FEZZ Luna EVO – recenzja

Co więcej, zmiany w układzie wejściowym i sterującym nie są jedynymi zmianami, ponieważ te obejmują także stopnie wyjściowe:

„Końcówka mocy też została zmodyfikowana – pojawił się przełącznik trioda-ultralinear, zmieniający tryb pracy lamp mocy,  przeprojektowane zostały też warunki pracy końcówki, głównie przez zastosowanie automatycznej regulacji prądu spoczynkowego. W dużym skrócie, bias katodowy (tzw. autobias) został zastąpiony przez bias sztywny (manualny), jednak regulowany nie przez użytkownika, a przez automatykę analogową, nadzorującą prądy płynące przez lampy i na bieżąco dostosowującą ujemne napięcia podawane na siatki. Rezygnacja z polaryzacji katodowej niesie wiele zalet, z czego największymi są: wzrost mocy, zmniejszenie zniekształceń i poprawienie warunków pracy lamp. Teraz lampy mogą pracować przy mniejszym prądzie, są więc mniej wysilone i powinny służyć dłużej. Co więcej, w miarę zużywania się lamp, w typowym układzie z biasem katodowym mielibyśmy stopniowy spadek prądu i co za tym idzie, mocy wyjściowej. W nowej Lunie układ automatyki będzie ustawiał prawidłowy prąd nawet przy bardziej zużytych lampach, co powinno pozwolić na wyciśnięcie z nich ostatnich soków, przy jakości niewiele gorszej jak przy lampach pełnosprawnych. Słowem – pozwoli na dłuższą eksploatację i dużo późniejsze pojawienie się objawów zużycia lamp.”

Pozwolę sobie w tym konkretnym miejscu na pewien istotny komentarz. Otóż fakt zastosowania automatycznej regulacji prądów spoczynkowych, na dodatek działający cały czas jest naprawdę niezwykle istotny. Przede wszystkim dlatego, że wahania tych prądów w końcówkach mocy są naprawdę sporym problemem. Dotyczą one nie tylko konstrukcji lampowych, ale także i tranzystorowych, gdzie po wyjściu z klasy A następuje przejście do pracy w klasie B, co z kolei skutkuje zjawiskiem znanym jako GM-doubling. Nowa Luna EVO posiada zaawansowany układ zabezpieczający przed takimi wahaniami:

„W Lunie zastosowana została analogowa automatyka ustawiania prądu spoczynkowego. Układ składa się z kilku bloków: przetwornika prąd-napięcie, wzmacniacza, układu całkującego z ogranicznikiem i wzmacniacza końcowego, generującego odpowiednie napięcie ujemne na siatkę. Napięcie to zmienia się, ewoluuje, wraz ze stopniowym zużywaniem się lamp. Automatyka skwapliwie wyręcza użytkownika, który nie musi już z multimetrem i śrubokrętem regulować biasu, czyniąc to za niego, jeszcze doskonalej: bardziej precyzyjnie i w sposób ciągły. Nawet kiedy gra muzyka. W tym zresztą leżało całe wyzwanie – jak utrzymać prąd spoczynkowy na stałym poziomie we wzmacniaczu pracującym w klasie AB, gdzie z definicji prąd zmienia się w zależności od wysterowania? Dość rzec, że między stanem pełnego wysterowania, a brakiem sygnału na wejściu, ujemne napięcie biasu nie drgnie nawet o 1 V.”

Wspomnijmy jeszcze o kolejnej istotnej kwestii, czyli o zastosowaniu transformatorów toroidalnych. FEZZ stosuje je we wszystkich swoich wzmacniaczach lampowych. Co więcej, sam je produkuje – w końcu marka ta powstała poprzez rozwinięcie firmy Toroidy.pl o dział zajmujący się produkcją sprzętu audio. Tak o zaletach i ogólnej charakterystyce transformatorów toroidalnych mówi nam Pan Jakub Korpacz z FEZZa:

