Auralic Vega G2.1 – recenzja

Auralic Vega G2.1

Auralic Vega G2.1 to najnowszy i flagowy zarazem przetwornik cyfrowo-analogowy, jaki w swojej ofercie ma firma z Pekinu, która gościła już kilka razy na łamach hifizone.pl. Przy czym Vega G2.1 to także jeden z dwóch przetworników, jakie Auralic może nam na obecną chwilę (marzec 2021) zaoferować. Drugim jest oczywiście recenzowany wcześniej model Vega G1. W ofercie znajduje się jeszcze model Altair, ale tam nacisk jest położony bardziej na streaming i funkcjonalność sieciową. A jeżeli już przy wspomnianym streamingu jesteśmy – warto też zaznaczyć, że w przypadku zarówno serii G1, jak i najnowszej G2.1, mówimy tutaj o urządzeniach, których funkcjonalność wykracza poza sam przetwornik. Bo zarówno Vega G1, jak i Vega G2 posiadają także funkcjonalność odtwarzacza sieciowego. Nie mamy tutaj co prawda WiFi, ale połączenie Ethernetowe już jak najbardziej, oczywiście z pełną funkcjonalnością Roon Core. Na dodatek wspomniana funkcjonalność sieciowa oparta jest na firmowej, dopracowanej platformie Lightning.

Co więcej, najwyższy model przetwornika firmy Auralic posiada także parę wejść analogowych oraz zaawansowaną regulację głośności zrealizowaną za pomocą przekaźników. Czyli – inaczej rzecz ujmując – Vega G2.1 integruje w sobie także przedwzmacniacz liniowy. Na dodatek mamy też wzmacniacz słuchawkowy. Przy czym to nie wszystko. Bo patrząc poprzez pryzmat aktualnej (marzec 2021) listy urządzeń w serii G2.1 – to możemy ją rozbudować aż do 4 urządzeń. I wciąż będzie to zasadniczo system skupiający się na konwertowaniu danych audio z postaci cyfrowej na analogową. Przede wszystkim mamy tutaj streamer – Aries G2.1. Jest to oczywiście ewolucja oryginalnego Ariesa, który był jednym z pierwszych produktów firmy.

Jeszcze ciekawiej robi się w momencie, kiedy spojrzymy na kolejne urządzenia z najwyższej serii producenta. Bo przede wszystkim Auralic proponuje nam zegar wzorcowy – mowa o Leo GX.1. I zaznacza przy tym, że jego osiągi są na poziomie najlepszych na świecie zegarów „atomowych”. Mowa tutaj oczywiście o tych generatorach taktu zegara, które oparte są o rubidowe wskaźniki odniesienia. Mamy już streamer, przetwornik oraz zewnętrzny zegar. Co zatem jest czwartym elementem tej jakże ciekawej układnki?

Otóż tym czwartym składnikiem, a przy tym najnowszym w całej serii G2.1 jest urządzenie najbardziej misterne, acz o nazwie nawiązującej do reszty kolekcji. Sirius G2.1 – bo o nim mowa – to przede wszystkim zaawansowany upsampler. Czy też może nieco trafniej rzecz ujmując – filtr cyfrowy. Co ciekawe, jego sercem jest ten sam procesor FPGA (Xilinx XC7A200T), jaki znajduje się w recenzowanym niedawno Chordzie M Scaler. Jednakże w przypadku Siriusa – producent deklaruje tutaj dużo szerszą funkcjonalność, niż w przypadku urządzenia brytyjskiej firmy. Sirius G2.1 ma nie tylko zmieniać w locie format danych, ale producent deklaruje chociażby takie funkcje, jak korekcja akustyki pomieszczenia, czy poprawa brzmienia stratnych formatów.

Auralic Vega G2.1

Wspominam o powyższym z jednego powodu – otóż nowe urządzenia Auralica są unikalne nie tylko ze względu na pieczołowitość wykonania, czy brzmienie. Tutaj należy na temat patrzeć szerzej i z pewnej perspektywy. Kiedyś jedną z głównych zalet producenta z Pekinu była doskonale dopracowana – zwłaszcza jak na tamte czasy (mówię o recenzji pierwszej Vegi) platforma Lightning. Teraz otrzymujemy dwie rzeczy dodatkowo. Otóż – po pierwsze – każdy z przetworników – posiada zintegrowany streamer, wraz z funkcjonalnością Roon Core. A po drugie, i to jest też równie ważne – mamy możliwość rozbudowy. Bo Auralic, mając już dopracowaną platformę integracji sprzętowo-programowej Lightning poszedł dalej. Do tego oczywiście jeszcze wrócę, teraz pora przyjrzeć się temu, jak wygląda konstelacja Vegi poprzez pryzmat urządzenia posiadającego liczbę „2.1” w nazwie.

