Fezz Audio Silver Luna EVO – recenzja

Przechodząc już bardziej do konkretów: w Silver Lunie słychać charakterystyczną, bardzo dobrą swoją drogą barwę EL34, lecz jednocześnie nie jest to wzmacniacz, który „zamula”. Nie mamy tutaj brzmienia, które byłoby ustawione typowo na jednym biegunie, czyli typowo lampowym. Oczywiście, wciąż jest to dźwięk nasycony, z pewną nutką tego, do czego EL34 mogło znawców tej akurat lampy przyzwyczaić, jednakże są też inne cechy, które dla wielu mogą okazać się decydujące.

Albo pozwolę sobie to ująć jeszcze inaczej, lecz wciąż patrząc na sprawy tak bardziej całościowo. Otóż mam takie nieodparte wrażenie, że o ile – już tak porównując do wspomnianej Titanii EVO – oba wzmacniacze oferują pewien „lampowy” charakter, to te charaktery są jednak w pewnym sensie od siebie różne. Titania EVO gra w pewnym sensie mocniej, dobitniej, natomiast Silver Luna EVO to brzmienie bardziej zwiewne, bardziej delikatne, z nieco inaczej rozłożonymi akcentami. I cały przysłowiowy numer polega na tym, że właśnie to wspomniane „nieco” będzie dla wielu decydujące chociażby w kwestii tego, czy wybrać jeden, czy drugi wzmacniacz nawet bardziej od ceny (i też nawet jeżeli weźmiemy poprawkę na to, że taka Titania EVO będzie wzmacniaczem obiektywnie od Silver Luny EVO lepszym).

Fezz Audio Silver Luna EVO

Tu przy tym nie chodzi o to, że jeden, czy drugi wzmacniacz jest bardziej nasycony barwowo, bo – nie oszukujmy się – oba są dużo bardziej nasycone, aniżeli średnia we wzmacniaczach półprzewodnikowych. Tylko bardziej rzecz rozchodzi się o to, w jaki sposób to nasycenie się rozkłada, gdzie ma swój punkt ciężkości. Oczywiście, żeby to nie było takie proste, to trzeba też będzie w szerszej perspektywie wziąć poprawkę na to, że przecież różne lampy różnych producentów – także nam trochę te dwie kwestie mogą zmienić (ale już nie na tyle moim zdaniem, aby chociażby pomylić EL34 z KT88). Jednakże wracając już do konkretów i Silver Luny to tak: mamy tutaj brzmienie mniej dobitne, aniżeli ze wzmacniaczy na chociażby KT88, ale wciąż mające swój niezaprzeczalny koloryt.

Odsłuchy Silver Luny rozpocząłem od muzyki teoretycznie mało wymagającej pod niektórymi względami, czyli od elektroniki. I już tutaj dał się wyraźnie wyczuć charakter tego wzmacniacza. Na płycie formacji Connect.Ohm 9980 (Remastered Edition) otwierający ofertę Fezz Audio wzmacniacz zaprezentował bardzo ciekawą kombinację dwóch cech. Otóż mocno wciągnął on w muzykę poprzez prezentowaną barwę, z drugiej zaś strony już na takim repertuarze pokazał, że ze sceną dźwiękową radzi sobie wcale nie gorzej, aniżeli Titania EVO. Chociaż buduje ją nieco inaczej, bo pierwszy plan nie jest aż tak ofensywny, mamy za to całkiem wiarygodnie wybudowaną głębię.

Fezz Audio Silver Luna EVO

I o ile faktycznie słychać tutaj charakter lampy EL34, to w żaden sposób nie przeszkadza on w odbiorze muzyki, a wręcz przy tego typu albumach, jak współpraca pomiędzy Hybrid Leasureland oraz Cell będzie pomagał. Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz, którą można dość w sumie szybko zauważyć. W tym momencie chciałbym przytoczyć pewną anegdotę. Otóż moim pierwszym de facto wzmacniaczem lampowym, dawno temu, był właśnie wzmacniacz na EL34. Tamten, kiedyś, oparty był na ręcznie nawijanych transformatorach o bardziej klasycznych rdzeniach (w Fezzie są one toroidalne) i o ile miał ten znany właśnie z EL34 koloryt, to brakowało mu tej czystości, która jest obecna w Fezzie.