Jeżeli zaś o streaming chodzi – to AVM Evolution CS 5.3 bazuje na autorskiej platformie producenta o nazwie X-Stream Engine® i obsługuje praktycznie wszystko, co moglibyśmy sobie wyobrazić: Tidal Connect, Qobuz, Airplay 2. Dodatkowo działa z aplikacją Roon oraz wspiera funkcję AVM multiroom.
Sama aplikacja działa bez zarzutu, a możliwości konfiguracji urządzenia przez nią – jest bez liku. Producent zadbał tutaj o kilka rzeczy, które naprawdę mogą się przydać w realiach codziennego użytkowania. Dla przykładu: możemy przykładowo ustawić maksymalną głośność, co przy mocy, jaką dysponuje Evolution CS 5.3 może okazać się nad wyraz istotne. Mamy nawet filtr typu „kontur”, na dodatek parametryczny, czy indywidualne przypisywanie nazw każdemu wejściu z osobna. O regulacji wzmocnienia dla każdego wejść z osobna już nie wspomnę.
Swoją drogą, to tę właśnie dbałość o szczegóły widać w przypadku AVMa na każdym praktycznie kroku. Dla przykładu – mamy jedno wejście oraz dwa wyjścia typu „trigger”. Dla niezaznajomionych z tematem – służą one do automatycznego włączania kolejnych urządzeń w torze. W AVMie wyjścia tego typu są załączane nie równocześnie, lecz chwilę po sobie – a to wszystko, aby unikać niepotrzebnych udarów prądowych, jakie mogłyby wystąpić chociażby w przypadku włączania dwóch końcówek mocy na raz. Niby detal, z którego zapewne raczej mało kto skorzysta – ale to też świadczy o podejściu producenta do, jakby nie patrzeć, całości.
Jeszcze, aby kwestii technicznych stało się zadość: AVM Evolution CS 5.3 oferuje nam 180W na kanał przy obciążeniu 8 omów i 350W na kanał przy czterech. Lampy w stopniu liniowym są parowane nie tylko względem siebie, ale ponieważ są to podwójne triody, są także dobierane tak, aby ich parametry elektryczne były jak najbardziej zbliżone w obrębie poszczególnych lamp. Same zaś lampy, to pochodna ECC 83 i mają one – zdaniem producenta – żywotność około 20 tyś godzin. Końcówki mocy to, jak wspominałem, klasa D. Natomiast warto zaznaczyć, że użyto tutaj nieco rzadziej spotykanego wariantu, bo mamy tutaj rozwiązanie firmy Pascal, które w przeciwieństwie do takich marek, jak Hypex czy ICEpower – jest stosunkowo rzadko spotykane. I także oferujące nieco jednak inne brzmienie, aniżeli moduły dwóch powyższych firm.
AVM Evolution CS 5.3 – brzmienie
Zacznę może nieco nietypowo, bo historia z AVMem CS 5.3 jest z wielu powodów ciekawa sama w sobie. Przede wszystkim, jeżeli ktoś słuchał wcześniej recenzowanego jakiś czas temu na łamach hifizone.pl Inspiration CS 2.3 i poukładał sobie w głowie jakiś obraz tego, jak może zabrzmieć droższe urządzenie tego samego w sumie typu z Audio Video Manufaktur – to może się nieźle zdziwić. Bo o ile brzmienie Inspiration CS 2.3 było ułożone po nieco innej, bardziej strawnej, przyjaznej i w sumie też bardziej pragmatycznej stronie, to tutaj, w przypadku modelu z serii Evolution, mamy już do czynienia z zupełnie innym pod tym względem urządzeniem. Z urządzeniem, które wkracza na zupełnie nowe tory. I także – na zupełnie nowy pułap. Jest to poniekąd w pełni zrozumiałe, ponieważ mamy do czynienia z propozycją sporo droższą od recenzowanego wcześniej Inspiration CS 2.3, o Moonie ACE już nie wspominając.
Dlatego też już na wstępie opisu brzmienia, opisu tego, co AVM CS 5.3 reprezentuje soniczne – to trzeba też powiedzieć, że to konkretne urządzenie jest niejako potwierdzeniem tego, że nic w audio nie jest takie oczywiste, pierwsze wnioski czasami bywają mylne, a niektórych urządzeń warto i nawet trzeba posłuchać dłużej, żeby zrozumieć, czym są w swojej istocie. Bo, o ile zgodzę się całościowo z producentem, że AVM Evolution CS 5.3 to „Hi-End w jednej obudowie” – to cała historia tutaj wymaga dłuższego opisu i niejako rozłożenia na czynniki pierwsze.
Przechodząc już do clue – przede wszystkim niech nikogo nie zwiedzie obecność lamp w torze. O ile oczywiście ich wpływ słychać, o czym dalej, to brzmienie AVMa na pewno nie jest lampowe w stereotypowym znaczeniu tego słowa. Bo nie jest ani nadmiernie zmiękczone, ani też za nadto ocieplone, ani też „przydymione” w żaden sposób. A już tym bardziej nie uświadczymy tutaj ani spowolnienia, ani też prezentacji czy to podanej „zza koca”, czy też w jakiś sposób bardzo – że pozwolę sobie na taką przenośnię – nazbyt romantycznej.


