarów tego urządzenia. Albo brzmienia, które jest w jakimś stopniu nadmiernie wysilone. No i tutaj niespodzianka – nic z tych rzeczy. Podkreślę to raz jeszcze dla jasności: to wcale nie możliwości mocowe są tutaj najbardziej zaskakujące. A bardziej kompletność, poukładanie brzmienia, które zdecydowanie bardziej przypomina po prostu większe urządzenia biurkowe.
Po odsłuchach kilku albumów z muzyką elektroniczną i eksperymentalną zdecydowałem się sięgnąć po kilka znanych mi utworów, które mogłoby zbliżyć urządzenie iFi do jego limitów. I okazało się to wcale nie takie proste. Cały album „Diva” Annie Lennox został zaprezentowany w pełny, dobrze zdefiniowany i w zaskakującym wręcz stopniu pozbawiony ostrości sposób. Na „Legend in My Living Room” głos Annie został przekazany naprawdę dobrze. I po przełączeniu GO bara w tryb „Bit-Perfect” cała prezentacja nabrała wielu cech znanych z przetworników R2R czy też inaczej – Multibit.

