Final EVA2020 TWS – recenzja

Final EVA2020 TWS

Final EVA2020 to słuchawki dokanałowe w technologii True Wireless, które oprócz łączności bezprzewodowej charakteryzują się także nadzwyczaj charakterystycznym wyglądem. Ich wzornictwo nawiązuje do popularnego i znanego w Japonii serialu Evangelion. Ale to nie wszystko. Zwróćmy uwagę na to, iż producent tych słuchawek gościł już niejednokrotnie na łamach hifizone.pl. I to nie tylko przy okazji recenzji porównawczej obu modeli znanych i lubianych słuchawek D8000 oraz D8000 Pro, ale i także przy okazji jakże specyficznych i – swoją drogą – znakomitych słuchawek Sonorus X. Wspominam o tych ostatnich dlatego, że pomimo oczywistych różnic w cenie oraz zastosowanych technologiach, nasuwa się na myśl jedna rzecz. Otóż Japończycy zdają się mieć – jeżeli spojrzymy na wizualną stronę rzeczy – sporo polotu i jeżeli przejrzymy wnikliwie ofertę Finala to dojdziemy do wniosku, że wzornictwo idzie raczej w stronę oryginalności, aniżeli przypodobania się wszystkim i w każdej sytuacji. Co więcej, EVA2020 to także pierwsze bezprzewodowe słuchawki Finala. I od razu mamy tutaj skok na głęboką wodę, ponieważ są to – poprzez nawiązanie do serialu Evangelion – słuchawki poniekąd kolekcjonerskie. Czyli też takie, gdzie stosunek jakości do ceny niekoniecznie stoi na nadrzędnym miejscu. Zasadnym zatem będzie pytanie – jak EVA2020 sprawdzają się w codziennym użytkowaniu i, co chyba ważniejsze, czy są w stanie obronić się na bardzo konkurencyjnym rynku dokanałowych słuchawek True Wireless w cenie do tysiąca polskich nowych złotych?

Budowa oraz funkcjonalność, bo jak wyglądają bezprzewodowe Finale – każdy widzi

Zacznijmy od wykonania samych słuchawek i etui – tutaj przychodzi na myśl sformułowanie: „japońska precyzja”. Inaczej rzecz ujmując, jeżeli chodzi o jakość oraz spasowanie elementów, to w tym aspekcie nie ma się do czego przyczepić. Przyciski w słuchawkach (po jednym w każdej) działają precyzyjnie i bez zarzutu. Etui będące jednocześnie akumulatorem i ładowarką dla słuchawek sprawia wrażenie niezwykle solidnego. Z tym, że tutaj mam jedną, lecz jednak – uwagę. Otóż chodzi o sposób otwierania tego etui – miejsce, gdzie chwytamy za otwierające się wieko mogłoby być albo bardziej wyżłobione, albo też posiadać jakiś bardziej chropowaty element. Oczywiście z czasem można się do tego przyzwyczaić, jednakże warto o tym wspomnieć, bo sprawne otwieranie wieka wymaga nabycia pewnej wprawy.

Jeżeli zaś o samo sterowanie chodzi to jest ono logiczne i proste, tutaj producent postarał się nie komplikować niczego. Ciekawostką i zapewne ważną rzeczą dla fanów serialu Evangelion będzie zapewne to, że w słuchawkach usłyszymy głos operatora z tego serialu, chociażby przy ich włączaniu i wyłączaniu. Ot, taka prosta okazja do nauczenia się kilku słów po japońsku. Albo też angielsku, bo informacje głosowe możemy zamienić także na ten akurat język.

Final EVA2020 TWS
Z kolejnych rzeczy praktycznych – to w trakcie dłuższego użytkowania – słuchawki potwierdziły deklarowany przez producenta czas pracy na jednym ładowaniu, za co należy się uznanie. Co więcej, pomijając już pewne specyficzne cechy konstrukcji, to po paru miesiącach użytkowania słuchawki dalej wyglądają, jak nowe, zatem tutaj kolejny plus.