Ewolucja – widoczna także z zewnątrz

Faktem jest, że dużo zmieniło się od czasów pierwszego urządzenia z „Vega” w nazwie. Pomijam już kwestię, iż tamten przetwornik nie posiadał streamera i był oferowany w dwóch wersjach kolorystycznych. Tutaj bardziej chodzi też o to, że Auralic całkowicie zmienił koncepcję obudowy, zmienił design i dodał oczywiście wyświetlacz zajmujący znaczną część przedniego panelu.

Jednak w przypadku najnowszej i “najwyższej” iteracji urządzeń, czyli G2.1 – mamy tutaj do czynienia z kompletnie przeprojektowaną konstrukcją mechaniczną na zasadzie „obudowy w obudowie”. To raz. Dwa – producent zdecydował się na daleko idące miedziane ekranowanie. Unity Chassis II, bo taka jest marketingowa nazwa całej nowej koncepcji mechanicznej uwzględnia nawet zintegrowanie specjalnych antywibracyjnych nóżek w urządzeniu.

Auralic Vega G2.1

Producent deklaruje także zaawansowaną izolację galwaniczną w kluczowych miejscach oraz ochronę przed szkodliwymi interferencjami elektromagnetycznymi. To ostatnie było zapewne powodem zastosowania wewnętrznej miedzianej obudowy. Na tym jednak nie koniec, bo są jeszcze trzy kwestie konstrukcyjne wymagające szerszego omówienia. Pierwszą z nich jest zastosowanie specjalnej wersji przetwornika firmy ESS Technology. Firma podaje w swoich materiałach, iż stosuje wersję, która jest „customized”.

Drugą niemniej ważną kwestią – jest wbudowana w najnowszą Vegę regulacja głośności. Jest ona oparta o sterowaną przekaźnikami drabinkę rezystorową. Inaczej rzecz ujmując – mamy tutaj wersję „na bogato”, bez żadnych skrótów. Gałka na przodzie to tak naprawdę jedynie enkoder sterujący umieszczonymi w środku urządzenia przekaźnikami. Kręcąc nią (albo regulując głośność z pilota) – usłyszymy charakterystyczne klikanie.

Trzecim zaś elementem są firmowe moduły wyjściowe Orfeo. Pracują one w klasie A i ich konstrukcja inspirowana jest studyjnymi przedwzmacniaczami firmy Neve, a konkretnie modelem 8078.

Patrząc na powyższe bardziej całościowo widzimy dość wyraźną tendencję do modyfikacji już istniejących rozwiązań, albo też do korzystania z własnych autorskich konstrukcji. Fakt faktem, że dalej mamy tutaj układ firmy ESS, jednakże zwróćmy uwagę na jeszcze inną rzecz. Otóż producent kości przetwornika wyraźnie wskazuje w swojej dokumentacji na to, że umożliwia do wyboru aż 6 różnych filtrów cyfrowych. Tutaj mamy do wyboru „tylko” cztery. Jest „Precise”, „Dynamic”, „Balance” oraz „Smooth”. Inaczej rzecz ujmując, można by przypuszczać, iż Auralic najwidoczniej uznał, że tylko część filtrów się „nadaje”. Jednakże tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Bo de facto wszystkie te filtry – to własne opracowania firmy, które ustawiają konkretne parametry filtru cyfrowego. Przy czym nie jest to filtr wbudowany w układ – bo zasięgnałem informacji u źródła – i producent wyraźnie odpisał mi, że:

“Nie używamy filtrów wbudowanych w układ Sabre, pracowaliśmy nad naszym własnym systemem filtrów od 2012 roku i poprawiliśmy go i zaadaptowaliśmy w Vedze G1/G2”

Myślę, że powyższe dużo wyjaśnia. Od siebie dodam tylko tyle, że Vega G2.1 to prawdopodobnie jedno z najbardziej zaawansowanych obecnie urządzeń, które korzystają z układu ESS, czy też generalnie korzystają z gotowego układu kości przetwornika. Przy czym producent nie chciał mi zdradzić, na czym konkretnie polega “modyfikacja schematu układu ESS Sabre” twierdząc, iż taka informacja jest “confidential“.

