No i właśnie: barwa oraz spójność. Te cechy w przypadku nowych kolumn duńskiej marki są po prostu niezwykle charakterystyczne. W takim sensie, że tonalność Audiovectorów jest gdzieś pomiędzy kolumnami mającymi naświetlać przede wszystkim detale, a kolumnami grającymi gładko i płynnie. Bo pokazują więcej niż te ostatnie, natomiast nie mają tendencji do grania dźwiękiem, który byłby – w negatywnym znaczeniu tego określenia – zbyt monitorowy. Nawet nie mówię tutaj o jakiejkolwiek krzykliwości, bo to po prostu nie ten poziom cenowy, ale po prostu o stosunek wypełnienia dźwięku do umiejętności zarysowania jego krawędzi.
Bo Audiovectory nie popadają tutaj w żadną skrajność, a przy tym potrafią i dobrze nakreślić kontury i zaoferować wypełnienie tego, co pomiędzy tymi konturami dźwięków się znajduje. Nie chodzi mi też o jakiekolwiek wyeksponowanie albo lekkie ukrycie niższej góry, czy też przełomu góry i środka. A bardziej o to, że Audiovectory zachowują dużą rozdzielczość, która tutaj jest jednak podana w sposób nienachalny i pozbawiony dodania jakiejkolwiek „własnej” agresywności. Czyli takiej, która byłaby jeszcze przez głośniki dodatkowo dodana do nagrania. A proszę mi wierzyć – bardzo wiele kolumn i ogólnie elektroniki określanych, jako „high resolution” nierzadko, nawet w tych wyższych przedziałach cenowych, to po prostu robi.
Jednocześnie powiedziałbym, że o ile to właśnie środek pasma jest mocną stroną tych kolumn, to jest też tak, że jest on po prostu częścią bardzo spójnej całości. Bo mówimy tutaj o brzmieniu, które jest – nawet biorąc poprawkę na cenę – doskonale „spięte” razem. I to na poziomie typowo hi-endowym, a nie tylko do tego hi-endu aspirującym właśnie ceną. Co więcej, słychać także, że środek ma rozdzielczość i szybkość, które zazwyczaj kojarzone są przetwornikami o twardych membranach, ale jednocześnie nie ma tutaj ani śladu jakiegokolwiek zapiaszczenia, jakiejkolwiek twardości. Umiejętność oddania i nasycenia i naturalnie wplecionych w całość detali przy zachowaniu pewnego rodzaju specyficznej płynności jest właśnie charakterystyczna – już bez wchodzenia w zawiłości techniczne – dla bardzo wielu dobrych konstrukcji dynamicznych ze zwrotnicami pierwszego rzędu. Oczywiście, tutaj mamy przetwornik AMT „obsługujący” wysokie tony. Ale i on jest tutaj jest tak naprawdę elementem kompletnej i – jak się okazuje – niewątpliwie skrupulatnie przemyślanej całości.
Jeżeli dodamy do tego kompletnie inną, niż z wielu kolumn o mniejszych przetwornikach basowych, prezentację najniższych częstotliwości – to otrzymamy mieszankę niezwykłą. Audiovectory mają duże możliwości, jeżeli chodzi o zakres niskich tonów i prezentują je dość ochoczo. Niskie tony nigdy nie pozostają z tyłu, kolumny te wymagają ogólnie pomieszczenia od około 30m2 w górę, a jednocześnie bas jest tak zestrojony, że łączy zejście i kontur z bardzo dużą ilością energii.
Brzmienie jest w tym zakresie w taki naturalny sposób twarde, pozbawione zawahania, operujące basem w dużej skali. A przy tym zakres ten jest bardzo dobrze kontrolowany. Impulsy basowe na „Budgie” Hansa Zimmera zostały przekazane w sposób zupełnie inny, aniżeli z większości innych kolumn z bass-reflexem. Bo tutaj była nie tylko masa, ale też i dość charakterystyczna umiejętność oddania ataku, wybrzmienia i zakończenia tego ostatniego tam, gdzie kończyć ono się powinno.
Ale żeby było jeszcze ciekawiej – to pierwszy raz utwór „Why So Serius” (także Zimmera) zrobił wrażenie już od samego początku. Bo w tym przypadku kolumny oderwały już od pierwszych sekund tego utworu dźwięk od swoich brył i umieściły go w niezwykle sugestywny sposób w pomieszczeniu. Już od samego początku było budowanie napięcia, w czym pomagała doskonała – naprawdę, jak na kolumny dynamiczne – holografia. Samo zaś oddanie niskich impulsów, artykulacji basu – to będzie już naprawdę na poziomie zależnym też od samej elektroniki i pomieszczenia.
Bo możliwości Audiovectorów są tutaj doskonałym przykładem na znakomitą kontrolę, kontur, na czytelność basu – właśnie z obudowy bass-reflex (a w zasadzie compound bass refleks, czy isobaric bass-reflex, jak kto woli). Podobnie i góra pasma, jej możliwości są ogromne, ale tak jak i bas – jest tutaj częścią spójnej całości. Słychać, że mamy do czynienia z driverem najwyższej klasy, z przetwornikiem wyczynowym, ale nie gra on sam sobie, tylko jest naturalnym rozwinięciem całej reszty w górę pasma.
Audiovector Trapeze Reimagined – podsumowanie
Tym razem będzie zwięźle, krótko i na temat. Audiovectory Trapeze Reimagined to kolumny niezwykłe. Bo łączą one najlepsze cechy kolumn z przetwornikami dynamicznymi z czymś, co już wcale takie oczywiste w tego typu konstrukcjach nie jest. Bo w tym przypadku jest tak, że te cechy, których po Audiovectorach moglibyśmy się spodziewać, że będą na wysokim poziomie – to właśnie na takim poziomie są. Jest bas, dynamika i tak dalej. Natomiast do tego zestawu duńskie kolumny dodają nie tylko płynność i szlachetną barwę, ale też – co w sumie najbardziej zaskakujące – znakomitą, trójwymiarową przestrzeń. I spinają te wszystkie cechy w jedną, fenomenalnie spójną całość. I ta całość oznacza w tym przypadku dużo, dużo więcej, aniżeli suma elementów składowych. To też takie brzmienie na lata, które świetnie odnajdzie się w każdym praktycznie repertuarze i da słuchaczowi po prostu wiele radości. A przecież o to w tym wszystkim chodzi.
To są kolumny, które dedykowałbym wszystkim tym, którzy chcą mieć jedną parę bardzo dobrych głośników, które po prostu będą mieć „to wszystko”. Nie są tanie i wymagają dobrej elektroniki – ale tego, co potrafią, naprawdę warto posłuchać.
Adam Kiryszewski
Dystrybutor: Audio Center Poland https://www.audiocenter.pl/
Cena: 39995 za sztukę.