Oczywiście w zakresie łączności słuchawki te korzystają z technologii True Wireless. Jeżeli zaś chodzi o konstrukcję przetwornika – to Final postawił tutaj na rozwiązanie poniekąd pewne i sprawdzone. Czyli na mały przetwornik dynamiczny mający zapewnić równomierne brzmienie w całym paśmie. Ale to nie wszystko, bo oczywiście także i tutaj Japończycy zrobili pewne rzeczy niejako po swojemu. Otóż producent deklaruje, iż zastosował jedynie drobną korekcję wysokich tonów, jaka wymagana jest przy transmisji Bluetooth. Przy czym ten ostatni protokół słuchawki wspierają w wersji 5.0 wraz z kodekami SBC, AAC oraz aptX.

No i w zestawie otrzymujemy doskonałe gumki Finala, chociaż tego można się było spodziewać. No i byłbym zapomniał – słuchawki oczywiście są oferowane w różnych wersjach kolorystycznych, teraz już czterech (niedawno Final wprowadził wersję czarno-czerwoną). Mi akurat do testu przypadły zielono-fioletowe.

Final EVA2020 – brzmienie

Zacznijmy od tego, że także w zakresie brzmienia producent poszedł swoją drogą. I przy tym na pewno nie starał się stworzyć słuchawek maksymalnie neutralnych , czy przeźroczystych. A zamiast tego postawił na nasycenie oraz rozsądnie dozowany „fun-factor”. I jeżeli się bardziej nad tym zastanowimy, to takie brzmienie w przypadku tych słuchawek ma sens, bo jest też tak, że są one dedykowane też do raczej młodszej grupy odbiorców, dla której pewne audiofilskie smaczki nie będą – śmiem twierdzić – najważniejszym kryterium. Jednocześnie wcale nie znaczy to także, że słuchawki grają też taką typową, „uśmiechniętą” można by rzec charakterystyką. Bo, żeby było ciekawiej – to tak też nie jest. Ale po kolei.

Final EVA2020 TWS
Przede wszystkim słuchawki grają brzmieniem gęstym i energetycznym, oczywiście na tyle, na ile w tej cenie mogą. Bas stawia na obecność i budowanie basowego fundamentu w każdym nagraniu i jest go może minimalnie więcej w odniesieniu do reszty pasma, jednakże w ramach tej konkretnej koncepcji taka prezentacja niskich częstotliwości się całkiem nieźle sprawdza. Jest tak pewnie dlatego, że o ile najniższe składowe są minimalnie poluzowane to jednak średni i niski bas jest już całkiem przyzwoity, tutaj najwyraźniej opłaciło się zastosowanie przetwornika dynamicznego. Słychać to w utworze „Why So Serious Hansa Zimmera”, gdzie EVA2020 dość entuzjastycznie podchodzą do tematu odtwarzania najniższych składowych i nie silą się niepotrzebnie na zachowanie najwyższej precyzji, oferując w zamian całkiem dobre (pamiętajmy o cenie oraz łączności bezprzewodowej) nasycenie w tym zakresie.

Śmiem także podejrzewać, że to właśnie niskie tony, dodatkowo sprawnie spięte z zaakcentowanym niższym środkiem sprawiają, że słuchawki te nigdy raczej nie zagrają nazbyt agresywnie. Producent deklaruje, że zastosował tutaj jedynie „drobną korekcję” wysokich tonów w oprogramowaniu, a całościową równowagę brzmienia uzyskał poprzez odpowiednie strojenie pojedynczych dynamicznych przetworników. I trudno się tutaj nie zgodzić z tym, że sprawdziło się to w praktyce, ponieważ całościowy efekt jest niezwykle strawny.

Bo tak się składa, że środek pasma oferowany przez japońskie bezprzewodowe dokanałówki jest przede wszystkim przyjemny w odbiorze. Mamy tutaj brzmienie idące w kierunku nasycenia i doenegetyzowania przekazu – bez silenia się na monitorową dokładność i jakąś wielką precyzję. Jednakże warto też tutaj wspomnieć o tym, że jednak, tak całościowo, „Evangeliony” trzymają z nagrania na nagranie dość stabilny poziom. Oczywiście, dokonują tutaj pewnej swojej interpretacji nagrania, jednakże jest to interpretacja, z jaką można żyć a nie taka powodująca po parunastu minutach spore zmęczenie.