Przedwzmacniacz, streamer, wzmacniacz słuchawkowy – na pokładzie

O ile wersja G1 wprowadziła funkcjonalność streamera, to droższa seria integruje w przetworniku także przedwzmacniacz. Inaczej rzecz ujmując – we flagowym przetworniku Auralica mamy także parę wejść analogowych RCA. Jest to istotny dodatek, zważywszy na to, na pokładzie jest już streamer, regulacja głośności w domenie analogowej oraz wspomniane, pracujące w klasie A moduły wyjściowe. Inaczej rzecz ujmując – Auralic Vega G2.1 umożliwi nam zbudowanie systemu scalającego dwa formaty źródeł: analogowy i cyfrowy. Jeżeli ktoś chce mieć równolegle tor gramofonowy, to takie wejście będzie naprawdę ważnym elementem, zważywszy na fakt, że tor analogowy w Vedze – jak się Państwo poniżej przekonają – jest wysokiej próby.

Jeżeli zaś chodzi o możliwości połączeniowe z tyłu urządzenia – to jest gniazdo Ethernet do streamera, wyjścia analogowe w postaci gniazd RCA i XLR, wspomniana para wejść analogowych (także RCA). Ale na tym też nie koniec. Funkcjonalność tych gniazd jest jakby oczywista, jeżeli spojrzymy na tylną ściankę. Najciekawsze są jednak trzy pozostałe – dwa oznaczone, jako L-LINK oraz trzecie o desygnacji „MCK IN”. Pierwsze dwa to Lightning Link – wejście oraz wyjście. Możemy za pomocą Lightning Link połączyć Vegę nie tylko ze streamerem, ale także między streamer (Aries) a przetwornik wpiąć dedykowany procesor, o którym wspomniałem, czyli Sirius G2.1.

Auralic Vega G2.1

Z przodu urządzenia mamy zaś dwa gniazda 6.3mm – jakby komuś umknęło, to Vega G2.1 posiada także wzmacniacz słuchawkowy.

Jedna jedyna rzecz, jakiej mi w całym zestawie brakuje to – przyznam szczerze – pilot. Rozumiem, że można wszystkim sterować zdalnie przez aplikację, można z Vegą sparować dowolnego niemalże pilota i tak dalej, et cetera. Ale chodzi o tutaj o jedną prostą rzecz. Czyli o sterowanie głośnością. Skoro już jest to we flagowej Vedze zaimplementowane tak, jak być powinno, to ten pilot w zestawie jednak by się przydał. Cała reszta z takich rzeczy, o jakich wypada (albo i nie) napisać, czyli opakowanie, wykonanie i tak dalej – jest tutaj oczywiście bez zarzutu. Inną kwestią zaś jest to, że poza tym – to w zasadzie nie mam więcej uwag, pora zatem przejść do sedna…

Alfa Lyrae, czyli Wega – jedna z najjaśniejszych gwiazd

Przyznam szczerze, że bardzo podoba mi się nazewnictwo urządzeń firmy Auralic. Jest po prostu nie tylko oryginalne, ale także i spójne. A przy tym pozbawione niepotrzebnej pompatyczności, nadmuchania.

Ale tak naprawdę to jeszcze bardziej podoba mi się brzmienie przetworników z serii Vega. I najdroższa seria G2.1 nie jest tutaj wyjątkiem. Jednocześnie brzmienie to doświadczyło też na tyle daleko idącej ewolucji, że różnica pomiędzy pierwszym, recenzowanym kiedyś na łamach hifizone.pl przetwornikiem z „Vega” w nazwie a tym flagowym na teraz jest – co najmniej – spora. Ujmę to może jeszcze inaczej. Otóż, jeżeli porównamy wszystkie trzy przetworniki z serii Vega do siebie, to można zauważyć, że pierwsza Vega (ta bez streamera, recenzowana tutaj) oraz Vega G1 mają więcej wspólnego ze sobą, aniżeli Vega G2.1 z tymi dwoma pierwszymi urządzeniami.

Jeszcze inną istotną kwestią, zanim przystąpię do właściwego opisu brzmienia Auralica Vegi G2.1 jest zwrócenie uwagi na pewien – dość istotny – kontekst tego opisu. Otóż flagowy DAC firmy z Pekinu odsłuchiwałem równolegle i tuż po zestawie Chordów składającym się z przetwornika Hugo TT2 wraz z upskalerem Hugo M Scaler.

