Final ZE8000 – recenzja

Final ZE8000

Final ZE8000 – recenzja

Final ZE8000 to najnowsze i flagowe zarazem bezprzewodowe słuchawki dokanałowe ze stosunkowo nowej serii ZE, jaką japoński producent wypuścił w zeszłym (2022) roku. W jej skład wchodzą takie modele, jak recenzowane chociażby ZE2000 i ZE3000, a pod koniec zeszłego roku seria ta została zwieńczona przez trzeci, najwyższy model. Jednocześnie wcale nie trzeba jakoś specjalnie zaglądać do materiałów reklamowych producenta, bo wystarczy rzut oka na samą konstrukcję wszystkich trzech modeli, aby wywnioskować, że właśnie w przypadku ZE8000 jest ona diametralnie inna.

Co więcej, pozwolę sobie już na wstępie do niniejszej recenzji postawić też dość odważną tezę: otóż całkiem możliwe, że ZE8000 to najciekawsze słuchawki, jakie firma z japońskiej prefektury Kanagawa wypuściła od wielu lat. Czyli jeszcze od czasów, kiedy produkowała „duże” słuchawki wokółuszne, włącznie z takimi rarytasami, jak chociażby Sonorous X. Z innej zaś strony – trzeba też zwrócić uwagę na to, że ZE8000 tanie nie są. Bo przy cenie 1599 polskich nowych złotych są albo sporo ponad dwa razy droższe od pozostałych modeli w serii ZE, albo też niemalże atrzy razy droższe – zależy oczywiście, z jakiej strony patrzeć.

Jakby też nie spojrzeć, to mamy tutaj także całkiem odważny design. No ale Final przyzwyczaił już nas do pewnego rodzaju ekstrawagancji w tym zakresie. A poza tym, to po takich modelach, jak właśnie Sonorus X, czy też EVA2020, to dość awangardowe, czy też – można by to jeszcze tak ująć – mało konserwatywne wybory w zakresie stylistyki nie powinny chyba nikogo w przypadku japońskiego producenta dziwić.

Wracając zaś do samych ZE8000 – Final pracował nad nimi już od dłuższego czasu. To także jeden z tych modeli, które były przez co poniektórych mocno wyczekiwane. Poza tym, jeżeli już wejdziemy na stronę producenta poświęconą właśnie tym słuchawkom, to zauważymy, że zaskakująco dużo jest tam opisów kilku zastosowanych w nich technologii.

Co więcej, po przeczytaniu powyższych opisów, co poniektórzy mogą – słusznie zresztą – wywnioskować, że nowe ZE8000 mają nie tylko oryginalny wygląd, ale też skrywają w sobie całkiem sporo dość konkretnej inżynierii. Oczywiście zakładając, że japoński marketing ma pokrycie w realnym świecie. Można by też zaryzykować twierdzenie, że te akurat słuchawki to nie tylko jeden z najciekawszych produktów Finala od lat, ale też – że są w pewnym sensie przełomowe.

Final ZE8000

Jednakże trzeba też zwrócić ponownie uwagę na kwestię, jakby nie było, istotną. Otóż przy swojej cenie, słuchawki te powinny oferować już naprawdę spory przyrost jakości brzmienia. Bo pamiętajmy także, że nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę dwa tańsze modele tego samego producenta, to w przypadku zarówno ZE2000, jak i ZE3000 otrzymujemy za te kilkaset złotych naprawdę dużo. Jednocześnie chciałbym też zaznaczyć, że w kontekście tych akurat słuchawek, to specjalnie, i może nawet nieco przewrotnie ponownie zwracam uwagę na cenę. Jest ku temu pewien powód. Jaki? Do tego pozwolę sobie nawiązać w podsumowaniu.

