Wzmacniacz ten kosztuje obecnie (początek 2026 roku) 9750 złotych. Za tę kwotę dostajemy w zestawie pilota (z regulacją zarówno głośności, jak i wyborem źródeł), kosz ochronny dla lamp oraz wbudowane wejście przedwzmacniacza oraz wyjście dla subwoofera. Innymi słowy, w kwocie około 10 tysięcy mamy lampowe urządzenie wykonane całkowicie w Polsce, na dodatek przez renomowanego i rozpoznawalnego producenta. Przy tym również i takie, które korzysta z wielu bardzo nowoczesnych i przemyślanych rozwiązań układowych. Te powinny zaś przekładać się nie tylko na kwestie użytkowe, ale także – albo i przede wszystkim – na brzmienie. Jak jest w rzeczywistości? Postaramy się na to pytanie odpowiedzieć.
FEZZ Luna – budowa i funkcjonalność
Zacznijmy od tego, co widać z zewnątrz. Design tego wzmacniacza jest ogólnie podobny do modelu Silver Luna EVO, który zastępuje. Jest też całościowo tożsamy ze wszystkimi urządzeniami z linii EVO. Jak już wspomniałem przy okazji modelu Silver Luna EVO oraz Recenzji modelu Titania EVO, wygląd najnowszego wzmacniacza jest dziełem współpracy marki FEZZ ze studiem projektowym KABO&PYDO. Oczywiście dla wielu będzie to kwestią wybitnie subiektywną, natomiast faktem jest, że wzmacniacze FEZZa mogą się podobać.
Po prostu widać po tych urządzeniach, że nie są dziełem przypadku i wyszły – patrząc od strony wizualnej – spod ręki czującego temat projektanta. Wzmacniacz dostępny jest, do czego FEZZ zdążył nas już przyzwyczaić, w kilku kolorach, do redakcji trafił akurat model w tonacji kolorystycznej Moonlight, natomiast dostępnych jest jeszcze aż sześć innych wariantów. Tyle odnośnie samego wyglądu, bo de facto nie mniej ciekawa jest sama już funkcjonalność i – przede wszystkim – konstrukcja nowego wzmacniacza. Zaczynając od tej pierwszej, spójrzmy na tylną ściankę urządzenia.
Znajdziemy na niej, oprócz terminali głośnikowych do dwóch różnych impedancji kolumn, także dość ciekawy wachlarz wejść i wyjść. Bo o ile ilość wejść liniowych jest już nieco skromna, to mamy dodatkowo bezpośrednie wejście na końcówkę mocy oraz wyjście – żeby było ciekawiej, stereofonczne – na subwoofer. Gdyby zatem ktoś chciał (co wbrew pozorom na swoje spore uzasadnienie) podłączyć bezpośrednio do Luny dwa subwoofery, to jak najbardziej jest taka możliwość. Na tylnej ściance mamy też dwa przełączniki. Jeden służy do „podniesienia” masy i będzie przydatny w przypadku pojawienia się przydźwięków, drugi zaś to wybór trybu pracy samego wzmacniacza. Do tego ostatniego oczywiście jeszcze dojdziemy, natomiast chciałbym teraz powrócić do samej koncepcji wzmacniacza. Nowa Luna EVO należy de facto do najnowszej serii, o której najlepiej opowie nam P. Jakub Korpacz z FEZZ:
„Fezz wprowadza nową linię wzmacniaczy, mającą zastąpić dotychczasowe urządzenia EVO, na zasadzie odpowiedników. Są one wszystkie wyposażone w ujednolicony garnitur nowych funkcji, dotychczas dostępnych za dopłatą, albo wcale. Pojawiło się włączanie, wybór źródeł i regulacja głośności za pomocą pilota IR; sloty na karty rozszerzeń, sprzedawane osobno, dzięki którym użytkownik może wyposażyć swój wzmacniacz według uznania: w BT, preamp phono, DAC, wejścia XLR lub inne. Taka transformacja stała się okazją do gruntownej przebudowy wszystkich wzmacniaczy, właściwie zaprojektowania ich na nowo, przy uwzględnieniu wniosków wyciągniętych z 10 lat produkcji. Filozofia przy projektowaniu nowego układu Luny, ale nie tylko jej, była następująca: stworzyć wzmacniacz o możliwie najwierniejszym przekazie, oddający najdrobniejsze mikrodetale i pokazujący prawdę o muzyce, bez dodawania czegokolwiek od siebie.”
Należy tutaj zwrócić uwagę szczególnie na ujednoliconą funkcjonalność nowych urządzeń, bo teraz możemy wzmacniacz włączać i wyłączać z poziomu pilota. Bardziej spostrzegawczy zapewne zauważą też, że – w porównaniu do poprzedniego modelu Silver Luna EVO – nowy wzmacniacz ma także o jedną lampę więcej. Dochodzimy w ten sposób do bardzo ważnej, a zarazem istotnej kwestii, czyli tego, iż nowy model ma zupełnie nowy układ elektroniczny, który:
„został zaprojektowany zupełnie na nowo. Zastosowano rozbudowany inwerter o sprzężeniu katodowym, w miejsce stosowanego wcześniej odwracacza fazy o dzielonym obciążeniu. Dostarcza on ok. dwukrotnie większej amplitudy napięcia sterującego, przy niższym poziomie zniekształceń. Ze względu na symetrię tego układu, część zniekształceń nieuchronnie powstających na nieliniowościach lamp ulega po prostu kompensacji, czyli zniekształcenia wytwarzane przez jedną lampę równoważą te, wytwarzane przez drugą. Jest to prosty, a zarazem bardzo elegancki układ, który jednak wymaga użycia trzech lamp, zamiast dwóch, więc obsada lamp sterujących musiała się naturalnie zwiększyć.”