Inaczej rzecz ujmując – poprzeczka była ustawiona bardzo wysoko. A jednocześnie zestaw Chorda to urządzenia idące brzmieniowo bardziej w stronę bezpośredniości i natychmiastowości przekazu, aniżeli w kierunku jakiegokolwiek, drobnego nawet romantyzmu prezentacji.

Mało tego, pojawia się tutaj także jeszcze inny, niż tylko brzmieniowy kontekst. Lecz w tym wszystkim wcale nie mniej istotny. Bo na to brzmienie zapewne dość znacząco – o ile nie w przeważającej części – wpływający. Otóż chodzi tutaj o filozofię konstrukcyjną wszystkich tych przetworników. Urządzenia chociażby firmy Chord korzystają z autorskich rozwiązań nie tylko w zakresie konwersji, ale także i cyfrowej filtracji sygnału. Vega zaś używa – według deklaracji producenta – zmodyfikowanego przetwornika firmy ESS. Przy czym też konstrukcyjnie zdaje się też zwracać największą uwagę na kwestię izolacji od zakłóceń elektromagnetycznych i na eliminowanie szkodliwych wibracji. Trudno przeczyć tutaj fakt zastosowania dodatkowej, wewnętrznej obudowy wykonanej z miedzi. Nie zwracałbym na to uwagi, gdyby nie to, że mam takie nieodparte wrażenie, że w tym konkretnym przypadku, a mowa tutaj właśnie o serii G2.1 Auralica – takie, a nie inne rozwiązania, i to w szczególności mam na myśli konstrukcję mechaniczną oraz nacisk na eliminacje wszystkich szkodliwych interferencji, mają spore przełożenie na brzmienie.

Auralic Vega G2.1

Dodajmy do tego jeszcze, że Vega posiada swoje autorskie, pracujące w klasie A stopnie wyjściowe. Oraz to, że przetwornika tego odsłuchiwałem także w duecie z firmowym upsamplerem Sirius G2.1. Biorąc pod uwagę powyższe, zrozumieją Państwo, dlaczego ten akurat opis brzmienia flagowego Auralica będzie nieco bardziej z szerokiego ujęcia, z pewnej perspektywy. I też bardziej poprzez pryzmat umieszczenia Vegi w konkretnie zdefiniowanym punkcie na na tej części ekliptyki przetworników cyfrowo-analogowych, która zarezerwowana już jest dla prawdziwego, brzmieniowego (a nie tylko cenowego) hi-endu.

Napisałem, powyżej, że to brzmienie jest wynikiem ewolucji, a przy tym cyfrowe źródła Auralica zawsze grały też organicznie, plastycznie, stawiając na kreowanie atmosfery, ale także i daleko oraz szeroko rozpostartych planów.

Vega G2.1 wychodzi z tego założenia i idzie jeszcze dalej. Jednocześnie gdybym miał w jednym zdaniu określić brzmienie tego przetwornika to powiedziałbym, że jest to „ciepła precyzja”. Przy czym niech to określenie będzie dopiero punktem wyjścia, bo Auralic to też jest jedno z tych urządzeń, którego trzeba posłuchać dłużej, żeby zrozumieć, czym jest w istocie, gdzie leży lego siła i na czym polegają jego supermoce.

Auralic Vega G2.1 ma charakterystyczną, nasyconą a przy tym wyrafinowaną, chciałoby się rzec, że dopieszczoną barwę. Jednocześnie to, co też daje się szybko zauważyć, to połączenie czarnego tła, wewnętrznego spokoju w przekazie z inherentną umiejętnością zagrania szybciej, mocniej. Auralic nie szafuje szczegółami, nie błyszczy detalem w sposób zwracający na siebie uwagę. A jednak ten detal jest, i to jest na bardzo wysokim poziomie, nie tylko poprzez naświetlenie tkanki poszczególnych dźwięków, ale także i poprzez – co ciekawe – swoistą naturalną szybkość, umiejętność przekazania zmian mikro i makrodynamicznych bez najmiejszego śladu utwardzenia, bez najdrobniejszych zmian całościowego charakteru przekazu. Brzmienie jest całościowo niezwykle czyste, jest w nim taki specyficzny wewnętrzny spokój. Powinno to dać mocno do myślenia wszystkim tym, którzy nie odsłuchawszy tego urządzenia, chcieliby go wrzucić do szufladki z etykietą „ESS Sabre”. Bo jest też tak, że Vega G2.1 prezentuje brzmienie, które jest na zupełnie innym biegunie, aniżeli ten, który można by określić przymiotnikami takimi, jak „ostry”, „mechaniczny”, czy „sterylny”. Tutaj poziom organiczności jest naprawdę wysoki. I Vega idzie też pół kroku, lecz jednak, w inną stronę, niż przykładowo właśnie Chord. To ruch w stronę wypełnienia, ale w żadnym przypadku nie metodą spowolnienia, czy jakiegoś zaokrąglenia przekazu.