Final ZE8000 – budowa

Faktem jest, że ZE8000 nie da się pomylić z żadnymi innymi bezprzewodowymi słuchawkami dokanałowymi. Przy czym, o ile do redakcji trafiła wersja biała, to u dystrybutora dostępne są też czarne. I o ile nie mi oceniać, które są ładniejsze, to już na pewno trzeba przyznać, że wykonanie – i to zarówno słuchawek, jak i samego etui na nie – jest na poziomie, jakiego moglibyśmy od produktu klasy premium oczekiwać.

Oczywiście, moja uwaga odnośnie wyciągania słuchawek z etui będzie dokładnie taka, jak w przypadku ZE2000 i ZE3000. Czyli: wymaga to po prostu odrobiny przyzwyczajenia. Może na początku człowiek powie pod nosem kilka niecenzuralnych rzeczy, natomiast praktyka też jest taka, że po kilku dniach użytkowania całkowicie się o tym zapomina. A jeżeli już jesteśmy przy kwestiach praktycznych, to oczywiście etui ładuje słuchawki i ma wbudowany akumulator o pojemności 420 mAh (w każdej ze słuchawek z kolei jego pojemność wynosi 54 mAh). Według producenta wystarcza to na maksymalnie pięć godzin odtwarzania muzyki. A jeżeli wziąć pod uwagę rezerwę zasilania w etui – to czas ten zwiększa się do godzin piętnastu.

Final ZE8000

Wyraźnie widaż zatem, że długość grania na jednym ładowaniu nie była tutaj priorytetem. Jednocześnie nieco krótszy, niż można by oczekiwać, czas odtwarzania ma swój inny, bardzo, ale to bardzo istotny powód, do czego oczywiście dojdziemy. Tymczasem powiedzmy jeszcze kilka słów o samym etui i słuchawkach. To pierwsze etui ma tym razem cztery diody informujące o stanie naładowania akumulatora – zamiast pojedynczej, jak w tańszych modelach. Z kolei mechanizm jego otwierania działa pewnie i bezproblemowo.

I o ile wspomniane etui przy tym do najmniejszych nie należy, to bierzmy pod uwagę, że musi ono pomieścić słuchawki, które same w sobie są dość „długie”. A jeżeli już o same słuchawki chodzi, to ich design jest nie dość, że dość awangardowy, to i nietypowy zarazem. Mamy tutaj, jak to określa producent „Division Design”, czyli konstrukcję, która – nawet wizualnie – dzieli korpus słuchawek na dwie części. Czyli na część, w której znajduje się przetwornik wraz z całą resztą skierowaną w stronę ucha i część mieszczącą całą elektronikę.

Według Finala taka decyzja jest ukłonem w stronę użytkownika, bo sprawia, że słuchawki powinny pasować także osobom z mniejszymi małżowinami usznymi. Osobiście uważam, że to tylko jeden z powodów, i to nawet jeden z miej istotnych. Bo faktem jest, że ZE8000 są w środku po prostu napakowane elektroniką. I to w dodatku w dużej mierze taką, jakiej jeszcze w bezprzewodowych słuchawkach dokanałowych jeszcze nie było. Ale po kolei.

8K SOUND, FIR filter i nie tylko, czyli (więcej niż) kilka słów o technice  

Zanim przejdziemy do opisu tego, jakie technologie zastosował Final w swoich najlepszych słuchawkach bezprzewodowych, to pozwolę sobie na drobną, acz dość istotną dygresję. Zazwyczaj tego nie robię, aczkolwiek w tym przypadku będzie to jak najbardziej zasadne i pokaże te słuchawki w nieco szerszym i bardziej doświetlonym kontekście. Otóż pogłoski o nowych dokanałówkach krążyły już tak mniej więcej od połowy zeszłego (2022) roku. Przy czym informacje, jakie docierały były mocno zdawkowe.

