Final Audio ZE2000 i ZE3000 to bezprzewodowe słuchawki dokanałowe w technologii TWS znanej japońskiej marki, która gościła już na łamach hifizone.pl przy okazji recenzji takich modeli nausznych, jak chociażby D8000, D8000 Pro, czy jakże osobliwych, drogich, ale i niezwykle ciekawych zarazem Sonorous X. Warto też, już na samym wstępie, wspomnieć o niezwykle ciekawym kontekście, w jakim ZE2000 i ZE3000 należy rozpatrywać. Otóż te dwa modele nie są wcale pierwszymi dokanałowymi i bezprzewodowymi zarazem słuchawkami marki Final. Bo tutaj palma pierwszeństwa należy się oczywiście modelowi EVA2020, który swoją drogą trudno z czymkolwiek pomylić ze względu na jakże charakterysytczne wzornictwo nawiązujące do znanego w Japonii (i nie tylko) serialu Evangelion.
Ponadto, na co też należy zwrócić uwagę – Final, mówiąć kololwialnie, maczał także palce w projektowaniu i produkcji słuchawek marki Ag. Przykładem tego niech będą chociażby recenzowane swego czasu na tym portalu TWS04K. A jeszcze inaczej rzecz ujmując: Japończycy nie tylko nie są tutaj nowicjuszami, ale też można śmiało powiedzieć, że mają już całkiem spore doświadczenie, jeżeli chodzi o dokanałowe słuchawki bezprzewodowe w technologii TWS. Co więcej, zarówno Final EVA2020, jak i Ag TWS04K to bardzo udane produkty, dlatego też wysokie oczekiwania wobec serii ZE mogą być jak najbardziej uzasadnione.
Przy czym warto też wspomnieć o jeszcze dwóch kwestiach. Po pierwsze – oba recenzowane modele są bardzo zbliżone cenowo. Bo ZE2000 kosztują 559 zł, natomiast za ZE3000 należy zapłacić 659 zł. I nawet sam producent podaje, że jedne słuchawki od drugich różnią się przede wszystkim strojeniem, a nie tym, że któreś są jednoznacznie lepsze, czy też gorsze. Po drugie – w serii ZE znajduje się jeszcze jeden, najnowszy i długo wyczekiwany model. Mowa oczywiście o zaawansowanych technologicznie ZE8000, które jednak zdecydowanie zaliczają się do zupełnie innej ligi. Chociażby cenowo, bo są przykładowo od ZE2000 prawie trzy razy droższe, kosztując aż 1599 zł. Inaczej rzecz ujmując – dwa niższe modele można w tym momencie uznać za trzon oferty japońskiej marki, jeżeli chodzi o słuchawki dokanałowe TWS we w miarę rozsądnych pieniądzach. I przez taki pryzmat na nie popatrzmy, bo na flagowy model japońskich dokanałówek oczywiście przyjdzie odpowiednia pora.
Final ZE2000 i ZE3000 – budowa i funkcjonalność
Przede wszystkim, o ile oba modele Finala różnią się od siebie brzmieniem (i także nieznacznie ceną), to ich wygląd i wykonanie – są z zewnątrz dokładnie takie same. Dlatego też ta cześć opisu będzie dotyczyć tak samo jednych i drugich słuchawek bez ich specjalnego rozróżniania między sobą.
