Audiolab 9000N – recenzja

Na bardziej współczesnej muzyce z kolei 9000N pokazał, że nie robi mu specjalnej różnicy repertuar. Może jedynie z tą uwagą, że jeżeli coś będzie gorzej zrealizowane, albo nadmiernie skompresowane – to Audiolab po prostu to pokaże. Jednakże w sumie nic dziwnego w tym, że urządzenia mające dużą rozdzielczość po prostu lepiej brzmią na dobrych realizacjach. Jednakże nie jest też tak, że brytyjskie źródło w jakiś bardzo wyraźny sposób wyeksponuje nam niedociągnięcia. A bardziej po prostu usłyszymy, że jedne realizacje brzmią po lepiej, a inne zaś gorzej. Natomiast te, które są zrealizowane na dobrym i bardzo dobrym poziomie – te rozwiną skrzydła.

Świetnie wypadła płyta Pernille Rosendahl „Dark Bird”. Na „Feet On The Ground” Audiolab pokazał bardzo dobrą kontrolę na dole, ale – i tu kolejna niespodzianka – bez nadmiernego utwardzania tego zakresu. O ile nie ma mowy tutaj o przeciąganiu basu, to charakter tego podzakresu jest przy tym bogaty, rozbudowany.

Natomiast jeszcze w kontekście różnych realizacji, to chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na synergię całego systemu. Bo Audiolab to takie źródło, które pokaże dużo, ale które też może zabrzmieć różnie – w zależności od charakteru pozostałych elementów całego systemu. Niby to oczywista oczywistość – ale jednak nie do końca w tym konkretnym przypadku. Bo o ile mówimy tutaj o brzmieniu otwartym i komunikatywnym, to 9000N się też nie cofa, jeżeli chodzi o środek pasma. On niczego zbytnio zmiękcza (do tego jeszcze pozwolę sobie powrócić w podsumowaniu), ani też nie ukrywa. Dlatego też jest to też taki rodzaj brzmienia, który może (ale nie musi) w pewnych konfiguracjach spowodować ujawnienie się pewnych problemów w torze (mam tutaj na myśli nie tylko amplifikację, ale przede wszystkim głośniki), które przy innych, bardziej zachowawczo grających źródłach pozostałoby dalej w cieniu.

Audiolab 9000N

Nie jest to żadna wada Audiolaba, tylko bardziej coś, co po prostu wynika z takiego, a nie innego rodzaju grania. Dlatego też bardziej bym to postrzegał nawet jako zaletę – biorąc poprawkę na jedną rzecz.  A konkretnie na to, że trzeba to mieć właśnie całą synergię systemu na uwadze, i świadomie zdawać sobie sprawę z tego, że gra właśnie całość, a nie tylko źródło, wzmacniacz czy głośniki. A przy tym – i tutaj może doleję trochę oliwy do ognia – zwracałbym uwagę na to, żeby 9000N grał w konfiguracjach po prostu z dobrymi głośnikami. Czyli takimi, które nie mają – jakże częstych – problemów na przełomie środka i góry. Widziałbym to źródło z konfiguracji z neutralnym wzmacniaczem i kolumnami grającymi gładko, ale też i rozdzielczo.

Audiolab 9000N – podsumowanie

Zacznę tutaj od pewnej anegdoty związanej z Audiolabem. Otóż 9000N pojawił się w redakcji między innymi dlatego, że po tym, co usłyszałem z Moona 791 byłem po prostu ciekaw, jak zabrzmi nieco „tańsza”, ale – jak już wtedy podejrzewałem – wciąż bardzo dobra implementacja układu ESS9038PRO. Bo nie ma chyba drugiego układu DAC na rynku, którego brzmieniowa rozpiętość byłaby tak ogromna na przestrzeni różnych urządzeń. Chodzi mi tutaj konkretnie o to, że w gorszych aplikacjach ta kość gra – delikatnie rzecz ujmując – słabo. W lepszych – całkiem nieźle. A w najlepszych, tych najbardziej dopracowanych z kolei – gra tak, jak powinna. Czyli w bardzo zbalansowany, można też śmiało powiedzieć, że dojrzały sposób.

Najciekawsze jest jednak tutaj to, że na odpowiednio dobranym systemie Audiolab 9000N zabrzmi w sposób otwarty i – uwaga – organiczny. Bo – do czego miałem się jeszcze odnieść – brzmienie 9000N nie jest w żaden sposób ani twarde, ani też ostre. Ono ma po prostu dużą energię i sporą w skali absolutnej rozdzielczość. Tutaj też się dużo dzieje w muzycznym przekazie. I jest to też jedno z tych urządzeń, którego warto posłuchać dłużej, w różnych konfiguracjach. Bo może się okazać, że to właśnie do niego będziemy wracać.

Audiolab 9000N

I tak na koniec jeszcze jedna rzecz: pamiętam jeszcze z tak zwanych „dawnych lat” brzmienie Audiolaba 8000A. Oczywiście to takie średnie porównanie, ale mam wrażenie, że 9000N utrzymuje wszystkie dobre cechy brzmieniowe urządzenia, dzięki któremu brytyjska marka zyskała swego czasu taką popularność. Czy kontynuacja tej szkoły brzmienia jest zamierzona, czy też nie – tego nie mi oceniać. Natomiast jest coś w tym, że gdyby 9000N brzmiał w jakiś zbyt zawoalowany i na siłę ugrzeczniony sposób – to takie brzmienie do źródła tej marki jakoś by mi nie pasowało. Poza tym, co też ważne: Audiolab 9000N to także świetnie działający streaming. Tutaj współpraca z firmą Lumin się zdecydowanie opłaciła.

Rekomenduję to źródło dla wszystkich, którzy chcą mieć dobry punkt startu do świadomej budowy dalszego systemu. I także wszystkim tym, którzy chcą mieć po prostu dobre, transparentne źródło.

Adam Kiryszewski

Dystrybutor: 21Distribution https://21distribution.pl/
Cena: 12499 PLN