Jednakże jedna rzecz przykuła wtedy – jeszcze przed tym, jak ich na AVS 2022 słuchałem – moją uwagę. Otóż w zdawkowych tłumaczeniach z japońskiego, czy też nawet na samych japońskich stronach, gdzie były jakiekolwiek informacje o tych słuchawkach – często pojawiały się magiczne trzy litery: „FIR”. Jest o skrót od „Finite Impulse Response” i oznacza nawet nie tylko rodzaj, co jest określenie całej rodziny filtrów cyfrowych. A te ostatnie, jak zapewne niektórym wiadomo, są dość ważną (a w zasadzie jedną z najważniejszych) części przetworników cyfrowo-analogowych. Piszę o tym dlatego, że już w zeszłym roku wiadomo było, że Final może wypuścić na rynek produkt, który przynajmniej z technicznego punktu widzenia podejdzie do tematu nawet nie tyle zgodnie ze sztuką, co wręcz tę sztukę pchnie poza aktualnie znane bariery.

Innymi słowy, i koncentrując się bardziej na technicznych konkretach: wiadomo było, że ZE8000 to nie będą słuchawki, gdzie jeden układ typu „all-in-one”, czyli zawierający odbiornik Bluetooth, przetwornik cyfrowo-analogowy wraz ze wzmacniaczem, zostanie połączony z przetowrnikami. Tylko, że to będzie znacznie bardziej zaawansowana pod tym względem architektury elektronicznej konstrukcja.

No i faktycznie: Final nie tylko stanął tutaj na wysokości zadania. Ale wręcz ucieszył tym, że do sprawy podszedł naprawdę kompleksowo. Otóż, w samej istocie, mamy tutaj „proprietary DSP algoritms” wraz z filtrem (lub filtrami: zależy, jak patrzeć, bo słuchawki są przecież dwie) cyfrowym typu FIR. To specjalna implementacja, która sprawia, że filtracja sygnału w domenie cyfrowej jest zoptymalizowana nie tylko z uwzględnieniem uzyskania równej charakterystyki przetwarzania, ale także bierze pod uwagę nie mniej istotne zależności czasowe.

Final ZE8000

 

Ale to nie wszystko, bo Final w swoich ZE8000 zastosował też rozwiązanie, na które trzeba zwrócić uwagę chyba nawet większą, aniżeli zaskakująco zaawansowana (a już tym bardziej, jak na bezprzewodowe słuchawki dokanałowe) filtracja sygnału w domenie cyfrowej.

ZE8000 – wzmacniacz w klasie AB

Kolejną rzeczą, która w przypadku nowych japońskich słuchawek zaskakuje – jest zastosowanie w nich wzmacniaczy w klasie AB. Ktoś mógłby teraz powiedzieć, że to niby oczywista oczywistość, jednakże wcale tak nie jest. Bo de facto w zdecydowanej większość słuchawek bezprzewodowych mamy do czynienia ze wzmacniaczem w klasie D. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest oczywiście to, że technologia ta pozwala na maksymalne wydłużenie czasu odtwarzania na jednym ładowaniu samych słuchawek. A pamiętajmy, że pojemność akumulatorów w dousznych słuchawkach bezprzewodowych jest po prostu ograniczona ze względu na ich rozmiary.

Oczywiście długo można by pisać, dlaczego klasa AB będzie – w tym konkretnym przypadku – lepsza od klasy D. Poza tym to i tak temat na osobną, bardziej wnikliwą historię. Proszę jednak zwrócić uwagę chociażby na to, że żaden z lepszych, droższych odtwarzaczy przenośnych z klasy D nie korzysta. A niektóre – także przenośne – wzmacniacze słuchawkowe (jak chociażby nowy Astell&Kern PA10) chwalą się pracą w klasie A.

Final ZE8000

Aha, jakby tego było mało – to Final zadbał także o nieco bardziej zaawansowane filtrowanie zasilania. Co jeszcze ciekawsze, używa tutaj kondensatorów znanej japońskiej marki Rubycon. Szczerze powiedziawszy, to chyba pierwsze dokanałówki bezprzewodowe z tak, użyjmy tego jakże pięknego określenia, „audiofilskimi” kondensatorami.

