Różnica w cenie to 550 złotych (bo z ceny 6900 robi się nam 7450), więc to już od kupującego zależy, na jaki wariant się zdecyduje. Swoją drogą, to lepsze lampy są tylko jedną z kilku opcji, które podczas zakupu możemy wybrać. Bo dodatkowo mamy możliwość zamówienia tego wzmacniacza z tak oczywistymi dodatkami, jak chociażby pilot. Oraz tymi mniej oczywistymi, jak moduł Bluetooth, czy wejście HT (wejście bezpośrednio na końcówkę mocy, które pomija wewnętrzną regulację głośności – może ono być przydatne dla wszystkich tych, którzy chcą tego wzmacniacza użyć do zasilania kolumn przednich w systemie kina domowego) oraz wyjście pre-out na subwoofer. Dodatkową opcją do wyboru jest też klatka ochronna na lampy, która także może okazać się przydatna. Wspominam o tym także dlatego, że trzeba tutaj docenić podejście producenta do kwestii typowo użytkowych. Oczywiście, Silver Luna to lampa, ale widać, że producent nie odjechał za bardzo w stronę stworzenia urządzenia, które ma tylko wzmacniać sygnał, ale pomyślał również o kwestiach praktycznej jego integracji z pozostałymi elementami systemu.
I jeżeli już przy tych kwestiach praktycznych jesteśmy, to chciałbym zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Otóż wzmacniacz co prawda grzeje się, jednak ilość emitowanego ciepła jest w porównaniu chociażby do Titanii EVO jest już znacznie mniejsza. Z drugiej zaś strony wciąż waży swoje, dlatego też warto zapewnić mu stabilną podstawę. No i oczywiście adekwatną wentylację, bo mimo wszystko Silver Luna EVO pewne ilości ciepła jednak generuje. Ponadto warto też zwrócić uwagę na głębokość, bo o ile większość typowo audiofilskich stolików pod sprzęt zapewne świetnie się sprawdzi, to jeżeli weźmiemy też pod uwagę miejsce potrzebne na kable to potrzeba będzie nieco więcej przestrzeni w tym wymiarze, aniżeli w przypadku większości urządzeń tranzystorowych tej klasy. Inną natomiast sprawą będzie oczywiście to, że już sam charakter tego wzmacniacza oczywiście jak najbardziej predestynuje go do tego, żeby stał na widoku, a nie gdzieś wciśnięty w regał.
Oczywiście, jak to ma miejsce w przypadku zdecydowanej większości wzmacniaczy lampowych mamy do dyspozycji dwa warianty podłączenia kolumn. Bo są zarówno odczepy dla impedancji ośmiu, jak i także czterech omów. Przy czym warto będzie tutaj nieco poeksperymentować, bo może okazać się, że lepsze brzmienie (albo też po prostu bardziej nam odpowiadające) uzyskamy np. z gniazd ośmio-omowych, nawet jeżeli znamionowa impedancja naszych kolumn jest niższa.
Fezz Audio Silver Luna – brzmienie
Rozpoczynając opis brzmienia Silver Luny naprawdę warto jest zwrócić uwagę na pewien szerszy kontekst. Otóż – jak już wspominałem – nie tak dawno przecież recenzowany był na łamach hifizone.pl inny, większy i zarazem droższy wzmacniacz rodzimego producenta. Mowa oczywiście o Titanii EVO, która swoją drogą okazała się być urządzeniem kompletnym, mocno przemyślanym, a przy tym oferującym pewne pozytywne cechy, które częściej spotykane są w świecie wzmacniaczy półprzewodnikowych, aniżeli w tych opartych o lampy elektronowe.
Jednocześnie entuzjaści techniki lampowej często wybierają dane urządzenie właśnie poprzez pryzmat konkretnych lamp w nim zastosowanych. Oczywiście, są także inne istotne dla nich czynniki, jak chociażby użyta topologia układu (chodzi mi tutaj o kwestię tego, czy dane urządzenie jest konstrukcją typu Single-Ended, czy – jak w przypadku zarówno Silver Luny oraz Titanii EVO – Push-Pull), jednakże faktem jest, że często to właśnie model lamp będzie decydujący. Proszę sobie teraz, tak dla porównania i lepszego zobrazowania całej sytuacji wyobrazić, że ktoś decyduje się na wzmacniacz tranzystorowy ze względu na konkretny rodzaj tranzystorów użytych w stopniu wyjściowym.
Ta ostatnia sytuacja się praktycznie nie zdarza, jednakże w przypadku świata urządzeń opartych o próżniową jakby nie patrzeć amplifikację jest naprawdę częsta. Trudno się temu jednak dziwić, bo faktycznie jest w przypadku wzmacniaczy lampowych tak, że zastosowane elementy aktywne będą w dużej mierze decydować o tym, jak dane urządzenie nam zagra. Ktoś mógłby w tym momencie zapytać: do czego zmierzam? Bo przecież nie napisałem ani jednego słowa o tym, jak Silver Luna brzmi. Już tłumaczę: otóż o ile odnosząc się do Titanii EVO można było zadać pytanie: „ile jest lampy w brzmieniu tego wzmacniacza?”, to już, jeżeli chodzi o Silver Lunę to pytanie powinno brzmieć nieco inaczej.
A konkretnie: „ile jest brzmienia lampy EL34 w całokształcie”. I powiem tak: tutaj rodzaj zastosowanych lamp ujawnia się dużo bardziej, aniżeli nawet sam fakt użycia lamp w Titanii EVO. Wynika to poniekąd także z faktu, że KT88 brzmią przy zastosowaniu ich w konfiguracji „Push-Pull” dość mocno, czy też w pewnym nawet sensie „tranzystorowo”. A poniekąd także z tego, że EL34, które są przecież w Silver Lunie zastosowane, jednak będą mieć większy wpływ na finalny rezultat. Albo ujmę to jeszcze inaczej: nie bez powodu to na tę akurat lampę pada wybór, jeżeli konstruktor chce uzyskać brzmienie z technologią próżniową kojarzone.