Porównując recenzowane słuchawki zarówno do wcześniejszego modelu Fianla, czyli EVA2020 – a już do Ag TWS04K w szczególności – dwa modele serii ZE posiadają znacznie mniejsze etui. Tutaj od razu należy się plus za to, że jego otwieranie nie wiąże się już z aż taką ekwilibrystyką, jak w przypadku EVA2020. A jeżeli zaś chodzi o wymiary (i także wagę), to tutaj mamy klasyczny przykład historii typu: „coś za coś”. Mniejsze wymiary i mniejsza waga oznaczają tutaj mniejszą pojemność wbudowanego w etui akumulatora. A ten ma w przypadku ZE2000 i ZE3000 pojemność tylko 300 mAh. Dla porównania: pojemność akumulatora w przypadku EVA2020 to 950 mAh, a w przypadku TWS04K to aż 2600 mAh. Jednakże, dla porównania, w przypadku słuchawek marki AG – etui do słuchawek jest po prostu ponad dwa razy większe, niż w nowych modelach Finala. Podejrzewam też, że układy elektroniczne w ZE2000 i ZE3000 są po prostu bardziej energooszczędne, bo o ile faktycznie etui w tych dwóch konkretnych modelach z serii ZE należy w porównaniu chociażby do TWS04K ładować częściej – to dalej sumaryczny czas pracy (biorąc pod uwagę naładowane do pełna słuchawki i naładowane do pełna etui) mieści się spokojnie w granicach normy. Czyli około 7 godzin na pełnym naładowaniu słuchawek i w okolicach 35 godzin na w pełni naładowanym etui.
Ale żeby nie było: o ile wygląd i samo wykonanie ZE2000 i ZE3000 są doskonałe, to mam nieodparte wrażenie, że Japończycy w każdych swoich słuchawkach dokanałowych, tak trochę dla hecy, starają się wprowadzić jakiś element – że tak powiem – niedoskonałości. W przypadku EVA2020 było to otwieranie etui. A tutaj zaś jest jeszcze inaczej. Pozwolę sobie posłużyć się w tym momencie pewną anegdotą. Po tym, jak wypakowałem pierwsze słuchawki, czyli ZE3000 z pudełka i już się ucieszyłem, że w końcu otwieranie etui nie przysparza problemów, to nagle okazało się, że czeka na mnie kolejny psikus. Otóż wyciągać te słuchawki z etui – trzeba się po prostu nauczyć. Poniekąd wynika to zapewne trochę ze stylistyki samych słuchawek, a trochę z tego, że etui jest po prostu stosunkowo niewielkie, także na to też bierzmy poprawkę. Poza powyższym to – jeżeli chodzi o wykonanie i budowę – nie ma się do czego praktycznie przyczepić. Po prostu solidna robota.
Jeżeli chodzi o sterowanie – to mamy jego dotykową wersję. Działa ono całkiem pewnie i jest logicznie rozdzielone na lewą i prawą słuchawkę. Tutaj w zasadzie bez komentarza, bo można ująć, że jest to dotykowa wersja rozwiązania znanego z TWS04K.
Jedynie pozwolę sobie na pewną uwagę praktyczną, jednocześnie też bardziej ogólną. Otóż, jeżeli szukamy słuchawek, których będziemy używać także w sporcie takim, jak chociażby bieganie, czy rower – to zastanówmy się, czy posiadające fizyczne przyciski modele takie, jak Ag TWS04, czy EVA2020 nie będą lepszym rozwiązaniem. Oczywiście będzie to kwestia stricte indywidualna, jednak po zrobieniu kilku tysięcy kilometrów na rowerze szosowym i zamienieniu EVA2020 na słuchawki ze sterowaniem dotykowym – chciałbym jednak zwrócić na ten, często pomijalny fakt, uwagę.
Final ZE2000 i ZE3000 – brzmienie
Zacznijmy od rzeczy, można by powiedzieć – dość fundamentalnych. Otóż oba modele Finala oferują zauważalny postęp jakościowy w stosunku do chociażby, jakby nie było, firmowanych przez Finala słuchawek Ag TWS04. Przy czym ZE2000 i ZE3000 faktycznie różnią się brzmieniowo od siebie na tyle, że warto tutaj przyjrzeć się nim niejako z osobna. Bo o słuchawki te mają oczywiście inaczej rozłożone akcenty w poszczególnych pasmach, to różnice między nimi wykraczają poza to i faktycznie mogą powodować zupełnie inne wrażenia podczas odsłuchów. Co ciekawe, sprawa tutaj nie jest taka wcale jednoznaczna, jakby mogło się wydawać, i w sumie wychodzi na to, że to ZE3000 są słuchawkami łatwiejszymi zarówno w opisie, jaki i ocenie.