Nowe przetworniki dynamiczne

Sama elektronika, jako taka – to nie jedyne novum, z jakim będziemy mieć w przypadku ZE8000 do czynienia. Bo kompletnie od zera, specjalnie z myślą o tym modelu zaprojektowano dedykowane przetworniki dynamiczne o średnicy 10mm. Co ciekawe, w przeciwieństwie do modeli ZE2000 i ZE3000, gdzie mamy do czynienia z membranami wykonanymi z żywicy, to ZE8000 stawia tutaj poprzeczkę – jakby nie patrzeć – znacznie wyżej. Otóż w ich przypadku przetworniki mają membrany aluminiowo-magnezowe. Materiał ten, czy to w przypadku słuchawek, czy to przetworników wysokotonowych w kolumnach głośnikowych uznawany jest przez niektórych, jako znajdujący się jeden poziom niżej od berylu, jeżeli pod uwagę weźmiemy jego miejsce w hierarchii twardych materiałów na membrany.

Jednocześnie zastosowanie właśnie takiego (czyli twardego, o dużej sztywności i niskim tłumieniu rezonansów własnych) materiału w przypadku przetwornika w słuchawkach – ma bardzo duże uzasadnienie. Przede wszystkim dlatego, że ze względu na niewielką średnicę membrany (w tym przypadku ok. 10 mm) jej pierwszy rezonans będzie znajdował się dość wysoko, daleko poza pasmem audio. A wciąż będziemy mogli korzystać z głównej zalety twardych materiałów, która jest dużo bardziej tłokowa (aniżeli w przypadku materiałów miękkich o wysokiej stratności) praca. A co za tym idzie – bardzo szybkie „wygaszanie się”, czyli mówiąc już bardziej technicznym żargonem: bardzo dobra odpowiedź na wykresie CSD („Cumulative Spectral Decay”), znanym także, jako „odpowiedź wodospadowa”.

Final ZE8000

W przetwornikach w ZE8000 zastosowano także kolejne rzadko spotykane rozwiązanie. Otóż przewody, które łączą cewkę przetworników z resztą układu nie są przyklejone do membrany. Zamiast tego prowadzone są bezpośrednio do nawinięcia cewki. Taka konstrukcja sprawia, że można było pominąć klej łączący przewód z membraną. I w ten sposób ominąć nie tylko dodatkową masę, ale też nierówny jej rozkład na membranie.

Tych, mniej lub bardziej, „drobnych” detali technicznych jest w ZE8000 całkiem sporo, jednakże powyższe są w sumie najbardziej istotne. A zanim przejdziemy do opisu brzmienia – to jeszcze tylko kilka słów o funkcjonalności.

ANC, mikrofony i użytkowanie w praktyce

Ujmijmy te kwestie zwięźle. Jeżeli chodzi o ANC: mamy dostępne cztery tryby. Pierwszy to tryb włączonej redukcji szumów otoczenia i nie wymaga dodatkowego wyjaśnienia. Drugi to tryb „ambient”, w którym słuchawki dopuszczają dźwięki z otoczenia – tutaj efekt jest podobny, jakbyśmy mieli na głowie wokółuszne słuchawki półotwarte. „Voice Through Mode” faworyzuje z kolei ludzki głos. Czwarty i ostatni to zaś „Wind-Cut Mode”, czyli tryb wyciszający dźwięk wiatru.

To co jednocześnie istotne, to fakt, że aby skorzystać z wyboru pomiędzy tymi trybami – należy zainstalować na telefonie aplikację „Final Connect”. W aplikacji tej możemy wybrać nie tylko tryb działania systemu ANC, ale też znajdziemy kilka dodatkowych funkcji. Jedną z nich jest korektor graficzny, który możemy przestawić w tryb „custom”, w którym sami będziemy mogli wybrać częstotliwość korekcji. Jednakże najciekawszą rzeczą, jaką w tej aplikacji znajdziemy – to możliwość włączenia trybu „8K SOUND+”. Czym jest ten tryb? Chyba najlepiej odda to informacja w aplikacji Finala:

„8K SOUND+ ulepsza cyfrowe przetwarzanie sygnału do wyższego poziomu i wykorzystuje do maksimum możliwości obliczeniowe  ZE8000 umożliwiając Ci cieszenie się z najwyższej jakości dźwięku „8K SOUND”.

