Audiovector Trapeze Reimagined – recenzja

 

Swoją drogą, to sposób działania całego systemu basowego możemy regulować przełącznikiem z tyłu obudowy – posiada on trzy ustawienia dedykowane dla trzech rodzajów wzmacniaczy. Czyli tych o wysokim współczynniku tłumienia, wzmacniaczy lampowych oraz dla całej reszty. Przy czym traktowałbym ten opis producenta bardziej jako sugestię, niż jednoznaczne wskazanie, że dany rodzaj wzmacniacza zagra najlepiej na basie przy takiej, a nie innej pozycji tego przełącznika.

Zanim już przejdziemy do opisu brzmienia, wróćmy jeszcze do całościowej koncepcji tych – i nie tylko tych – kolumn. Chodzi mi tutaj o podejście Audiovectora do kwestii związanych z tym, gdzie kolumny tej marki będą grać. Otóż założyciel duńskiej firmy tłumaczy nam to tak:

„Skonstruowaliśmy Trapeze Reimagined i nasze wszystkie pozostałe głośniki tak, aby grały w typowym pokoju, gdzie większość entuzjastów muzyki używa swojego sprzętu. Dokonaliśmy tego poprzez zwrócenie szczególnej uwagi na to, w jaki sposób działa kierunkowość ludzkiego słuchu w połączeniu z odbiciami pomieszczenia. Ogólnie zalecamy, aby być bardzo ostrożnym z nadmiernym wygłuszaniem pomieszczeń odsłuchowych. Z recenzji na całym świecie można wywnioskować, że dokonaliśmy dobrych decyzji. Nasze kolumny spisują się bardzo dobrze w różnych pomieszczeniach na całym świecie.”

Audiovector Trapeze Reimagined

Podsumowując ten i tak już nieco przydługi opis techniczny – a proszę mi wierzyć, że można by o Audiovectorach jeszcze sporo od tej strony napisać – to powiem tak: Trapeze Reimagined to kolumny niezwykłe z kilku powodów. Jednakże głównym będzie to, że łączą one koncepcję zwrotnicy pierwszego rzędu z nowoczesnym i też nowatorskim podejściem do kilku kwestii. Z jednej strony mamy tutaj przetworniki z membranami papierowymi, jednakże są to de facto drivery nad wyraz nowoczesne, z niską histerezą w układach magnetycznych, z silnymi magnesami neodymowymi, czyli ze wszystkimi tymi dobrodziejstwami, jakie dzisiaj możemy w tych najlepszych przetwornikach znaleźć.

Niech tutaj nikogo nie zwiedzie drewniana obudowa, czy też wspominana celuloza w membranach – bo technologii w Audiovectorze jest naprawdę dużo. Mamy nawet firmowy system Freedom Grounding, który „uziemia” prądy wirowe w koszach przetworników. Najważniejsze jest jednak to, że za wszystkimi „systemami” stoi jedna, spójna koncepcja, która powinna się co najmniej dobrze sprawdzić w praktyce. Pora zatem na clue tematu – czyli to, jak Trapeze Reimagined grają.

Audiovector Trapeze Reimagined – brzmienie

Audiovectory to kolumny o dość niezwykłym – w porównaniu do zdecydowanej większości innych propozycji na rynku – kształcie. Ale ich brzmienie jest już jak najbardziej przystępne dla słuchacza. Można by też powiedzieć, że wręcz normalne i strawne w sensie takim, że jest ono pozbawione bardzo wielu niedociągnięć, jakie trapią wiele innych – niekoniecznie przy tym tańszych (czy nawet mniejszych) – konstrukcji. Z drugiej zaś strony Trapeze Reimagined będą się jednak brzmieniowo mocno, w zasadzie nawet bardzo mocno wyróżniać na tle wielu innych kolumn. I to nie chodzi tylko o pewne konkretne, obiektywne czynniki brzmienia, ale też, jeżeli chodzi o jego ogólny całokształt. I także to, jak je będziemy właśnie całościowo odbierać.

Pierwszą rzeczą, która może nas zaskoczyć – i zapewne zaskoczy, na dodatek pozytywnie – będzie to, w jaki sposób Trapeze Reimagined budują przestrzeń. Często w recenzjach w anglojęzycznych publikacjach używa się określenia „to throw a soundstage” w kontekście tego dane kolumny – i to będzie dobre, aczkolwiek może nie wprost, tłumaczenie na nasze – „odrywają” brzmienie, scenę od ich samych, od ich fizycznych brył. I tutaj taka pewna ciekawostka. Otóż jest tak, że albo ten efekt „odklejenia” dźwięku od kolumn jest, albo go nie ma. Każdy, kto dłużej obcował z kolumnami planarnymi (mam tu na myśli zarówno magnetostaty, jak i elektrostaty) będzie wiedział, co mam na myśli. Oczywiście powyższy efekt będzie zależał w jakimś tam stopniu od pomieszczenia oraz elektroniki – jednakże, nie oszukujmy się, bez odpowiednich kolumn po prostu się on nie pojawi. Piszę to dlatego, że ktoś mógłby powiedzieć, czy też założyć, że skoro Audiovectory są szerokie, no to nie będą mieć dobrej sceny.

Audiovector Trapeze Reimagined

Nic bardziej mylnego. Otóż właśnie tą pierwszą rzeczą, którą zauważymy już na początku odsłuchów, zakładając oczywiście, że Trapeze Reimagined poprawnie ustawimy, będzie to, w jaki sposób brzmienie jest właśnie od tych kolumn oderwane. Jest nie tylko zawieszone w przestrzeni znajdującej się między nimi, ale także dookoła samych kolumn. Przy czym Trapeze Reimagined jednak inaczej budują scenę aniżeli wspomniane kolumny planarne, bo nie powiększają one niepotrzebnie źródeł pozornych. Saksofon na Candy Dulfer „Lily Was Here” miał wymiary właśnie saksofonu, a nie wyrzutni rakiet ziemia-powietrze. Jednakże to, co z kolei Audiovectory z kolumnami planarnymi już miały bardziej tożsame na tym utworze (a mowa o wersji „live”), to oddanie atmosfery koncertowej. Z tymi wszystkimi drobnymi dźwiękami w tle pojawiającymi się znikąd. Zwracam na to uwagę dlatego, że w przypadku kolumn głośnikowych opartych o przetworniki dynamiczne – to właśnie przestrzeń, umiejętność generowania holograficznych iluzji będzie odróżniać konstrukcje bardzo dobre, czy też wybitne od tych, powiedzmy sobie wprost, bardziej przeciętnych.

Kolejnym istotnym aspektem jest tak naprawdę połączenie trzech cech w jedną, niezwykle spójną całość. Chodzi o barwę, spójność oraz rozpiętość dynamiczną. I jeżeli chodzi o tę ostatnią cechę, to w przypadku nowych Trapeze szeroki zakres dynamiki nie pociąga tutaj za sobą ani zmiany barwy, ani utraty spójności. Przy utworach nie tylko symfonicznych, ale i tych bardziej rozrywkowych w momencie, kiedy zwiększamy głośność – wszystko dzieje się bliżej, z większym rozmachem, ogólnie brzmienie nabiera po prostu większej skali. Natomiast jego całościowa barwa, spójność, rozdzielczość i definicja – także, co istotne, także w odniesieniu do basu – pozostają po prostu takie same.