W pierwszym utworze jednej z moich playlist, czyli na Imagine Dragons „Friction” słychać wyraźnie, że tutaj właśnie mamy bardzo charakterystyczny zestaw nasycenia barwowego, które jednocześnie wcale nie zaokrągla, nie zamula brzmienia. Bo to, że tej muzyki, barwy jest dużo – to raz. A to, że zachowany jest równocześnie kontur, to dwa. Daje to firmową receptę na coś jeszcze innego – na obecność, na kreowanie źródeł pozornych.

A przy tym jest jeszcze coś innego. Otóż przy przejściu z zestawu Chorda zmienia się także prezentacja basu. Co ciekawe, Auralic ma więcej energii, więcej mięsa w najniższym, zahaczającym o infrasoniczne pasmo, podzakresie. Nie ma tutaj mowy też o żadnym poluzowaniu, bardziej jest to różnica charakterów. Subtelna, ale jest.

Powyższe słychać wyraźnie na Massive Attack „Teardrop”. Linia basu w kulminacyjnym momencie tego utworu (patrząc przez pryzmat niskich częstotliwości) dała zdecydowanie większy wycisk redakcyjnemu subwooferowi. A przy tym całe pasmo było dalej pod kontrolą, przy czym dodatkowo zwrócił tutaj na siebie uwagę doskonały, nasycony wokal. Na tym utworze wyraźnie też słychać jedną z cech, którą można w zasadzie uznać za wizytówkę najnowszej Vegi. Otóż jest to właśnie synergiczne połączenie nasycenia i precyzji. Czyli tych dwóch cech, które nie zawsze idą ze sobą w parze, a już rzadko są podane w taki, jak tutaj sposób. Bo w tym przypadku jedna drugiej zdaje się w żaden sposób nie przeszkadzać.

Domeną przetworników z serii Vega zawsze było także kreowanie atmosfery nagrania. Wszędzie tam, gdzie przykładowo zestaw Chorda pokazywał sporą dawkę entuzjazmu, Vega podchodzi do tematu nieco bardziej z dystansu, chciałoby się powiedzieć, że prezentując siłę spokoju. Po prostu wciąga słuchacza w nagranie niejako z zupełnie innej strony, lecz równie skutecznie. Przy czym bardziej też poprzez barwę oraz wplatanie w całość wszystkich szczegółów, wszystkich detali. Wyraźnie było to słychać na innym utworze Massive Attack – „Unfinished Sympathy”. Dużą rolę w tym ogrywa też wysokie pasmo, które jest zupełnie inne od tego wszystkiego, do czego mogły nas przyzwyczaić tańsze przetworniki. Bo tutaj jest też tak, że poziom scalenia i ogólengo szlifu wysokich tonów także odróżnia najwyższą Vegę od przetworników dużo tańszy. Długo myślałem nad odpowiednią analogią w tym zakresie i powiem tak: w tym przypadku góra zdaje się być nieobecna. Podobnie, jak w zestawach głośnikowych, które używają przetworników już nawet nie z berylowymi, ale diamentowymi membranami. Wysokie pasmo jest, przez pierwsze odsłuchy wydaje się, iż jest przy tym minimalnie wycofane – ale to tylko wrażenie.

Próbowałem przetwornik Auralica czymś zaskoczyć, zmieniając repertuar od Adele, poprzez muzykę elektroniczną, filmową, aż poklasykę. I Vega pozostała niewzruszona. Przetwornik ten pokazał przy tym – na przestrzeni dość szerokiego repertuaru – coś niezwykle ciekawego. Otóż to, że do pewnego poziomu, pułapu brzmieniowego można dojść na różne sposoby, różnymi drogami.