Przy czym zwróćmy też uwagę na drugą część informacji, jaką zobaczymy w aplikacji właśnie pod zakładką 8K „SOUND+”:

Ze względu na bardziej zaawansowane algorytmy i większe obciążenie obliczeniowe cyfrowego przetwarzania sygnału, w zależności od odtwarzanego formatu, 8K SOUND+ może zużyć więcej mocy, skutkując krótszym, niż zwykle czasem ciągłego odtwarzania muzyki. Częstsze ładowanie baterii rozwiąże ten problem”.

O ile ostatnie zdanie należy oczywiście potraktować nieco bardziej humorystyczne, to powyższa informacja w sumie dobrze oddaje to, czym jest system 8K SOUND+. To po prostu zastosowanie dokładniejszych algorytmów w DSP i filtrach cyfrowych, co powinno poskutkować lepszym brzmieniem.

No i jeżeli już o tym brzmieniu mowa, to przejdźmy do w sumie najważniejszego.

Final ZE8000 – czyżby szczęśliwa ósemka (i symbol nieskończonej doskonałości zarazem)?

Po kolei zatem. Pierwszą rzeczą, jaka od razu zwraca naszą uwagę w przypadku ZE8000 jest to, że – i to zapewne może wielu zaskoczyć – ich brzmienie zupełnie nie pasuje do tego, co znamy, co do tej pory słyszeliśmy ze słuchawek typu TWS, czyli True Wireless. Pozwolę sobie ująć to jeszcze inaczej: w przypadku ZE8000 od razu po prostu słychać, że cała ta zaimplementowana w nich technologia – po prostu działa. Mało tego, działa wręcz znakomicie. Ergo: ma swoje bezpośrednie przełożenie na to, co najlepsze bezprzewodowe Finale reprezentują sobą brzmieniowo. Jeszcze tylko tak dla jasności dodam, że wszystkie odsłuchy przeprowadziłem przy włączonym trybie „8K SOUND+”, no bo po co używać czegoś na pół gwizdka?

Final ZE8000

Jednocześnie przygodę z Finalami rozpocząłem – po ich wstępnym wygrzaniu – nieco mniej formalnie. I bardziej na luzie, bo od płyty „M4” zespołu „The Faunts”. I od razu tym, co było najbardziej uderzające, chociażby w porównaniu ze skądinąd bardzo dobrymi (jak na swoją cenę oczywiście) ZE2000 i ZE3000 była pewna bardzo specyficzna, acz trudna do zwerbalizowania płynność i pełnia brzmienia. W tej kwestii pozwolę sobie nawet zaryzykować jakże z pozoru ryzykowne stwierdzenie, iż ZE8000 reprezentują tutaj poziom, który może być de facto trudny do osiągnięcia dla wielu „przewodowych” zestawów typu odtwarzacz przenośny i słuchawki z niższej i nawet średniej półki.

Rzecz właśnie w tym, że brzmienie ZE8000 wciąga od pierwszych sekund i jest w stanie nie tylko utrzymać uwagę słuchacza na przestrzeni kolejnych minut, utworów i całych albumów, ale też z każdym kolejnym wciąga jeszcze bardziej. Pozwolą Państwo, iż posłużę się tutaj pewną analogią. Otóż dawno temu, u zarania audiofilskich dziejów, kiedy nie było jeszcze Internetu i królowały drukowane periodyki, mówiło się o tak zwanej „próbie pilota”. W dużym skrócie chodziło o to, że jeżeli puścimy na danym sprzęcie któryś z naszych ulubionych albumów i w trakcie odtwarzania będziemy chcieli zmienić utwór na następny – to wtedy będzie wiadomo, że coś jest, mówiąc po ludzku, „nie tak”. Że w brzmieniu sprzętu jest jakiś element, który nam przeszkadza.