„Przewaga toroidów nad popularnymi rdzeniami składanymi z wycinanych bezodpadowo kształtek „EI” bierze się w dużej mierze z optymalnego, z punktu widzenia linii pola magnetycznego, kształtu – symetrycznego, pozbawionego wystających narożników i otworów, w całości otoczonego uzwojeniami. Rdzeń toroidalny ma jeszcze jedną cechę, odróżniającą go od rdzenia złożonego z pakietu blaszek – nie posiada żadnych szczelin powietrznych. Ciasno zwinięty z blachy anizotropowej toroid, z punktu widzenia linii pola stanowi monolit, czego nie da się powiedzieć o rdzeniu złożonym z blaszek, złożonym nawet najstaranniej i najściślej. Pomiędzy nimi występują mikroskopijne przerwy, które stanowią wtrąconą w obwód magnetyczny reluktancję. Ta cecha toroidu nie jest jednoznaczną zaletą, albo mówiąc inaczej: trzeba umieć z niej skorzystać. Transformator z mikroszczelinami powietrznymi (kształtkowy), kosztem niższych możliwych do uzyskania parametrów, wybacza dużo więcej. Różniące się o kilka zwojów, niestarannie nawinięte połówki uzwojenia, niedokładnie dobrane lampy mocy albo lampy zużywające się w nierównomierny sposób, źle ustawiony prąd spoczynkowy… wszystkie te sytuacje prowadzą do częściowego podmagnesowania rdzenia prądem stałym, co przy obecności szczelin powietrznych zachodzi dużo łagodniej. A w przypadku magnetowodu toroidalnego – niemal błyskawicznie. Transformator z nasyconym magnetowodem ma drastycznie węższe pasmo przenoszenia i gigantyczne zniekształcenia, sięgające nawet kilkudziesięciu procent dla najniższych rejestrów pasma. Zatem aby w pełni skorzystać z zalet toroidalnych transformatorów wyjściowych, nie może występować najmniejsza asymetria w połówkach uzwojenia anodowego, a prądy muszą być zupełnie jednakowe, co do miliampera. Wtedy transformator taki odwdzięcza się parametrami niedoścignionymi dla innych typów rdzeni. I o ile z asymetrią uzwojeń można sobie poradzić, nawijając je po prostu odpowiednio starannie, o tyle z nierównymi lampami, a zwłaszcza zużywającymi się nierówno, trudno walczyć. Jedynie zastosowany w Lunie, autorski system automatyki analogowej, który w sposób ciągły nadzoruje i ustawia prądy spoczynkowe z dokładnością do dziesiątych części miliampera, rozwiązuje ten problem w zupełności i pozwala się w pełni cieszyć wybitną jakością toroidalnych transformatorów głośnikowych.”

Podsumowując powyższe, można stwierdzić, że nowa LUNA EVO skrywa naprawdę wiele ciekawych i – przede wszystkim – gruntownie przemyślanych rozwiązań układowych. Zastosowano także opóźnione załączanie napięcia andodowego. Dzięki temu katoda w lampach może osiągnąć optymalną temperaturę emisyjną, zanim w lampie pojawi się wysokie napięcie anodowe. Jest to nie tylko bardzo korzystne dla ogólnej trwałości lamp, ale także zapewnia dużo stabilniejsze uruchomienie wzmacniacza. Dość ważne jest także zastosowanie nóżek antywibracyjnych, zapewniają one przed efektem mikrofonowania. Podsumowując zatem, LUNA EVO to naprawdę wzmacniacz na światowym poziomie, na dodatek posiadający kilka naprawdę przemyślanych rozwiązań.

FEZZ Luna EVO – brzmienie

Pozwolą Państwo, iż zacznę opis brzmienia nowej Luny od nawiązania do pewnej, dość ciekawej w sumie zależności, jaka niezwykle często pojawia się nieco znienacka w ogólnie pojętym świecie audio. Otóż za każdym razem, kiedy otrzymuję na recenzję urządzenie wyróżniające się jakąś konkretną technologią – to bardzo często pojawia się (najczęściej wśród znajomych) pytanie: ile tejże technologii słychać w brzmieniu danego urządzenia. Najbardziej tyczy się to właśnie wzmacniaczy lampowych, gdzie nieuchronnie pojawi się w pewnym momencie pytanie od kogoś: „ile jest lampy w lampie?”.