Firmowe moduły Orfeo w klasie A, czyli przedwzmacniacz i wzmacniacz słuchawkowy

Jest jeszcze inna kwestia, którą – w opisie brzmienia – zostawiam na koniec. Otóż na pokładzie Vegi mamy zintegrowane jeszcze dwa dodatki. Przedwzmacniacz liniowy oraz wzmacniacz słuchawkowy. I teraz tak: brzmienie obu tych elementów jest utrzymane w całościowej konwencji brzmienia przetwornika. Albo inaczej – podejrzewam, że właśnie tor wyjściowy w Vedze, czyli moduły Orfeo są w dużej mierze odpowiedzialne za taką a nie inną tonalność tego urządzenia. A przy tym porównując przekrojowo – tor analogowy w przypadku Auralica jest całościowo inny charakterem, aniżeli w przypadku Myteka. I gdybym miał wybierać, to przy całej sympatii dla nowojorskiej firmy – mój głos idzie tutaj na tor analogowy w Vedze. Zwłaszcza, że doskonale zachowuje on barwę źródeł analogowych. Ale chyba wspomniałem coś o tym, że dla firmy z Pekinu inspiracją były tutaj urządzenia firmy Neve. To naprawdę wiele wyjaśnia.

W przypadku wzmacniacza słuchawkowego role się odwracają, ale to też kwestia także tego, że nie mamy tutaj chociażby możliwości podłączenia słuchawek zbalansowanych, bo brzmieniowo to dalej jest wysoka półka. Z tym, że raczej nie spodziewałbym się tutaj zdolności napędzenia bardzo wymagających, prądożernych słuchawek. Jeżeli podłączymy do Vegi coś pokroju Fostexów TH-900 mkII, będzie dobrze, chociaż dla wielu może zbyt „gorąco” i energetycznie.

Auralic Vega G2.1 – doskonałe wrogiem bardzo dobrego?

Mam takie nieodparte wrażenie, że Auralic doskonale wie, co robi i dobrze też wie, jaką drogą kroczy. Brzmienie najnowszego przetwornika jest przy tym doskonałym przykładem na to, że w pewnym momencie ewolucja oznacza po prostu przejście na kolejny, dużo wyższy poziom jakościowy. I może się przy tym powtórzę, ale powiem to raz jeszcze – przeskok pomiędzy Vegą G1 a G2.1 jest dużo większy, aniżeli pomiędzy „pierwszą”(bez żadnych „G”) Vegą, a przetwornikiem z serii G1.

Oczywiście, jest to brzmienie dalej utrzymane w pewnym nurcie, chciałoby się rzec, że czerpiące z firmowej szkoły Auralica. Ale dodające do tego kolejne cechy, takie, jak precyzja, idealnie czarne tło i większa kontrola nad całością przekazu.

Jednocześnie pojawia się też kolejny aspekt, na jaki trzeba zwrócić uwagę patrząc na to urządzenie tak już z nieco szerszej perspektywy. Otóż tak naprawdę Vega G2.1 to przetwornik, który jest częścią firmowego systemu. Systemu, który ma aspiracje, by konkurować z najlepszymi dzielonymi źródłami cyfrowymi na rynku.

W skład całej flagowej serii Auralica wchodzi jeszcze dedykowany streamer, upsampler oraz zegar wzorcowy. I o ile na odsłuch całego systemu przyjdzie pewnie pora, to złożyło się też tak, że do redakcji trafił także firmowy upsampler – Sirius G2.1. Zestawienie z nim flagowej Vegi, tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że o ile przetwornik sam w sobie jest bardzo dobry, to połączenie go z upsamplerem wywindowało brzmienie na poziom jeszcze wyższy.

Pozwolę to sobie ująć jeszcze inaczej – Auralic Vega G2.1 to bardzo mocna propozycja sama w sobie. I śmiało przetwornik ten może konkurować z innymi w tej oraz wyższej cenie. Jednocześnie mamy tutaj możliwość logicznej rozbudowy, aż do kompletnego, przemyślanego systemu składającego się z czterech elementów.

A przy tym Vega G2.1 sama w sobie jest urządzeniem bardzo dobrym. Urządzeniem, które można by w sumie i brzmieniowo, i patrząc poprzez bardziej całościowy pryzmat, określić jednym, a w zasadzie dwoma słowami: duża klasa. Z mojej strony pełna rekomendacja.

Adam Kiryszewski

Auralic Vega G2.1
Cena: 29999 PLN
Dystrybutor: MIP http://www.mip.bz
Strona produktowa: http://auralic.pl

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*