Przytaczam powyższe właśnie dlatego, że Final ZE8000 jest idealnym wręcz przykładem na sprzęt, w którego brzmieniu jest właśnie wszystko bardzo na „na tak”. I to już bez różnicowania, czy mówimy o źródłach, amplifikacji, kolumnach głośnikowych, czy – właśnie – słuchawkach. Bo japońskie bezprzewodowe dokanałówki rzeczoną „próbę pilota” (czy też w tym przypadku bardziej: smartfona) przechodzą niemalże wzorcowo.

Ta płynność, spójność i jakże właśnie trudna do zwerbalizowania, a przy tym jednocześnie bardzo specyficzna koherencja słyszalna była chociażby na „Watchful Guardian” Hansa Zimmera. Do tego na tym utworze ZE8000 pokazały także, że nowe przetworniki dynamiczne Finala potrafią zaoferować brzmienie pełnopasmowe. Bas był subsoniczny, a przy tym bardzo czytelny. A przy tym zachowana była kontrola całego pasma, aż do samej jego góry.

Jednocześnie, nim przejdziemy dalej – to pozwolę sobie na jeszcze kolejną uwagę odnośnie tej wspomnianej wcześniej spójności. Otóż, wszystkie cechy brzmienia ZE8000 wskazują na to, że cały ten marketingowy żargon Finala z filtracją „FIR” w domenie cyfrowej to nie tylko teoria. Tylko po prostu coś, co działa w praktyce.

I, proszę mi wierzyć, różnica w brzmieniu pomiędzy ZE8000 a innymi, znacznie tańszymi (poniżej tysiąca złotych) słuchawkami typu TWS to różnica całościowa i fundamentalna zarazem. I występuje ona – acz może nie na aż tak dużą skalę – na dokładnie takiej samej płaszczyźnie, jaka ulegała przeobrażeniu po wpięciu w tor cyfrowy takiego urządzenia, jak Chord M Scaler. To nie do końca to samo, ale zmiany idą w podobnym kierunku. Tutaj nie chodzi o to, że ZE8000 mają lepszy bas, środek, górę, przestrzenność, czy jakiś inny możliwy do obiektywnego wydzielenia osobno element. Tutaj chodzi jakby o podłoże tych wszystkich czynników, które składają się na całokształt brzmienia. Tak swoją drogą – to jakoś wcale mnie to nie dziwi. Bo w przypadku filtracji WTA zastosowanej w Chordzie także na pierwszym miejscu postawione jest jak najlepsze przetwarzanie sygnału w domenie czasu.

Final ZE8000

Trudno jest przy tym jednoznacznie i arbitralnie stwierdzić, czy to właśnie to sprawia, że w brzmieniu ZE8000 faktycznie nic nie drażni. Jednakże faktem jest, że słuchając „Precious” Annie Lennox, mogę śmiało stwierdzić, że naprawdę rzadko słyszę ten utwór odtworzony w tak pełny, aż chciało by się rzec – dojrzały sposób. Proszę mi wierzyć, jest wiele kolumn głośnikowych, które ta realizacja potrafi koncertowo wręcz wyłożyć. Oczywiście – w skali absolutnej – słuchać tutaj pewne ograniczenia, czy to w zakresie rozdzielczości, czy przestrzeni. Ale jak na słuchawki, i to w dodatku takie bez kabla – jest znakomicie. Tak samo został odtworzony „Linger” The Cranberries. Na „Ode To My Family” po raz kolejny zwróciła uwagę na siebie niebywała niemalże – tutaj posłużmy się chyba najbardziej wyświechtanym określeniem w całej recenzenckiej branzy – muzykalność tych słuchawek.