Final EVA2020 TWS

Bo właśnie brak przykrych elementów w brzmieniu jest – oprócz nasyconej i entuzjastycznej prezentacji – jedną z bardziej charakterystycznych cech tych słuchawek. Zapewne też ma w tym swój udział też góra pasma, która jest uspokojona i nieco uśredniona, czego można się było zresztą spodziewać. Jednocześnie nie mamy też wrażenia, iż słuchawki grają ciemno, producent tutaj zachował umiar w elektronicznej korekcji, co mu całkiem dobrze wyszło.

Na płycie Annie Lennox „Diva” słychać, że mamy tutaj do czynienia z pewnymi kompromisami, jednakże utwór „Money Can’t Buy It” zabrzmiał naprawdę dobrze. I, co ciekawe – była dobra i dość dynamiczna podstawa basowa, ale co ciekawsze, słuchawki poradziły sobie z przekazaniem ogólnego klimatu nagrania. Oczywiście, na utworach typu Nils Frahm „Says” słychać, że rozdzielczość jest ograniczona, ale pamiętajmy, że Final EVA2020 to w dalszym ciągu nie jest chociażby Campfire Audio Andromeda.

Final EVA2020 – nie tylko wygląd

Patrząc na pierwsze bezprzewodowe słuchawki Finala z bardziej całościowej perspektywy, a także poprzez pryzmat ich nieco dłuższego, bo kilkumiesięcznego użytkowania w różnych sytuacjach muszę powiedzieć, że słuchawki te – całościowo – zdobyły moje uznanie. Przede wszystkim w sensie takim, że o ile ich wygląd jest oczywiście oryginalny, to jest też, w pewnym sensie – nieco mylący. Bo pamiętajmy o tym, że Final to jednak Final i słuchawek nie robi od dwóch tygodni. Inaczej rzecz ujmując, EVA2020 są całkiem kompetentne brzmieniowo. Oczywiście, jakby nie było, to pojawia się kwestia ceny oraz stosunku tejże ceny do brzmienia. I powiem tak: jasnym dla mnie jest, że pierwsze bezprzewodowe słuchawki Finala to model w znacznej mierze przewidziany, jako kolekcjonerski. Dlatego też stosunek jakości do ceny nie był tutaj prawdopodobnie na pierwszym miejscu. A jednocześnie, nieco z drugiej strony, to Finale po prostu bronią się same. Japończycy postawili tutaj na sprawdzone rozwiązanie, czyli zastosowanie pojedynczego przetwornika dynamicznego. I to się – patrząc poprzez pryzmat brzmieniowy – opłaciło. Co ciekawe, brzmienie jest nieco „podrasowane”, ale wciąż zachowuje pewne audiofilskie smaczki. Na pewno polecam wpisać je na ewentualną listę słuchawek do odsłuchania, bo tutaj mamy chociażby przykład tego, że można połączyć jakże charakterystyczne wzornictwo z brzmieniem, które w bardzo ciekawy sposób zdaje się omijać limitacje transmisji bezprzewodowej.

Final EVA2020 TWS

 

Pozwolę sobie jeszcze na chwilę, tak w ramach dygresji, wrócić do samej konstrukcji słuchawej. A konkretnie do faktu zastosowania przetwornika dynamicznego. Otóż myslę, że ze strony Finala był to bardzo przemyślany ruch. Oczywiście można by tutaj polemizować, jednakże mam nieodparte wrażenie, że w tego typu słuchawkach pojedynczy przetwornik armaturowy nie sprawdziłby się już tak dobrze, jak dynamiczny. Jakby nie było, to weźmy tutaj poprawkę na transmisję bezprzewodową. Dla mnie osobiście pierwsze bezprzewodowe Finale są też przykładem na to, że o ile producent ten dość, można by rzec, osobliwie czasami podchodzi do tematu wzornictwa (trudno tutaj się powstrzymać do zwrócenia uwagi na Sonorusy X), to brzmienie każdego modelu jest już bardziej przemyślane i niejako „skrojone” pod konkretną aplikację. Wnioski oczywiście pozostawiam Państwu.

Adam Kiryszewski

Cena: 899 PLN
Dystrybutor: 
Fonnex http://www.fonnex.pl

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*