Dlatego też właśnie od nich zacznijmy. Przede wszystkim ten nieco droższy z dwóch testowanych modeli, i także teoretycznie lepszy (jeżeli spojrzymy poprzez pryzmat cyferek w nazwie) model oferuje brzmienie bardziej stojące po stronie neutralności. ZE3000 dalej mają lekko lekko uśmiechniętą charakterystykę, jednakże nie ma tutaj mowy o zaznaczeniu basu w takim stopniu, jak ma to miejsce w ZE2000. Ale odłóżmy może niskie częstotliwości na bok i skupmy się na podstawowej różnicy, jaką jest ogólny sposób prezentacji brzmienia. Otóż „trzytysiączki” grają nie tylko niezwykle równo, ale też w bardziej dystansowany, odległy sposób. Ciekawe jest to, że fe facto nie słychać tego aż tak bardzo od razu, dopóki nie porównamy ich bezpośrednio z modelem ZE2000. Na „Rory’s First Kiss” Hansa Zimmera to właśnie te drugie słuchawki zaprezentowały większy ładunek emocjonalny, i też zaoferowały bliższy środek oraz całościowo bardziej nasycone właśnie na tymże środku brzmienie. Jednocześnie, o ile w obu przypadkach słyszymy, że mamy do czynienia ze słuchawkami bazującymi na przetwornikach dynamicznych, to 3000 gra nieco bardziej, pozwolę sobie użyć tego określenia, armaturowo.
Tori Amos „The Siren” na ZE3000 zabrzmiało równiej, tutaj było słychać, że 2000 jednak trochę bardziej kombinują z charakterytyską i mają nieco podkreślony zakres wyższego środka, a także bardziej zaznaczony bas. Na ZE3000 słychać też wyższą selektywność. I to właśnie te słuchawki bardziej preferowałem w przypadku tego utworu, głównie przez zauważalnie lepsze zrównoważenie całego pasma. Inną zaś sprawą jest to, że lepiej zaznaczony na tym utworze był bas w ZE2000.
A jeżeli już chodzi o niskie częstotliwości w obu japońskich modelach słuchawek to kolejne ciekawe obserwacje można poczynić na takim utworze, jak Hooverphonic „Inhaler”. Tutaj wyraźnie słychać, że w tak w całościowym rozrachunku to ZE3000 mają równiejszy bas. Jest on na nich nie tylko bardziej konturowy, ale też mniej wyeksponowany w jego środkowym zakresie. Na całej płycie „a new streophonic sound spectacular” można też zauważyć najważniejszą w sumie różnicę pomiędzy tymi słuchawkami. Jest to nie tyle całościowy sposób budowania sceny, co poczucie ogólnego wrażenia bliskości dźwięku. Brzmienie ZE3000 jest bardziej oddalone, bardziej eteryczne, przestrzenne. I też bardziej zwiewne, bardziej skupione na dźwiękowym planktonie. Na ZE2000 z kolei mamy prezentację bliższą, bardziej nasyconą i dociążoną, co jest też dodatkowo potęgowane przez wyraźniej zaznaczony bas.
Co ciekawe – bas, jego charakter na ZE3000 przypominał mi trochę swoim „ustawieniem” niskie tony w Yamahach NS1000. Niskie tony, chociaż cały czas obecne, grały jednak rolę drugoplanową i dopiero ujawniały się wtedy, gdy naprawdę wymagało tego nagranie. Wyraźnie słychać to było na „Budgie” Hansa Zimmera ze ścieżki dźwiękowej z filmu „Rush”. To akurat nagranie miało zdecydowanie większy sens na „dwutysiączkach”, gdzie pojawiła się odpowiednia masa, natężenie na basie. ZE3000 potraktowały to nagranie bardziej właśnie monitorowo – pokazały, że jest impuls na niskich częstotliwościach, ale już nie robiąc takie wrażenia.