Pozostając jeszcze przy zrealizowanej w studiach Mayfair i The Church płycie brytyjskiej wokalistki nasuwa się nieuchronnie kolejny wniosek. Chodzi o ogólną tonalność, czy też – jak kto woli – barwę ZE8000. Otóż słuchawki te nie grają ani „uśmiechnięta” charakterystyką, ani też nie faworyzują środka pasma. Sam środek jest pełni i zaskakująco wręcz nasycony. I faktycznie, brzmienie ZE8000 jest nieco, minimalnie można by rzec, po cieplejszej stronie. Aczkolwiek tutaj wcale nie odbywa się to poprzez często spotykane w sprzęcie budżetowym kombinacje z charakterystyką pasma. Nie mamy tutaj zjawiska polegającego na tym, że bas, czy nawet jego przełom ze środkiem nam ten środek zasłaniają. Bardziej bym powiedział, że ogólny charakter brzmienia, ich ogólna maniera soniczna to prezentacja – mówiąc kolokwialnie – „na bogato”.

Zmieńmy jeszcze na chwilę repertuar na nieco spokojniejszy i bardziej klasyczny. Orphée Jóhana Jóhannsona zabrzmiało z należytą precyzją i barwą. Także i z taką muzyką Finale radzą sobie doskonale. Także i w tym przypadku zauważyć można było nie tylko całościową spójność brzmienia, ale i także ogólne zrównoważenie. To już ten poziom, gdzie nie mamy żadnych przygód w zakresie ewidentnego podbicia jakiejś części charakterystyki.

I jeszcze kilka słów, aby formalności stało się zadość, o skrajach pasma. Początkowo mogłoby się wydawać, że jest nieco przesłodzona, nieco w tle. Jednakże im dłużej będziemy słuchać ZE8000, tym bardziej się upewnimy, że – jeżeli chodzi o wysokie tony z przetworników dynamicznych – to Final osiągnął tutaj bardzo dobry poziom. To samo zresztą tyczy się niskich tonów. Tutaj z kolei mamy bardzo dobre nie tylko rozciągnięcie i kontrole, ale także i rytm. Bas jest świetnie spięty z resztą i pomimo tego, że potrafi uderzyć, nigdy nie gra „po swojemu”, stanowi integralny element całościowego przekazu.

Final ZE8000 – podsumowanie nieco nietypowe

Przyznam szczerze, że w momencie, kiedy dowiedziałem się, że Final przestaje produkować serię Sonorous – byłem mocno zaskoczony. Jeszcze bardziej zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem takie słuchawki, jak EVA2020. Potem oczywiście Japończycy zaprezentowali markę Ag, a jeszcze potem – wyszły ZE2000 i ZE3000. Po zapoznaniu się z tymi ostatnimi – byłem już mniej zdziwiony. Bo po prostu zaczęło to mieć coraz większy sens. A teraz mamy – powiedziałby, że ostatni element układanki, aczkolwiek podejrzewam, że jednak nie – właśnie ZE8000.

Final ZE8000

I powiem tak. Raz na jakiś czas zdarza się produkt, który wywraca wszystko do góry nogami. Zacznijmy od tego, że – bo obiecałem jeszcze na wstępie do tej kwestii powrócić – Finale nie są wcale takie takie. Można w sumie za to kupić już jakiś budżetowy zestaw „przewodowy” składający się z odtwarzacza i słuchawek. Tylko w sumie po co, skoro jest duża szansa, że ZE8000 zagrają po prostu lepiej?

To raz. Dwa, jeżeli już o cenie mówimy, to największą hecą w przypadku tych akurat słuchawek jest to, że jeżeli zestawimy stosunek jakość cena takich słuchawek, jak właśnie chociażby ZE2000 i ZE3000 do tego, co za większe pieniądze oferują ZE8000 – to te ostatnie, uwaga, wypadną tutaj lepiej. Słuchawki te są jedną, że pozwolę sobie to tak określić, z lokalnych osobliwości na ekliptyce audio, gdzie w jakiś dziwny sposób nie działa tak zwane „diminishing returns”. Czyli gdzie za spory przyrost ceny otrzymujemy jeszcze więcej, mówiąc wprost, muzyki.

Nagroda Redakcji.

Dystrybutor: Fonnex https://fonnex.pl
Cena: 1599 zł