Audiovector Trapeze Reimagined – recenzja

Interesującą i oczywiście istotną kwestią jest tutaj także wybór przetworników, bo zwróćmy uwagę chociażby na to, że w recenzowanych jakiś czas temu R3 Avantgarde mieliśmy do czynienia z membranami wykonanymi z karbonowej plecionki. A tymczasem tutaj – do łask wrócił papier. Ole tłumaczy nam to tak:

„Ponieważ sami projektujemy wszystkie nasze przetworniki, możemy dowolnie wybierać nasze rozwiązania. W Trapeze Reimagined użyliśmy materiałów papierowych o długich włóknach i w przypadku głośnika średnio-tonowego membrana jest powlekana. Aby przetworniki pracowały dobrze z koncepcją zwrotnicy 6dB na oktawę muszą one być liniowe dwie oktawy powyżej swojej częstotliwości odcięcia. I są. Prawdziwym wyzwaniem było skonstruowanie „szybkiego” przetwornika basowego o średnicy 12 cali, ale udało nam się to zrobić. Przetwornik średniotonowy używa silnego magnesu neodymowego. W przypadku zarówno przetwornika 12-to calowego jak i 5-cio calowego (częstotliwość podziału 500 Hz) pofałdowane zawieszenie odgrywa dużą rolę w naszym dążeniu do uzyskania dużej prędkości i dokładności”.

Audiovector Trapeze Reimagined

Oczywiście mamy tutaj do czynienia także z przetwornikiem AMT. I to na dodatek działającym według firmowej koncepcji SEC, czyli Soundstage Enhancement Concept. Polega ona między innymi na tym, że przetwornik AMT nie posiada wytłumiającej komory z tyłu (w zdecydowanej większości przypadków komora ta jest i tak o wiele za mała). A fala dźwiękowa wytwarzana przez tylną część membrany jest kierowana przez specjalny otwór z tyłu obudowy z powrotem do pomieszczenia. Dlatego jeżeli spojrzymy na tylną ściankę w Trapeze Reimagined (oraz w innych kolumn Audiovectora z serii R w wersji z przetwornikiem AMT), to możemy pomyłkowo uznać, że posiadają one dwa porty bass-reflex. Tymczasem ten na górze – to właśnie „wyjście” tylnej komory przetwornika wysokotonowego. Jednocześnie sam przetwornik to oczywiście Air Motion Transformer, który znamy i z recenzowanych wcześniej kolumn R3 Avantgarde i chociażby ze słuchawek HEDD Audio HEDDphone TWO.

Zastosowanie takiego, a nie innego rodzaju głośnika wysokotonowego Ole Klifoth tłumaczy nam tak:

„Podziwiamy oryginalną konstrukcję Dr. Oskara Heila. Kiedy chcieliśmy zbudować nasz własny przetwornik AMT intensywnie eksperymentowaliśmy z systemem SEC w połączeniu z naszym AMT. Dowiedzieliśmy się, że połączenie AMT z SEC daje nam sporą przewagę, jeżeli chodzi o zniekształcenia. Są one dużo niższe, aniżeli w przypadku zamkniętego (od tyłu) AMT (które są takie, jak w kopułkowych przetwornikach wysokotonowych!). Daje nam to dużo szybszą reakcję i większą precyzję (pozbyliśmy się w ten sposób 95% zmagazynowanej energii, która powoduje problemy w innych konstrukcjach)”.

Chciałbym tutaj dodatkowo podkreślić i zwrócić uwagę na sposób działania przetwornika wysokotonowego – ma on dodatkową komorę w całej obudowie, która dodatkowo jest wentylowana. Co więcej, nie można powiedzieć, że głośnik pracuje w całkowicie otwartej odgrodzie – bo jednak jest tłumienie z tyłu (co widać chociażby zaglądając w górny otwór). Jednakże z drugiej zaś strony – przetwornik tutaj „widzi” właśnie otwartą przestrzeń od tyłu. Innymi słowy faktycznie nie ma tutaj żadnej komory, która by była w jakiś sposób ograniczona wielkością, co z kolei powodowałoby po prostu odbijanie się fal dźwiękowych w jej środku, które – prędzej, czy później – wróciłyby do membrany. Ten efekt dotyczy zdecydowanej większości przetworników i kopułkowych i także wstęgowych. A to, w jaki sposób działa – można zaobserwować, jeżeli ktoś ma jakiekolwiek słuchawki otwarte. Wystarczy przyłożyć ręce do zewnętrznych stron muszli. Różnica zarówno w całościowym brzmieniu, jak i scenie – będzie co najmniej zauważalna.

Audiovector Trapeze Reimagined

Sekcja wysokotonowa w Trapeze Reimagined to jedno, natomiast nie mniej ciekawa jest też część odpowiedzialna za tony niższe. I te najniższe. Ponieważ specyfikacja tego nie podaje wprost – to trzeba tu podkreślić, że najnowsze Audiovectory posiadają dodatkowy wewnętrzny przetwornik basowy, który umieszczony jest w środku obudowy i pracuje w układzie isobaric. Układ ten znany jest także (a w zasadzie w przypadku tej marki nawet bardziej) jako „compound” i polega na tym, że dwa głośniki basowe sprzężone są ze sobą tak, aby ten z przodu „widział” większą, niż w rzeczywistości obudowę.

Takie rozwiązanie ma kilka zalet, największą jednak będzie właśnie niższe zejście basu. W teorii dwa przetworniki pracujące w tym układzie działają jak jeden o tej samej powierzchni membrany (parametr Thiele-Small’a „Sd”) ale już o połowie mniejszej wymaganej pojemności ekwiwalentnej (ten z kolei parametr określa się jako „Vas”). Tutaj jednak sprawa nie jest taka prosta, bo ten drugi przetwornik jest już inny – ma on średnicę 8” i można podejrzewać, że to typowy driver o dużym skoku przeznaczony do odtwarzania najniższych częstotliwości. Ole Klifoth taką konfigurację tłumaczy nam tak:

„To system basowy isobarik, także nazywany systemem compound. Mamy dwa przetworniki pracujące w tandemie. Zaletą jest to, że ich masy są sprzężone ze sobą. A to oznacza większą masę i niższą częstotliwość odcięcia przy zachowaniu doskonałej kontroli nad membranami. W systemach bass-refleks lub w systemach z obudową zamkniętą nie jest możliwe tak niskie zejście z częstotliwością, chyba że zaakceptuje się dwukrotnie większą obudowę lub utratę kontroli. Korzystamy z tej technologii także w modelu R6”