Sytuacja była też dość jasna na „Precius” Annie Lennox. A konkretnie – tutaj też dość wyraźnie było słychać, że mamy do czynienia z dwoma rodzajami, że tak to kolokwialnie ujmę, „przepisu na brzmienie”. Na ZE2000 było bliżej, cieplej, wokal był bardziej ekspresyjny i całe nagranie zostało podane też w sposób bardziej energetyczny sposób. Ale żeby nie było: na płycie „Diva” było też słychać, że to de facto ZE3000 mają bardziej wyrównane pasmo. A przy tym jest ono minimalnie, ale jednak – po nieco jaśniejszej stronie.
To, co w obu przypadkach zasługuje na zdecydowaną pochwałę – to z pewnością wysokie tony. Są już, jak na słuchawki typu TWS – już zwłaszcza w tej cenie – na bardzo dobrym poziomie. A przy tym ten zakres także posiada inny charakter w ZE2000, aniżeli w pierwszym modelu serii ZE (jakim oczywiście były 3000). W przypadku ZE2000 wyższe tony mają, jakkolwiek to zabrzmi, większy „ciężar” – są bardziej zaznaczone w swoim niższym podzakresie i także bardziej nasycone. Jednocześnie „trzytysiączki” nie kreślą ich aż tak grubą kreskę i ścieżka dźwiękowa z Twin Peaks to na nich zabrzmiała lepiej.
Final Audio ZE2000 i ZE3000 – które dla kogo?
Pozwolą Państwo, iż nie wskażę jednoznacznie, które słuchawki z tego zestawienia są jednoznacznie „lepsze”. Bo tutaj określenie „lepsze” dla każdego może de facto oznaczać coś zupełnie innego. To raz. Dwa – nie zapominajmy też o tym, iż oba modele Finala to de facto słuchawki o zasadniczo takiej samej zasadzie działania. Czyli jedne i drugie oparte są o pojedyncze przetworniki dynamiczne. Podobnie zresztą, jak wcześniejsze EVA2020, Ag TWS04, czy też najnowsze i flagowe zarazem w całej linii ZE8000. Interesujące jest przy tym to, że słuchając ZE3000 bez porównywania ich z ZE2000 sprawa wydaje się jasna i można by je uznać po prostu za zauważalny i logiczny zarazem postęp w stosunku do chociażby do TWS04. Tutaj jednak marka Final w jakiś sposób zobowiązuje i nawet patrząc przekrojowo – to są bardzo dobre słuchawki bezprzewodowe. I sprawa byłaby tak naprawdę, przynajmniej dla mnie, prosta, gdyby nie ZE2000. Nie powiem, że okazały się one czarnym koniem tego zestawienia. Ale jednak pokazały, i to dość dobitnie pewną prawidłowość. Otóż w tego typu słuchawkach, które – nie oszukujmy się – nie osiągają elektrostatycznego poziomu przejrzystości i szybkości może się okazać, że lekkie dociążenie brzmienia może okazać się strzałem w przysłowiową jedenastkę. Piszę to poprzez pryzmat użytkowania ich do takiego codziennego słuchania muzyki, bez wdawania się w jej jakaś głębszą analizę.
Swoją drogą, trzeba też przyznać, że Final pokazał tutaj, że można zrobić dwa modele słuchawek dokanałowych TWS w podobniej cenie i to oparte o przetworniki działające w takiej samej koncepcji – a jednak różniące się brzmieniem. I co ciekawe, w tym konkretnym przypadku istnienie jednych słuchawek wcale nie wyklucza tutaj sensu wprowadzenia na rynek drugich. Bo oba modele są w swojej konkretnej estetyce brzmieniowej bardzo dobre. I to wcale też nie jest tak, że „ze wskazaniem na ZE2000”. Bo tak, jak napisałem powyżej, to, które będą „lepsze” – to już zależy od kilku dość indywidualnych czynników. Oferowany przez te dwa modele z serii ZE poziom jakościowy jest tutaj sumarycznie zbliżony i w tej cenie jest w obu przypadkach bardzo dobrą propozycją, zasługującą na gorącą rekomendację.
Cena: Final ZE2000 – 559 zł, Final ZE3000 – 659 zł
Dystrybutor: Fonnex https://fonnex.pl






