Wokal w tle na Pink Floyd „Terminal Frost” był wyraźny i łatwy do wychwycenia, nie był zagłuszony przez wydarzenia na pierwszych planach. Także góra pasma jest doskonale spięta z resztą, także na poziomie barwowym – potrafi pokazać zalety dobrze zaimplementowanych kopułek tekstylnych. Jest minimalnie po łagodniejszej stronie, ale też nie wycina drobnych informacji, jej brzmienie jest nasycone i kompletnie nie popadające w krzykliwość w dolnym zakresie.
Vienny mają jeszcze jedną dość niezwykłą w sumie cechę. I to taką, która wcale dzisiaj w kolumnach w ich przedziale cenowym nie jest aż taka oczywista. Otóż sprawdzą się w szerokim repertuarze i o ile dobrze i wyraźnie skalują się ze sprzętem towarzyszącym – to przy tym nie mają tendencji do podkreślania gorszych realizacji. Pozwolę sobie to bardziej rozwinąć, bo to trochę szerszy temat. Otóż w Mozartach SE Signature jest coś takiego, że „wyciągają” one to, co dobre w nagraniach, a jednocześnie unikają eksponowania nadmiernych chropowatości w sposób nieprzyjemny. A jednocześnie potrafią też zachować odpowiednią konturowość nagrania kiedy trzeba. Może to zabrzmieć dziwnie, ale są jednak bardziej czułe na ogólną jakość elektroniki, aniżeli na samą jakość nagrania, czy ogólnie pojęty repertuar.
Bo w muzyce proponowanej nam przez austriackie kolumny wszystko się po prostu wewnętrznie zgadza. Viennom nie rozchodzi się o to, aby porwać słuchacza jakąś jedną czy dwoma faworyzowanymi cechami prezentacji. A o ogólny całokształt oraz spójność tego, co dzieje się w ich przekazie. Jednocześnie jednak, i tu leży ich w sumie najciekawsza cecha, każdy jeden z obiektywnych czynników, jeżeli by je tak po kolei rozpatrywać osobno – to jest w Mozartach na dobrym albo bardzo dobrym poziomie. Nawet ten nisko strojony bas zachowuje w tym przypadku odpowiednią kontrolę, potwierdzając tym samym wszystko, co przekazał mi mailowo na temat konstrukcji tych kolumn ich producent.
Jeżeli miałbym się tutaj do czegoś przyczepić i to tak naprawdę na siłę – to może do tego, że nie są to kolumny, które we wszystkich konfiguracjach sprzętowych zrobią wrażenie. Bo o o ile są generalnie mało kłopotliwe – to skrzydła rozwijają dopiero, kiedy pewne czynniki, o których wspomniałem na początku opisu brzmienia, są odpowiednio dobrane.
Vienna Acoustics Mozart SE Signature – podsumowanie
Co ciekawe, raczej bym się skłaniał tutaj w stronę dobrej amplifikacji tranzystorowej, albo też mocniejszej lampy, ale najlepiej tej w topologii SE albo PSE. W każdy razie nie szedłbym w stronę elektroniki nadmiernie ocieplającej w klasycznym tego słowa znaczeniu. A bardziej toru, który zapewni nam odpowiedni realizm przekazu, a przy tym będzie pozbawiony granulacji. Bo w takiej właśnie konfiguracji Mozarty SE Signature powinny zaprezentować brzmienie, które będzie w pełni godne ich nazwy.
Patrząc poprzez pryzmat aktualnej ceny tych kolumn, która wynosi w tym momencie równe 20 tyś złotych (bez kilku złotych), to Mozarty są propozycją naprawdę uczciwą. Przyznam, że markę znam od lat, i wiedziałem, że tutaj można się spodziewać pewnego poziomu. To, co jednak najbardziej zaskoczyło, to fakt, że dostajemy pięknie wykonane kolumny, w których wszystko się ze sobą zgadza. I które oferują nie tylko bardzo dobre – biorąc pod uwagę ich przedział cenowy brzmienie. Ale też takie, które zaskakują swoją uniwersalnością i przystępnością tego, w jaki sposób nam tą odtwarzaną muzykę podają. Duża klasa i tym samym – Nagroda Redakcji.
Adam Kiryszewski
Dystrybutor: 21Distribution https://21distribution.pl
Cena: 19998 za parę (23998 w wykończeniu Rosewood)


